Znajoma opisuje mi sytuację - w tym Kościele, mieszka pewna Ukrainka, studiuje na jednej z tutejszych uczelni gdzieś w okolicach Głogowa. Utrzymuje się dzięki przyjaciołom, swojej pracy i skromnej pomocy rodziny...
- Nic ciekawego... co mogłoby mnie w tym zainteresować.
[Znajdujemy się właśnie pod budynkiem należącym do władz kościelnych - czuję się troszkę nieswojo...]
- Widzisz ten radiowóz?
- Dlaczego stoi pod kościołem? Chodzi o ostatnie wydarzenia w Serbach?
- Nie - nie powiedziałam Ci najważniejszej rzeczy - ta Ukrainka, jest nielegalnym emigrantem. Stara się o obywatelstwo polskie i patrz - ma dozór policyjny 24h/dobę. Traktują ją jak szmatę, rzecz którą można przestawiać - raz wpadli do niej "na kawę" po północy.
- W jakim celu?
- Chcieli sprawdzić, czy "wszystko w porządku".
- Nie ma to jak opieka Policji nad jedną nielegalną emigrantką. Co oni sobie wyobrażają? Przedstawisz nas sobie?
[Widok pustego pokoju - napawa mnie grozą - cisza i spokój budynku jest przytłaczający - ale w sam raz na przebywanie tej osoby - podstawowy byt jest zapewniony. Na widok mojej znajomej, dziewczyna reaguje żywo i zaczyna mówić do niej łamaną polszczyzną.]
Najbardziej wbija mi się do głowy jedno zdanie:
- Jeszcze uczę tego języka. Jest trudny.
Na pytanie ile lat już jest w Polsce - odpowiada - trzy.
Jak długo trwa dozór - odkąd się o niej dowiedzieli - od pół roku.
Jak długo tak żyje? Tak z nocy na noc? Z dnia na dzień? Ludzie jej pomagają - i sama stara się sobie pomóc. Najgorszy był pierwszy rok - kiedy jest Ci ciężko każdego dnia i tęskni się za rodziną.
Żegnam się. Po dwóch godzinach od tego spotkania - spisuję to wydarzenie.
Historia zamknięta.
Ale ciekawi mnie jak to się rozwiąże w przyszłości. Jak się rozwiąże jej los. I czy dalej radiowóz będzie stał pod jej oknem i do którego momentu. Czy wtedy jak nauczy się języka, czy wtedy, kiedy zakończy się jej sprawa o przyznanie obywatelstwa?
PS.
Dzięki Grześ...




Komentarze
Pokaż komentarze (1)