To koniec.
To droga bez powrotów.
To ucieczka i śmierć.
To przemienienie łez - w piasek.
Henryk Grynberg pisze o organizacji "Bricha", lapidarnie, ale to tak działało:
Uciekaj stąd, uciekaj, nakazywał głos. Uciekłam do Wałbrzycha. Spotkałam ludzi, którzy pracowali w "Bricha." "Bricha" właśnie znaczy "ucieczka." Miałam dobry aryjski wygląd, jeździłam do Katowic po pieniądze. Aryjski wygląd nadal był bardzo ważny, zwłaszcza w pociągach. Owijałam się pieniędzmi i okręcałam bandażami. Przewoziłam setki tysięcy, czasem miliony. Przeprowadzaliśmy Żydów przez granicę, potrzebowaliśmy dużo pieniędzy. Dla strażników.
Do 1948 roku - do 100 tyś. Żydów opuściło "nielegalnie" Polskę. Ocaleni. Śmiertelni Żydzi. Śmierć ich już dopadła, tylko tym się różnili od umarłych, że oddychali. Żywe trupy. Dlaczego opuszczali Polskę? Przecież nie było tutaj antysemityzmu, przecież mogli żyć.
"Bricha" to tylko krótki epizod. Ucieczka kiedyś się kończy.
O tym rzadko się mówi, rzadko kto pamięta...
Jest jeszcze historia Obrony. Ale to nie czas i nie miejsce by pisać o tym.
Trudno znaleźć mi w języku polskim, w znanych mi książkach historii o "Bricha". Trzeba popytać na emigracji.
Nie jestem na tyle kompetentny by mówić na temat ucieczek - ponieważ nigdy nie doświadczyłem bólu ucieczki...




Komentarze
Pokaż komentarze