Bronisław Komorowski musiał jednak, niestety, wypowiedzieć się w tej kwestii i mamy już jedną z bardziej kontrowersyjnych wypowiedzi w tym rządzie: czy Bronisław Komorowski JEST pewien, że przedmioty, które wystawione są na aukcji w Duesseldorfie, pochodzą z szabrownictwa? Nie jestem przekonany co do tego, owszem gdzieś poszczególne przedmioty, kartki pocztowe, może mają wpisane w swoją historię etap żeru nad tragedią, ale właściciel, jestem do tego przekonany w 100%, nikomu na pewno ich nie ukradł, nikogo nie pozbawił własności , na pewno część zakupił w sposób legalny, skoro „interesuje się historią Powstania Warszawskiego”, kolekcjonerstwo ma to do siebie, że człowiek zrobi wszystko, albo prawie wszystko, by zdobyć upragniony przedmiot do swojej kolekcji. Podobno żyjemy w świecie, który sam w sobie jest kolekcją. Więc zanim zostaną wypowiedziane takie słowa, to proszę na następny raz pilnować się i ważyć to co się mówi.
Oczywiście, cała ta dyskusja byłaby jałowa, gdyby nie dodatkowy, mój ulubiony czynnik zapalny – pieniądze. Nie byłoby sprawy, gdyby chodziło o tysiąc – dwa tysiące polskich nowych złotych. Ale chodzi, bagatela, o sumę 190 tyś. euro. Państwo polskie stoi teraz przed wyborem – odpuszczamy sobie i aukcja niech toczy się własnym życiem, albo wykupujemy już teraz, w tym momencie, póki wartość jest jeszcze „niska”. Jest to dylemat ciekawy – powie nam jakie podejście do historii i przeszłości ma Platforma Obywatelska, pewnie pchana w przeszłość przez Polskie Stronnictwo Ludowe.
Pan Marszałek pomylił się – nie chodzi tutaj o przebaczenie, zapomnienie i sympatię – chodzi o interes, kogoś, kto zebrał kolekcję – kto powołał kolekcję kart pocztowych do życia – i kto teraz chce na tej kolekcji zyskać. Każdy jakoś dąży do swojego szczęścia – czy popieramy to czy nie, musimy to zaakceptować, tym bardziej, że nie narusza to dążenie do szczęścia wolności drugiego człowieka, dobra narodu polskiego, stosunków Polska – Niemcy i dobrego smaku. Takie rzeczy są codziennością we współczesnym świecie i trzeba się z tym pogodzić.
Niemcy nie mają żadnego obowiązku, dzisiaj, przepraszać za przeszłość. Ponieważ pojednanie nastąpiło – historia jest czytelna – wszystko zostało odkryte by do tego pojednania doszło, jest jeszcze wiele pobocznych spraw, ale główne sprawy zostały załatwione. Było już – „Przepraszamy i prosimy o przebaczenie”.
Więc, niech Marszałek powie, że chodzi tylko o pieniądze, przynajmniej będzie to szczere – a nie zakrywa się za „symbolami i przeszłością”, którą przeważnie zawsze Platforma Obywatelska gardziła.




Komentarze
Pokaż komentarze (8)