„Ponieważ wiemy, że musimy umrzeć, tak bardzo pochłania nas robienie życia” – Zygmunt Bauman, dość instrumentalnie podchodzi do kategorii śmierci. Ale właśnie tak pojmowana, jak to robi Bauman – śmierć, daje mi główny szlak poszukiwania. „Robienie życia” – czy tak nie można podsumować, całego procesu twórczego? Tworzyć to znaczy powoływać. Ale „tworzyć” znaczy też, tyle co – powoływać nie tylko do życia, ale i do śmierci. Nieodłącznym towarzyszem życia/aktu twórczego jest śmierć. Dzieło żyje tylko do momentu zakończenia go, dzieło jest może bardziej niż człowiek podatne na śmierć – ponieważ wystarczy, że zniknie z naszego horyzontu widzenia, by już nie żyło. Reprodukcja daje tylko nierealną namiastkę życia – gdy jakieś dzieło zaginie, zostanie spalone, materialnie przestanie istnieć i pozostają nam tylko fotografie i też niezbyt doskonałej jakości – to znaczy tyle, że dzieło umarło, a to co widzimy jest tylko śladem, cieniem tego dzieła. To powoduje, ze niepokój jaki jest roztaczany nad twórcą (sam twórca odczuwa ten niepokój, związany jest z nietrwałością jego sztuki) – twórca jest szafarzem życia i może przypominać Boga, który boleje nad losem swoich „dzieci”.
Estetyka dzisiaj mówi nam, że przedmioty przychodzą i odchodzą. Nigdy ostatecznie nie są uśmiercane – mogą jedynie zniknąć. „Ubiegłoroczne śmieci stają się wypieszczonymi antykami, upadłe gwiazdy ostatniego pokolenia stają się idolami nostalgicznych marzeń…” – wszystko staje się nieśmiertelne i nic nie jest nieśmiertelne. W rzeczywistości tylko samo przemijanie jest nieprzemijalne. Może na tym polega dzisiaj fenomen reprodukcji? To co już umarło, może być ciągle przywracane, to co miało świetność kilka wieków temu, na powrót staje się obiektem zainteresowania – więc tak naprawdę, obiektem zainteresowania dzisiaj dla estetyków staje się to co już martwe. Spójrzmy na spektakle, performance, na sztukę konceptualną… Spektakle nigdy tak naprawdę nie są takie same – zawsze się różnią. Każdy spektakl ma prawo bycia tylko jeden jedyny raz – później może być powtarzany. Każde odczytanie książki jest jednostkowe. Każdy performance umiera, ledwo narodziwszy się. Sztuka konceptualna umiera wraz z aktem tworzenia. Jeszcze przez chwilę pozostańmy w sztuce i spójrzmy na obrazy Wolsa, jednego z czołowych przedstawicieli taszyzmu – pozbawione przeszłości i przyszłości. Sztuka Wolsa nie istniała – Wols pozbawił jej życia. Nie miała żadnej formy, ponieważ nie istniała w publicznym dyskursie – ponieważ sam Wols pozbawił ją tego życia, zabraniając umieszczania swoich obrazów w galeriach. Sztuka pozbawiona życia jest tak samo absurdalna, jak człowiek dążący ku życiu. Jest tak samo absurdalna jak estetyka współczesna dążąca do uchwycenia samego pojęcia sztuki, natury, piękna. Może w tym sensie estetyka się wyczerpała? Może estetyka już jest martwa? Tylko łudzimy się, że możemy uchwycić to co jest piękne, co jest sztuką? Może estetyka zajmuje się już samą estetyką? Istnieje sama dla siebie i niczego już dzisiaj nie jest w stanie zaoferować kulturze i człowiekowi?
Jest jeszcze jeden szlak, który można narzucić współczesnej estetyce i wydaje mi się szczególnie ciekawy – mianowicie estetyka dzisiaj, powinna zając się życiem – nasze życie jest teatrem, a w teatrze liczy się każda scena – poważna, mniej poważna i zupełnie niepoważna. Życie jako teatr – staje się głównym hasłem współczesnej estetyki i mieścić się będzie w obszarze, głównie w tym obszarze – postmodernizmu. Powinna próbować dążyć do uchwycenia tego co nierealne, do pełnej dekonstrukcji wszystkich wartości estetycznych, radykalnego wyzbycia się języka z martwych czasów. Dopiero wtedy po pełnej destrukcji idei estetycznych – może nastąpić narodzenie się na nowo estetyki. Ponieważ historia zatacza koła, ponieważ śmierć i ponowne narodziny to zwykły cykl w którym tkwi człowiek. Skoro człowiek w tym tkwi, skoro sztuka jest śmiertelna… Skoro to właśnie ród ludzki odczuwa jedynie śmierć – to tak samo odczuwa to co zostało stworzone przez człowieka. Ale to co zostało stworzone, jak antyki i gwiazdy z zamierzchłych czasów – na powrót może wybuchnąć w naszej świadomości – chciałoby się, żeby estetyka umarła i może umarła. Ale właśnie nie potrafi zniknąć. Widoczne są postępujące nawroty... I może to jest tragedią w estetyce/człowieku – ciągle się łudzi, że może coś zdziałać.
