To było przecież tak dawno.
Ja nie wiem jak to wyglądało, jakie były przyczyny, jakie były możliwości...
Nie wiem, kto miał wejść - i wyjść.
Ten czas znikł, odpłynął.
Historia jest tutaj, czeka by ją odczytać i by pamiętać - ale tylko tyle. Czeka też, by zapomnieć - pamiętamy o "przełomowych" wydarzeniach, o błahych nie pamiętamy. Więc czy jakikolwiek sens ma historia, bez pamiętania o "małych" ludziach, trwających w tych "przełomowych" wydarzeniach?
Moja matka, miała urodzić za osiemnaście dni dziecko - w noc sylwestrową i dla niej liczyło się przetrwanie i cisza, i spokój. I urodziła. Nie mnie - ale mojego brata. I to wydarzenie z 1981 roku mam zamiar wywyższać, a nie z 13 grudnia.
Historia jest pozbawiona jakiegokolwiek uczucia, wyrywa się kolejne fakty, wiąże się je ludzkim myśleniem i interpretuje - "czy to miało sens?", "czy to było potrzebne?", "musimy o tym pamiętać, by mieć jakąkolwiek tożsamość". A czy to coś zmienia?
Należy w tym miejscu przypomnieć, Tezy z historii filozofii, Waltera Benjamina, kiedy to opisuje obraz Kleego, "Angelus Novus": "(...) ukazuje anioła, wyglądającego tak, jakby właśnie miał odejść od miejsca, w którym trwał nieruchomo. Wytrzeszczone oczy, otwarte usta, rozpostarte skrzydła. Tak, właśnie powinien wyglądać anioł historii. Twarz ma zwróconą ku przeszłości. Tam gdzie widzimy łańcuch zdarzeń, on dostrzega jedynie katastrofę. Chciałby zostać, obudzić zmarłych i pozbierać pokonanych. Lecz z Raju dmie burza, którą anioł chwyta w skrzydła, tak gwałtowna, że nie jest w stanie ich z powrotem złożyć. Ta burza popycha go nieprzerwanie w stronę przyszłości, do której jest zwrócony plecami, podczas gdy przed nim na nieboskłonie rośnie sterta ruin. Burza owa to, jak my to nazywamy, postęp". Benjaminowski anioł historii, walczy z przyszłością, nie chce się jej poddać, ale musi i tylko odwraca głowę i spogląda na to co zostało.
Ricoeur pisze, że historia, nie polega tylko na poszerzaniu pamięci zbiorowej poza pamięć aktualną, lecz na "korygowaniu, krytykowaniu, a nawet odrzucaniu pamięci określonej wspólnoty", gdy ona (wspólnota), "zajmuje się sobą i gdy ślepa i głucha na inne wspólnoty zamyka się w swoich cierpieniach". Jest to jedna z najważniejszych funkcji historii - dzisiaj natomiast dostrzec można, a to zapoczątkowała między innymi IV RP, wymyślona przez braci Kaczyńskich, że trzeba cierpieć, że trzeba pamiętać ("nad-pamiętać") i trzeba siebie wywyższyć nad innych, ponieważ realne cierpienie i zło dotknęło właśnie ten Naród, ten Kraj, tę Wspólnotę.
A przecież, to ciągłe myślenie przeszłością, nie daje nam nic innego, niż nieustanne cierpienie, jesteśmy jak kiepska kopia "Angelusa novusa", bez rozwiniętych skrzydeł, a skrzydła ma każdy człowiek, tylko musi je rozłożyć. Może spoglądać za siebie, ale musi też lecieć, z podmuchem postępu, o którym pisał Benjamin...
czego sobie i wszystkim, życzy
Tomasz Menzel
PS.
Pod historią, pamięć i zapomnienie.
Pod pamięcią i zapomnieniem, zycie.
Lecz pisanie życia to już inna historia.
Niedomknięcie.
Paul Ricoueur




Komentarze
Pokaż komentarze