Był taki film. On, on i on. On - ksiądz. On - dziecko i trzecie On - też dziecko. Pierwszy On - postanowił... Następnie dorastają wszyscy. Jedno On się starzeje. Pozostali dwaj się zmieniają. Zmieniają się na podobieństwo pierwszego - niszczącego cudze życia, zamknięci w swoich pasjach i namiętnościach. I ta historia by się sprawdziła pewnie na naszym podwórku i się pewnie sprawdza. Tylko kto wie ile takich historii się tutaj wydarzyło? Pewnie wiele i pewnie wiele zostało przemilczanych. W takim oto przecież społeczeństwie przyszło nam żyć - cokolwiek by się nie zdarzyło ostoją naszą jest Bóg i Maryja Zawsze Dziewica. Przecież przeciwko posłańcom Boga, mieliśmy słowo gówniarzy. Ale ten film nie był antykościelny i niech tak zostanie...
Wróćmy do naszych realiów - jesteśmy w Polsce. Mamy sprawy o molestowanie seksualne, mamy dorosłych ludzi, zmienionych pewnie mentalnie, z bagażem doświadczeń. Teraz to sobie można walczyć o prawdę - o prawdę trzeba było walczyć już wcześniej... Przemawia przeze mnie rozgoryczenie, bo z jednej strony ciągle Kościół próbuje stać na straży wartości etycznych i moralnych, a z drugiej strony trawi go czerw niemoralności, tak od środka, tak głęboko... Milcząc, nic nie robiąc (nawet gdyby tylko chodziło o podejrzenia, należy rozwiać wszystkie obawy), porzucając na samotność ofiary - Kościół nie może upominać się o prawo do nadawania obowiązków społeczeństwu - skoro sam tych obowiązków nie przestrzega. Nie może nikogo upominać - jak to ma miejsce ostatnimi czasy. Kościół stracił wiarygodność, w moich oczach stracił już dawno temu... Teraz pewnie jeszcze w oczach innych osób.
Nie ma tematów delikatnych wymagających przemilczania i omawiania ich tylko we własnym gronie. Szczególnie tematów związanych z problemem molestowania seksualnego. Ci, którzy odważyli się mówić na ten temat, niech pamiętają, że społeczeństwo ostro będzie ich oceniać. Niektórzy pewnie, powiedzą, że "czerpali z tego przyjemność", "jak można zgwałcić dziecko?", w najlepszym razie winę zrzucą na Gazetę Wyborczą i to monstrum, co zwie się Michnikiem. Podziwiam osoby, które odważyły się mówić - gardzę społeczeństwem, które nie dopuszcza do siebie tego rodzaju spraw.
Siedzą niewzruszeni, czyści i moralni. Siedzą w tych swoich kościołach, a wystarczy tylko delikatny podmuch wiatru, by zburzyć ich domy i ich samych. Niech Bóg przyjmie ich serdecznie w swoje ramiona - tak jak i oni przyjmowali, i niech umierają w pokoju.




Komentarze
Pokaż komentarze (1)