Jest noc. Bardzo ciemna noc. W oknie domu daleko stąd
Świeci światło.
I wiem przecież, że istniejecie. Ale nie ma Was tutaj. W tej chwili - w tym momencie - w moim trwaniu.
Widzę je i czuję się ludzki od stóp do głów.
Ciekawe, że całe życie tego, który tam mieszka, i który nie wiem,
kim jest,
Przyciąga mnie tylko tym światłem, widzianym z daleka.
Od czasu do czasu zastanawiam się, KIM JESTEŚ? Nie znam Cię, a przecież możesz być kimś albo zupełnie wyjątkowym, albo zupełnie prostym. Oczywiście jesteś wyjątkowy Czytelniku i ja o tym bardzo dobrze wiem.
Niewątpliwie ma realne życie, twarz, gesty, rodzinę i zawód,
Istniejesz... Ale odziela mnie od Ciebie, jakby niewidzialna linia światła i cienia. Jaka jest Twoja twarz? Czy jest szlachetna i podła? Czy podła i szlachetna?
Ale teraz liczy się tylko światło z jego okna.
Mimo że światło jest tam dlatego, że on je zapalił,
Czyli jesteś jednak materialny... Lecz... Właśnie to światło...
To ono jest dla mnie bezpośrednią rzeczywistością.
Nigdy nie wykraczam poza bezpośrednią rzeczywistość.
Poza bezpośrednią rzeczywistością nie ma nic.
Jeżeli ja, z miejsca, w którym jestem, widzę tylko to światło,
To w relacji do tego, gdzie jestem, jest tylko to światło.
Zamieniacie się wszyscy w ulotne byty, istniejecie tylko wtedy kiedy jesteście w mojej obecności... To działa w obydwie strony.
Tamten człowiek i jego rodzina są realni po tamtej stronie okna.
Ja jestem po tej stronie, w wielkiej odległości.
Światło zgasło.
Jakie to ma dla mnie znaczenie, że ten człowiek w dalszym ciągu żyje?
No jakie?
Alberto Caeiro - (Wiersze rozłączne)
Z osobistymi dopiskami autora bloga.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)