Wszystko ma już pewną rysę.
Obrazy sa powoli zniekształcane. Eli Barbur pisze o pocztówkach z pewną dziewczynką w czerwonej arafatce. Pęknięte obrazy, pęknięte słowa - wszystko to jedna wielka zabawka.
Pamiętam jak Primo Levi gdzieś powiedział, że nikt nie chce słuchać o wojennym doświadczeniu Żydów. Opowiadanie o obozach niesie niebezpieczeństwo:
"bycia oskarżonym o udawanie ofiary albo nieprzyzwoite afiszowanie się swoją osobą. W ten sposób spełniał się przerażający, proroczy sen ofiar obozu: że nikt nie będzie chciał ich wysłuchać, a jeżeli nawet zostaną wysłuchani - nikt im nie uwierzy...".
Nie wiem o czym chcę dzisiaj pisać, to znaczy teraz, w tej chwili...
Dzisiaj zastanwiam się jak to możliwe, że w Europie, gdzie odbył się Holocaust wszyscy zaczynają w niego wątpić. Nikt nie chce wierzyć już w Holocaust. Może jest to wina współczesnego świata? Holocaust był wydarzeniem jedynym w swoim rodzaju, a próbujemy przekładać go na dalsze doświadczenia - Palestyńczyków, Polaków, dzieci nienarodzonych itd. itp. Jest to zjawisko nieprzekładalne na inne doświadczenia - Holocaust odbył się na ziemiach polskich w największym stopniu, w imię chorych idei czyścił świat z narodu żydowskiego i był przeznaczony ideowo dla tego narodu.
Doświadczenia Palestyńczyków w żaden sposób nie pasują do doświadczeń Żydów. Zresztą - o czym my dyskutujemy? Które doświadczenia, mogą być porównywalne? Kontekst zawsze jest inny - w dzisiejszych relacjach Palestyna - Izrael chodzi przede wszystkim o próbę stanowienia swojego prawa do Narodu, swojego prawa do Domu, do Państwa. Są dwie racje - tych, którzy byli zawsze wyganiani z tych miejsc, które uznawali za Dom i pragną Tej Ziemi, Tego Miejsca; i tych, którzy są "właścicielami" Bliskiego Wschodu, tych, którzy chcą cały Bliski Wschód na własność - chcą wyczyszczony do imentu Bliski Wschód z Żydów i ze wszystkich tych nieprzyjaciół, którzy nie wierzą w ich boga.
Wydaje się, że te wszystkie pokojowe manifestacje - są podszyte nie lękiem o światowy pokój, ale lękiem, spowodowanym przez to, że Żydzi żyją. Co jest antyizraelskie, a co jest antysemickie dziś trudno w jakikolwiek sposób rozróżnić...
To co czytam pod ostatnim postem pana Barbura przeraża mnie i tak jak pisałem w jednym z komentarzy, chcę zaszyć się w pierzynie i przeczekać wszystko to co powduje nienawiść w ludziach. Możliwe, że nigdy się nie obudzę... Wiem o tym. Chce się ryczeć - z bólu. Ponieważ Polacy co raz mniej rozumieją - ze swojej historii, ze swoich losów, ze swoich szlaków którymi dotarli do tego punktu historii w jakim obecnie się znajdują.




Komentarze
Pokaż komentarze (3)