Estetyka dzisiaj mówi nam, że przedmioty przychodzą i odchodzą. Nigdy ostatecznie nie są uśmiercane – mogą jedynie zniknąć. „Ubiegłoroczne śmieci stają się wypieszczonymi antykami, upadłe gwiazdy ostatniego pokolenia stają się idolami nostalgicznych marzeń…” – wszystko staje się nieśmiertelne i nic nie jest nieśmiertelne. W rzeczywistości tylko samo przemijanie jest nieprzemijalne. Może na tym polega dzisiaj fenomen reprodukcji? To co już umarło, może być ciągle przywracane, to co miało świetność kilka wieków temu, na powrót staje się obiektem zainteresowania – więc tak naprawdę, obiektem zainteresowania dzisiaj dla estetyków staje się to co już martwe. Spójrzmy na spektakle, performance, na sztukę konceptualną… Spektakle nigdy tak naprawdę nie są takie same – zawsze się różnią. Każdy spektakl ma prawo bycia tylko jeden jedyny raz – później może być powtarzany. Każde odczytanie książki jest jednostkowe. Każdy performance umiera, ledwo narodziwszy się. Sztuka konceptualna umiera wraz z aktem tworzenia. Jeszcze przez chwilę pozostańmy w sztuce i spójrzmy na obrazy Wolsa, jednego z czołowych przedstawicieli taszyzmu – pozbawione przeszłości i przyszłości. Sztuka Wolsa nie istniała – Wols pozbawił jej życia. Nie miała żadnej formy, ponieważ nie istniała w publicznym dyskursie – ponieważ sam Wols pozbawił ją tego życia, zabraniając umieszczania swoich obrazów w galeriach. Sztuka pozbawiona życia jest tak samo absurdalna, jak człowiek dążący ku życiu. Jest tak samo absurdalna jak estetyka współczesna dążąca do uchwycenia samego pojęcia sztuki, natury, piękna. Może w tym sensie estetyka się wyczerpała? Może estetyka już jest martwa? Tylko łudzimy się, że możemy uchwycić to co jest piękne, co jest sztuką? Może estetyka zajmuje się już samą estetyką? Istnieje sama dla siebie i niczego już dzisiaj nie jest w stanie zaoferować kulturze i człowiekowi?
Jest jeszcze jeden szlak, który można narzucić współczesnej estetyce i wydaje mi się szczególnie ciekawy – mianowicie estetyka dzisiaj, powinna zając się życiem – nasze życie jest teatrem, a w teatrze liczy się każda scena – poważna, mniej poważna i zupełnie niepoważna. Życie jako teatr – staje się głównym hasłem współczesnej estetyki i mieścić się będzie w obszarze, głównie w tym obszarze – postmodernizmu. Powinna próbować dążyć do uchwycenia tego co nierealne, do pełnej dekonstrukcji wszystkich wartości estetycznych, radykalnego wyzbycia się języka z martwych czasów. Dopiero wtedy po pełnej destrukcji idei estetycznych – może nastąpić narodzenie się na nowo estetyki. Ponieważ historia zatacza koła, ponieważ śmierć i ponowne narodziny to zwykły cykl w którym tkwi człowiek. Skoro człowiek w tym tkwi, skoro sztuka jest śmiertelna… Skoro to właśnie ród ludzki odczuwa jedynie śmierć – to tak samo odczuwa to co zostało stworzone przez człowieka. Ale to co zostało stworzone, jak antyki i gwiazdy z zamierzchłych czasów – na powrót może wybuchnąć w naszej świadomości – chciałoby się, żeby estetyka umarła i może umarła. Ale właśnie nie potrafi zniknąć. Widoczne są postępujące nawroty... I może to jest tragedią w estetyce/człowieku – ciągle się łudzi, że może coś zdziałać.



Komentarze
Pokaż komentarze