Tomasz Menzel Tomasz Menzel
45
BLOG

Pora umierać w getcie

Tomasz Menzel Tomasz Menzel Polityka Obserwuj notkę 7

Nie mają dzisiaj grobowców, mają miejsca pamięci. Warszawa mnie przeraża, jak kiedyś pisałem, że moja noga nigdy nie postąpiła na tej ziemi, to dalej to podtrzymuję. Nawet przejeżdżając tylko przez Warszawę, nigdy nie odważyłem się wysiąść z samochodu. Gardzę tym miejscem i przyglądam mu się z podziwem. Warszawa znana mi tylko zza szyby samochodu…

Getto tam było. Odkrycie. Jako dziecko nie przejmowałem się tym, że w Polsce były obozy, wojny, getta. Nikt nie musiał mi tego mówić. Należy odkrywać historię. Jako dziecko, tak mało się wie. Patrząc się z dzisiejszej perspektywy – chciałbym być dzieckiem. Znowu. I nic nie wiedzieć.

Pora umierać. Pora nie mieć nadziei. Pora wybrać śmierć. Pora umierać – ale nie jak zwierzyna, tylko jak człowiek. Człowiek, który umiera, który poddaje się śmierci – jest może tak samo absurdalny jak człowiek, który walczy. Ale różnica jest zasadnicza – człowiek, który walczy nie będzie miał sobie nic do zarzucenia.

Umieszczam tutaj część tekstu napisanego przez Władysława Szlengela . Cięć tego tekstu dokonałem osobiście – nie wpływa to jednak na odbiór, czy prawdę jaką chciał nam przekazać Szlengel. Chyba nikt nie musi mi zarzucać manipulacji - chociaż każdy podbno widzi to co chce widzieć.

Władysław Szlengel - Co czytałem umarłym

Egoistyczny spokój, że oni... nie my...

Żydzi mają pieniądze! Żydzi mają znajomości! Żydzi są bezsilni!

Kto jedzie? Kto pójdzie? Trzeba coś zrobić!

Chodzę przez pusty, długi korytarz. Syczy jakaś gotująca się woda. Jakaś porzucona teczka...

Nie ma. Nie ma. Nikogo nie ma...

Opór! Padają strzały. Żydzi mają granaty. Żydzi mają broń. Na Niskiej podpalono dom.

U Schultza rzucano granaty.
Są zabici esesmani.
Getto przestaje być knieją trzebionej zwierzyny.

S t a j e  s i ę  f r o n t e m.   

Legenda urasta. Mit nabrzmiewa. Opowiadają o walkach. O wycofywaniu się żandarmów.

Pejcz leży w rowie.

Wiemy.

Wiemy, jak robi się koszmarne fortuny – jak chodzą po piętrach, szukając wody, jak proponują Ukraińcom miliony, jak oszczędzający na białym chlebie wyjeżdżali, unosząc sumy, jakimi mogli utrzymać przez miesiące te setki ludzi na placu.

Jak wyjeżdżają bez palt, z widmem uduszenia w gazie, z brylantami w obcasach, jak sucho ocierają się o ciało dolary, funty, „twarde” i „miękkie”.
Skarb Rzeszy rośnie.
Żydostwo umiera.
Wszystko umiera.

Narasta historia, mała, ciasna i nieważna historia naszych dni.

Nary, prycze. Aprowizacja na miesiące.
Przekreśla się elektryczność, wodociągi, wszystko. Dwadzieścia wieków przekreślonych przez pejcz esesmana. Epoka jaskiniowa. Kaganki. Studnie wiejskie. Długa noc. Ludzie wracają pod ziemię.
Przed zwierzętami.
A za oknem coraz wyższe słońce.
Wyjątkowo ciepły luty.
 
Przeglądam i segreguję wiersze pisane dla tych, których nie ma. Te wiersze pisane czytałem ciepłym, żywym ludziom, pełen wiary w przetrwanie, w koniec, w jutro, w zemstę, w radość i budowanie.
 
Czytajcie.
To nasza historia.
To czytałem umarłym...

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (7)

Inne tematy w dziale Polityka