…biedni Polacy już klaszczą. Klaszczą, że odbyły się pogromy, że mniej Żydów na świecie. Klaszczą, że nie wracają w te strony - bo ich przecież nie chcą. Cieszą się, nie ma tutaj obcych – przecież im jest ciężej z tym i ich to bardziej boli, ta cała sytuacja, to, że przecież ich ratowali, tych Żydów niewdzięcznych, a teraz mają czelność mówić, że im nie pomagali.
Podstępne Żydy!
[Wstaję z łóżka – robię kawę. Zapach się ulatnia z młynka i już wyczuwam, że dzisiaj będzie dobry dzień. Nic mi dzisiaj humoru nie popsuje – pójdę na jakieś zakupy, dawno nie byłem. Mam ochotę na jakąś dobrą książkę i dobre papierosy. Nic mi nie popsuje tego dnia. Nawet „dobry Polak”.]
Jesteśmy Waszymi szafarzami. To Nam, zawdzięczacie życie. To My jesteśmy powiernikami tego co było dobre, a co było złe. Ale pamiętajcie – potrafimy spojrzeć krytycznie na nasze dzieje. Ale żaden Żyd nie będzie mówił co prawda, a co fałsz.
Zrozumiano?
[Czytam. Uwielbiam czytać – to jest tak samo pewne jak pamięć. To, że mogę czytać. W pamięci też można czytać. Wszystko pisze – tak mówiła Duras. Wszystko można czytać. Ale czasami od czytania chce się płakać – tak jak dzisiaj.]
Jeżeli ktoś zastanawia się nad istnieniem Boga – to dobry znak. Niech wtedy pamięta – jedyną prawdziwą wiarą jest Bóg naszego kościoła rzymskokatolickiego (niech Bóg da życie wieczne papieżowi! A wrogów naszej wiary, wrzuci do czeluści piekielnych!). Polacy patrzą na niebo i widzą Boga. Ponieważ wierzą w większości w Boga swego – są zapatrzeni tylko w niebo, gdy przychodzi im spojrzeć na ziemię i chodzić po tej ziemi – podnoszą na powrót głowę w niebo i udają, że są w niebie. Czy tak zachowuje się człowiek? Czy Polak?
[Ta ziemia jest piękna. Przesycona historią i przeszłością – ale nie tylko heroiczną, czy przeszłością piękną. Czuć zapach krwi unoszący się w powietrzu (nie tylko Polaków, czy Żydów) – i zapach ten otumania, mami, kusi i obrzydza, jak perfumy, które w nadmiarze potrafią cieszyć i gryźć.]
[Lecha ogarniała niema furia. Wpatrywał się ponuro w ptaki zamknięte w klatkach, mrucząc coś pod nosem. W końcu, po długim namyśle, wybierał najsilniejszego ptaka, przywiązywał go sobie do nadgarstka i przystępował do szykowania cuchnących farb, które rozrabiał z najrozmaitszych składników. Kiedy był zadowolony z kolorów, obracał ptaka i malował mu skrzydła, głowę i pierś w barwy tęczy, aż ten stawał się bardziej pstrokaty i jaskrawy od bukietu polnych kwiatów.
Wtedy szliśmy w najgęstszy las. Tam Lech wydobywał malowanego ptaka; kazał mi go trzymać w ręce i lekko ściskać, żeby zaczął ćwierkać. Jego szczebiot przyciągał stado ptaków tego samego gatunku, które krążyło nerwowo nad naszymi głowami. Więzień słysząc pobratymców, usiłował się do nich wyrwać.
Ćwierkał coraz głośniej, a jego małe serce, zamknięte w świeżo malowanej piersi, biło jak oszalałe. Gdy gromadziło się dostatecznie dużo ptaków, Lech dawał mi znak, żebym puścił więźnia. Wzbijał się do góry, szczęśliwy i wolny, kropka tęczy na tle chmur, po czym wlatywał w czekające brunatne stado. Przez moment ptaki były zbite z tropu. Malowany ptak krążył z jednego końca stada na drugi, daremnie próbując przekonać krewniaków, że jest jednym z nich. Ale ci, oszołomieni jaskrawymi kolorami, przyglądali mu się z niedowierzaniem. Gdy uporczywie próbował zająć miejsce w szyku, spychali go coraz dalej i dalej.
Wkrótce widzieliśmy, jak kolejno odrywają się od stada i atakują go zawzięcie. Jeszcze chwila i wielobarwny kształt zaczynał tracić wysokość i spadał na ziemię. Takie sceny rozgrywały się często. Kiedy w końcu odnajdywaliśmy malowane ptaki, zwykle nie żyły. Lech dokładnie oglądał i liczył otrzymane przez nie ciosy. Z barwnych skrzydeł sączyła się krew, zmywając farbę i znacząc ręce łowcy. / Jerzy Kosiński – Malowany ptak]
Atakują nas, więc trzeba się bronić. Kto nas atakuje? Żydzi! Wiemy, co się dzieje! Próbuje się robić nagonkę na patriotów! Ważne, żebyśmy doprowadzili naszą batalię do końca, bo Gross i ci, co go popierają, się odsłonili. Nie pozwolimy nikomu upokarzać Polski! Odczepcie się od nas!
[Nie potrafię zrozumieć o jaką batalię chodzi./ Kiedy czytam Kosińskiego serce mi dudni i wali. Kiedy czytam o tym, że słowa pełne pogardy wobec Żydów, mają owację tłumu – czuję się obcy i wstyd mi za kraj w którym się wychowywałem, za kraj, który dał mi język. Jest mi wstyd za ludzi, którzy kierują się nienawiścią i nie potrafią spoglądać bliżej. Ponieważ niebo jest odległe, Bóg jest odległy, a człowiek na tej ziemi samotny.]




Komentarze
Pokaż komentarze (43)