Ponownie wróci na wokandę sprawa Grassa. Jest to smutne, tym bardziej, że wywołał to Donald Tusk swoimi głupimi słowami - jeżeli był taki oburzony tym co powiedział Grass 27 lat temu, to po co zabiegał wraz z "gdańskimi liberałami" o nadanie mu tytułu honorowego członka? Ja sądzę, że to właśnie Tusk nie traktuje poważnie Guntera Grassa - nie wiem kto podsunął mu taki pomysł i takie słowa, mam nadzieję, że jest to jakieś dziennikarskie nadużycie.
Oburzenie opinią na temat Stanów Zjednoczonych, też jest przesadą. Grass jest intelektualistą, nie inteligentem. Stać go na odważne, wypowiedzi i nie będzie się wybielał.
"Przy obieraniu cebuli" oderwał wszystkie swoje powłoki, by ukazać przerażającą prawdę, by ukazać też coś innego - pewną nadzieję, która drzemie w człowieku. I była to postawa godna szacunku, gdyby jednak chciał się wybielić, to też można to akceptować, wywyższać, walczyć z przeszłością jest większym heroizmem czasami, od stawiania czoła przeszłości.Chciałbym, żeby Donald Tusk wypowiedział się na temat Stockhausena, czy uważa, że mówienie o tragedii 11 września 2007, jako największym akcie sztuki, było do potępienia?
Intelektualistów, stać na myśl. A Donalda Tuska chyba jednak nie - ponieważ myśli w czasie przeszłym: "byłem obrażony". To znaczy, że już nie jest? Jeżeli już nie jest - to po co mówi takie pierdoły?




Komentarze
Pokaż komentarze (5)