W dzisiejszy słoneczny dzień, rzadko mówi się o Mirosławie Garlickim w salonowych pokojach. Mirosław G. stał się swego rodzaju ikoną IV RP - ofiarą i zabójcą autorskiego systemu prawa i sprawiedliwości tworzone przez Prawo i Sprawiedliwość.
Polityczni mordercy to Ci, którzy tak pięknie posługują się własnym rozumieniem sprawiedliwości, którzy pod wpływem niepokojących emocji działają na polu prawa. To Ci, którzy w imię prawa - pozbawiają życia drugie osoby. Jest prawdą to, że posłowie z Prawa i Sprawiedliwości mają krew na swoich rękach - to krew ludzi, którym odebrano możliwość transplantacji.
Sprzysiężenie pociesznych idiotów wskazuje palcem, kto jest czyim wrogiem, wmawia społeczeństwu, że prawda jest po ich stronie. Atrybutem nadanym im przez Boga jest sacrum. Nigdy nie słyszałem z ich ust takich stwierdzeń: "nie mogę jednoznacznie stwierdzić", możliwe, że się mylę", "ale kto powiedział, że mam rację?". Nie potrafią relatywizować tego co mówią. A przecież ich słowa są pozbawione jakiejkolwiek racji bytu, nie są zaczepione o człowieczeństwo, ponieważ człowieczeństwo, wyraża się bardziej w słowach: "Jestem człowiekiem i nic nie wiem", to sokratejskie stare powiedzenie, jest wartością i antywartością samą w sobie. Zbigniew Ziobro zawsze był pewny tego co mówi - był pewny i nigdy nie wyrzekał się tego co powiedział, ponieważ nie potrafił pogodzić się z porażką tego co widział.
Tadeusz Cymański jest śmieszny, tak samo jak reszta Prawa i Sprawiedliwości. Nie dość tego - ma jeszcze tupet, dalej podważać osobę Garlickiego (dzisiejszy TVN24). Już wystarczająco dużo armia Jarosława Kaczyńskiego zrobiła dla transplantologii. Pora skończyć ten śmieszny teatrzyk, który udaje, że chce ratować biednych Polaków.
[Polsce brakuje kogoś, kto rozpieprzyłby wszystkie świętości, mity i prawdy - to znaczy, kogoś, na kogo nie działa blichtr tradycji, kogoś - kto by oznajmił: "to już koniec!" . Brakuje nam kogoś, kto by wprowadził nas bez świecy w XXI wiek. Prawica dobrze się trzyma i chwyciła się cycka, może wymion, Boga. Przyssała się i nie chce się oderwać od niego - ponieważ nie ma to jak u Boga za piecem.]
Na koniec, stary wywiad z grudnia 2007 roku (za: Polityką):
Barbara Pietkiewicz: – Najstraszniejsza chwila w pana życiu, doktorze Mirosławie G.?
Mirosław Garlicki: – Aresztowanie. Straszliwy szok. Przygotowywałem się właśnie do kilku operacji. Widziała pani: na oczachpacjentów, personelu, w kajdankach.
I co z tymi, których miał pan operować?
Zostali wypisani. Jedna z tych osób nigdzie nie została zakwalifikowana do operacji. Nie wiem, co się stało z innymi.
Prof. Wiesław Jędrzejczak nie zawahał się powiedzieć, że mordercami są ludzie odpowiedzialni za pacjentów, którzy nie doczekali.
Skutkiem ubocznym mojej sprawy jest załamanie transplantologii. Ktoś z decydentów powinien wtedy o tym pomyśleć!





Komentarze
Pokaż komentarze (1)