Pochłaniają mnie aktualnie książki - właśnie skończyłem czytać "Podróż Bena" Doris Lessing. Przejmuję się strasznie faktem, że Obcość nie zostanie nigdy odczytana - jest to kategoria, która zanikła wraz z "wiadomo czym". Nie chcę się powtarzać - ale ten, kto spędzał trochę czasu na tym blogu, wie co jest moją obsesją.
Ben - dziecko czy dorosły? Człowiek czy zwierze? Obcy? Obojętnie jak brzmi odpowiedź pod koniec chciało mi się ryczeć - nie z powodu mojego współczucia skierowanego do głównego bohatera - powód jest banalny: Benem jest każdy człowiek.
Już mnie wabi w swoją pułapkę Virginia Woolf, zabrałem się ponownie za jej "Chwile wolności" - wyciąg z jej osobistych Dzienników, z tyłu okładki wydawca rzucił osczysty cytat, który spodoba się mojemu pokoleniu: "Czemu życie jest takie tragiczne, tak bardzo przypomina wąski skrawek ścieżki nad przepaścią? Patrzę w dół... rozmyślam, w jaki sposób uda mi się kiedykolwiek dotrzeć do końca?" - w tym momencie przypomniała mi się "Pani Dalloway", Woolf była wyjątkowa, ponieważ dostrzegała to co "niedostrzegalne", by póżniej wyszyć piękne hafty składające się na naszą egzystencje, utrwalić coś co jest smutne, ale też pocieszające - życie i całokształt tej wartości.
Na tarasie u rodziny zapominam o problemach dnia powszedniego - opatulam się w koc, wyczyszczam umysł ze zbędnych doświadczeń. W ciągu kilku chwil pojawi się kawa, jakieś castko i osoby mi bliskie. Jest mi smutno, że zaraz się z nimi pożegnam na zawsze. Ta niepewność spowodowana tym, co jest poza nami, jest przytłaczająca. Jeżeli coś jest to dobrze. Jeżeli niczego nie ma - to też dobrze, ponieważ zamkną oczy i pogrążą się w wiecznym śnie. Tak będzie to dla mnie wyglądać. A reszta już się nieliczy.
Beztrosko rozważam możliwość śmierci. Jest na wyciągnięcie ręki - tak na mnie działa Woolf. Godząc się na śmierć - godzisz się na życie.



Komentarze
Pokaż komentarze