Nagłośnione ostatnio w mediach przypadki znęcania się nad niemowlętami, są czubkiem góry lodowej. Przemoc w rodzinie dotyka co raz częściej dzieci, które nie są niczemu winne - ewentualnie winne są płaczu, dziecięcej ciekawości i egzystencji samej w sobie.
Dzieci nie doświadczają tej przemocy tylko w rodzinach ubogich czy patologicznych - ostatnimi czasy, przypomina to raczej formę sportu, który łączy niziny i wyżyny społeczne.
Mówi się, że za czasów młodości naszych ojców, dziadków i pradziadków tego nie było (oczywiście nie za czasów naszych matek i babek...). Nie przyszło chyba komuś na myśl, że to po prostu się ukrywało. Dzisiaj natomiast widzimy wynik ukrytej przemocy. Należy też zaznaczyć, że nie ma żadnych reguł które kierują katami. Może to być po prostu impuls, przypadek - co nie usprawiedliwia człowieka. Przypadek nie jest usprawiedliwieniem...
Nastąpiła destrukcja świata dziecka. Już nawet do niemowlęcej nieświadomości, wkrada się ból i cierpienie. Dzisiejsza medycyna wydłuża życie człowieka nawet do 120 lat. Jest to skrajny przypadek - ale jednak istnieje, co pozwala wierzyć w medycynę. Jednak czy medycyna sama w sobie może uleczyć świadomość społeczną? Jak nie medycyna - to co ma pomóc człowiekowi?
[Problem samotnych kobiet, które pragną dziecka - duża ich część ma ochotę adoptować dziecko i jest w stanie zapewnić godny byt. Przeważnie przegrywają z systemem adopcyjnym w Polsce, ponieważ nie wyszły za mąż. Pozostaje im, rozglądanie się za mężczyzną z pożądanymi genami i zapłodnienie naturalną metodą.]
Nie rozumiem społeczeństwa, które w Boże Ciało idzie na procesję, by później wrócić do domu i nawoływać do śmierci drugiego człowieka. Czym jest w takim razie religia, jeżeli nie przeciwieństwem Boga? Czy Bóg żąda śmierci? Czy to tylko człowiek żąda? Desakralizacja następuje nie z powodu braku Boga, a braku jego działalności w czynach społeczeństw.
[Dzisiejszy przypadek ma być niby kolejnym gwoździem do trumny konkubinatów. Dla mnie jest kolejnym gwoździem do trumny człowieka.]
Arcybiskup Stanisław Nowak, mówi o niezrozumieniu życia. A jak je zrozumieć? Bóg mi wytłumaczy, dlaczego tak, a nie inaczej? Dlaczego jestem w tych czasach wrzucony? Gdzie jest Bóg? I gdzie jest nasze życie? Dlaczego to życie jest tak tragiczne? Bóg tego nie wyjaśnia, tylko pociesza - a przecież człowiek chce odpowiedzi.
[Nie mam czasu na pisanie do Salonu24, komentowanie poszczególnych wpisów - niektórzy tak prosto szastają słowami. Jestem troszkę rozgoryczony. Słucham KNŻ. Mam mokrą głowę po prysznicu. Bałagan w mieszkaniu świadczy o tym, że zapomniałem uporządkować swoje życie i problemy z którymi niedługo mam się zmierzyć mnie przytłoczą. Adieu!]
Dzieci nie doświadczają tej przemocy tylko w rodzinach ubogich czy patologicznych - ostatnimi czasy, przypomina to raczej formę sportu, który łączy niziny i wyżyny społeczne.
Mówi się, że za czasów młodości naszych ojców, dziadków i pradziadków tego nie było (oczywiście nie za czasów naszych matek i babek...). Nie przyszło chyba komuś na myśl, że to po prostu się ukrywało. Dzisiaj natomiast widzimy wynik ukrytej przemocy. Należy też zaznaczyć, że nie ma żadnych reguł które kierują katami. Może to być po prostu impuls, przypadek - co nie usprawiedliwia człowieka. Przypadek nie jest usprawiedliwieniem...
Nastąpiła destrukcja świata dziecka. Już nawet do niemowlęcej nieświadomości, wkrada się ból i cierpienie. Dzisiejsza medycyna wydłuża życie człowieka nawet do 120 lat. Jest to skrajny przypadek - ale jednak istnieje, co pozwala wierzyć w medycynę. Jednak czy medycyna sama w sobie może uleczyć świadomość społeczną? Jak nie medycyna - to co ma pomóc człowiekowi?
[Problem samotnych kobiet, które pragną dziecka - duża ich część ma ochotę adoptować dziecko i jest w stanie zapewnić godny byt. Przeważnie przegrywają z systemem adopcyjnym w Polsce, ponieważ nie wyszły za mąż. Pozostaje im, rozglądanie się za mężczyzną z pożądanymi genami i zapłodnienie naturalną metodą.]
Nie rozumiem społeczeństwa, które w Boże Ciało idzie na procesję, by później wrócić do domu i nawoływać do śmierci drugiego człowieka. Czym jest w takim razie religia, jeżeli nie przeciwieństwem Boga? Czy Bóg żąda śmierci? Czy to tylko człowiek żąda? Desakralizacja następuje nie z powodu braku Boga, a braku jego działalności w czynach społeczeństw.
[Dzisiejszy przypadek ma być niby kolejnym gwoździem do trumny konkubinatów. Dla mnie jest kolejnym gwoździem do trumny człowieka.]
Arcybiskup Stanisław Nowak, mówi o niezrozumieniu życia. A jak je zrozumieć? Bóg mi wytłumaczy, dlaczego tak, a nie inaczej? Dlaczego jestem w tych czasach wrzucony? Gdzie jest Bóg? I gdzie jest nasze życie? Dlaczego to życie jest tak tragiczne? Bóg tego nie wyjaśnia, tylko pociesza - a przecież człowiek chce odpowiedzi.
[Nie mam czasu na pisanie do Salonu24, komentowanie poszczególnych wpisów - niektórzy tak prosto szastają słowami. Jestem troszkę rozgoryczony. Słucham KNŻ. Mam mokrą głowę po prysznicu. Bałagan w mieszkaniu świadczy o tym, że zapomniałem uporządkować swoje życie i problemy z którymi niedługo mam się zmierzyć mnie przytłoczą. Adieu!]





Komentarze
Pokaż komentarze (19)