Na twierdzenie, że osoba świecka, osoba niewierząca i osoba innego wyznania, nie może wypowiadać się na temat kościoła katolickiego w Polsce, mam prostą odpowiedź - jeżeli nie mogę się wypowiadać, to odbieram Wam prawo do wypowiadania się na temat ateizmu i wartości humanizmu. Ba! Zabraniam Wam wypowiadania się na temat kogokolwiek, kto nie zgadza się z wartościami katolickimi; na temat każdego kto, uważa pewną część katolików za dążących do destrukcji siatki społecznej poprzez dążenie do doskonałości i czystości. Dążenie do czystości ma zaczepienie w wielowiekowej tradycji dziejów chrześcijańskich, tkwi w tych dziejach i nie chce nikt tego wyrwać.
Należy pamiętać, to tylko dygresja do wstępu, że człowiek nie stanie się dobrym przez wykonywanie cudzych rozkazów i stosowanie się do dobrych planów przez innych ludzi sporządzonych.*
Pamiętacie reportaż "Ukryty grzech Kościoła"? Tak, tak - ten o złych dominikanach. Dzisiejsza "Polska" przyniosła przedłużenie tego artykułu - artykuł "Gazety Wyborczej" w konfrontacji z "Polską" nabiera ciemniejszych barw. Jest pierwszym rozdziałem "księgi upadku" Kościoła. Nie setnym. Nie tysięcznym. Chodzi o ten wiek. Jest co najwyżej setną stroną, pierwszego tomu, pierwszego rozdziału. Niczym więcej. Niczym więcej nie może już być.
Dzisiaj usłyszałem ważne stwierdzenie - "Przecież nie jest pedofilią to, że ktoś posiada na parafii pornografię dziecięcą". Mniejsza o posiadanie zwykłej pornografii (ktoś dodaje: "Przecież ksiądz to człowiek i ma zwykłe fizjologiczne odruchy" - nie cytuję w tym miejscu żadnego z blogowiczów, chodzi o prywatną rozmowę z moim znajomym), przecież we współczesnym świecie, ksiądz z osiedla, z sąsiedztwa nie jest autorytetem i do tego miana raczej nie pretenduje. Kiedy odkryto zdjęcia z dziecięcą pornografią, kolekcję, wręcz wielkie archiwum Andrzeja Samsona, media wybuchły. Media oskarżyły. Media później broniły. Teraz już sam nie wiem jak do końca potoczyła się cała ta sprawa. Nie wiem komu zawierzyć, a komu nie wierzyć. Po prostu najlepiej jest nikomu tutaj już nie ufać.
Kiedy natomiast chodzi o Kościół - nagle spływa na media fala milczenia. Zasłania się coś niezbyt przyjemnego, a jakże haniebnego."Gazeta Wyborcza" to pikuś, w tym co robi. Gdyby te afery wybuchłyby w innym kraju na Zachodzie to już dzisiaj nie mówilibyśmy, że ktoś "dalej grzeje dupę na ciepłej posadzie", ale mówilibyśmy raczej o "ciepłej posadzie w więzieniu".
Marcin M. jest oceniany jako ofiara we wspomnieniach ludzi, z którymi się stykał ("Miał skłonności do przyjmowania roli ofiary" - tak mówi wychowawca z Zakładu Karnego w Szczecinku o Marcinie - to może działać w dwie strony, owszem - ale tutaj chodzi raczej, że to on stawał się ofiarą w pełni tego słowa znaczeniu). Nie potrafię powiedzieć co nim kierowało, nie potrafię wnikać w ludzkie natury, nawet najlepszy psycholog nie potrafi przejrzeć człowieka do końca, ba!, początku człowieka nie potrafi dojrzeć. Nie wiem czemu, sprawa o pedofilię przedawnia się po 10 latach. Wynik molestowania, czy kontaktu seksualnego z dojrzewającym dzieckiem, jest widoczny dopiero w dorosłym życiu. Jest to wstyd dla polskiego wymiaru sprawiedliwości
Nie chodzi mi o dowalanie dla Kościoła - Kościół sam sobie dowala, przez to, że nie potrafi odczytywać współczesności. Chodzi mi o problem pedofilii. Nie cierpię ludzi, którzy niszczą dzieciństwo dziecku. Jeżeli ktoś nie zgadza się z tym, to chyba nie ma poczucia tego, że należy do ludzkiego rodu - oczywiście nie musi się zgadzać, ma do tego prawo. Ale ja mam prawo krytykować ostro, każdego kto przymyka oko na problemy tkwiące w społeczeństwie.
* Zygmunt Bauman





Komentarze
Pokaż komentarze (44)