Poprzednia notka wywołała konsternację. Wydawać by się mogło, że skoro jest święto katolickie, to ja muszę dowalić Kościołowi. Rok temu, na dzień Bożego Ciała też wysmarowałem piękny tekst odnośnie Kościoła. W ten dzień należy się zastanawiać jaka jest rola Kościoła, dokąd prowadzą nas szlaki wiary, gdzie jest Bóg i czy jest. Spoglądam na Kościół nie z nienawiścią, ale z nieufnością. Mam swoje osobiste powody, którymi nie chcę się teraz dzielić - ponieważ to co teraz czytacie nie tyczy się mojej wiary czy też nie-wiary.
Poprzedni wpis nie jest też dezaprobatą wobec dzisiejszych czasów. Jest wiele rzeczy dobrych, które daje nam postęp i (mówię to z pełną odpowiedzialnością) tradycja. Doceniam rolę tradycji i dziedzictwa narodowego jakiegokolwiek kraju. Tylko, że tradycja ze swoją etyką, nie potrafi nadążyć za postępem, a postęp okrutnie niszczy wszystkie dokonania w dziedzinie etyki. Etyka dostała zadyszki i nie potrafimy odpowiadać na współczesne problemy społeczeństw. Spoglądając na to co się dzieje wpadamy w stan obcości. Nie potrafimy pogodzić się z czasami w jakich żyjemy, ponieważ nikt nam nie mówił, że świat się zmienia. Kościół nie głosił ze swoich ambon, że wszystko płynie - lecz głosił, że wszystko stoi w miejscu, że to co widzimy, to tylko działalność zła tkwiąca w człowieku. Człowiek się zmienia - czy na lepsze czy na gorsze... nie mnie to osądzać.
[Czasami chce się płakać. Czujemy się jak nad przepaścią i może już spadamy... Ale są ludzie, którzy potrafią uchylić drzwi, podać pomocną dłoń i w tym momencie potrafimy się wznieść ciut wyżej... ale ciągle są to stany depresyjne.]
Pytałem się o przemoc w rodzinie i znowu zaczyna się licytacja: kto ma prawo mówić na ten temat, a kto nie. Oczywiście lewactwo wszelkiej maści ma być pozbawione głosu, ponieważ nie rozumie tego problemu z powodu popierania aborcji. Kolejny kamyk na grunt prawicy - próba zabrania głosu ludziom o poglądach lewicowych.
[Pytam się więc - co ma jedna sprawa do drugiej? Tak! Jestem za aborcją! Tak! Rzucajcie we mnie kamieniami. Ale czy tylko ja widzę, tragizm aborcji? Jest to czyn ostateczny. Nie jest to sport, ani zachowanie nieodpowiedzialne. Każdy akt aborcji, działa na niekorzyść istoty człowieka. Ale jestem za. Ponieważ aborcja była, jest i będzie - jak nie w Polsce to za granicą, świat staje się co raz bardziej jednolity, zacierają sie granice... skrobankę można przeprowadzić w miasteczku przygranicznym w humanitarnych warunkach i wrócić na łono matki Polski, która dała nam życie. Można też dokonać zabiegu aborcji w warunkach uwłaczających człowiekowi tutaj na miejscu (niecałe dwa tysiące), w łonie matki Polski (i tak też jest). Można też jeszcze iść prywatnie, zapłacić niecałe cztery tysiące (czasami pięć tysięcy) złotych i z pełną opieką medyczną pod ręką, mieć czyste konto w naszym codziennym życiu. Takie oto są realia w naszym kraju - tylko, że wszyscy są ślepi i głusi na wołanie kobiet i kwitują te wybryki ogólnym zdziczeniem gatunku ludzkiego. Jestem za, ponieważ to lekarze są niesprawiedliwi wobec społeczeństwa - a wszystko tak naprawdę skupia się na kobietach, które w akcie desperacji potrafią przebić sobie macice szprychą od roweru.]
Odnośnie bałaganu w życiu - pokoje zawsze się rozjaśniają jak jest więcej niż jedna osoba. Ale nie lubię mieszkań - przestrzeń zamknięta wywołuje u mnie irytację, ponieważ nie ma gdzie rozprostować nóg. A na zewnątrz jest przecież tylu wspaniałych ludzi... I z prawej, jak i z lewej strony myślenia. I tak jak kiedyś pisałem - uwielbiam ludzi wierzących. Wierzących w Boga - jakiegokolwiek. Ale zarazem wierzących w człowieka.
Byłem wczoraj niesprawiedliwy - to prawda. Uogólniłem postępowanie niektórych katolików, na całą społeczność. Ale teraz się zapytam: wszyscy Ci, którzy mają tak pięknie ułożony świat, często nie szczędzą słów osobom niewierzących. Od dziecka zastanawiałem się czy ze mną jest coś nie tak, bo nie chodziłem do Kościoła jak reszta dzieci, bo nie miałem komunii jak reszta moich rówieśników, bo kończyłem zajęcia o godzinę wcześniej... Przeszywający wzrok moich bliźnich i pytanie: w co wierzysz? - snuje się za mną jak zły duch. Ten wzrok... To coś niewyobrażalnego dzisiaj. Dzisiaj to ja przeszywam wzrokiem, ale nie gardzę. Pogarda w dzieciństwie to coś czego nie życzę nikomu. Moim dzieciom także i dzieciom, które są mi obce. Nie noszę pogardy w swoim sercu dla przeszłości, nie wstydzę się tego czego doświadczałem.
[Istnieje pewien kontrast - radość wierzących i cierpienie niewidzialnych. Ale czasami niewidzialni, są słyszani przez niektórych ludzi. Cichy krzyk, głuchy płacz dociera do niektórych uszów... Wzbudza to niepokój. Lecz po chwili wychodzi się ze swojego domu i idzie się na mszę...
Moja wina...
Moja wina...
Moja...
Niepokój gdzieś pozostaje. Ponieważ nie słyszymy już płaczu i krzyków. Niczego już nie słyszymy...
Moja wina...
...]
Niektórzy uwielbiają leczyć swoje kompleksy -"jakim cudem to coś numerem jeden na stronie głównej"? A gdybym to ja wiedział? Czy obraziłem kogoś moim ostatnim wpisem? Jedyny mail otrzymałem z zapytaniem: "czy ktoś zna odpowiedzi na pytania, które zadałeś?" (pozdrawiam). Po krótkiej chwili odpisałem: "Bóg zna odpowiedzi".
[Codziennie biję się we własną pierś - tyle rzeczy, źle zrobiłem w życiu, niektóre mogły by zostać poprawione. Ale jestem w stanie spojrzeć sobie w twarz - ponieważ nigdy, w żadnej sytuacji z jaką się spotkałem nie pozostałem biernym obserwatorem. Patrzeć życiu prosto w twarz. Nie bać się przeszłości, własnej przeszłości. Próbować rozumieć i być zawsze serdecznym wobec bliźniego...nieważne kim by był.]
[Na studiach poznałem radykalnego skinheada. Ludzie są zaintrygowani moim wyglądem - ten człowiek też był zaintrygowany. Papieros między wykładami i nasza wspólna rozmowa to coś co jest zaprzeczaniem mojego poniżenia i poniżenia gatunku ludzkiego. Wyobraźcie sobie jak dwa odległe światy rozmawiają na temat sztuki, literatury i filozofii. Jest to język, który łączy. Wierzę w dialog i w to, że zawsze można się dogadać, znaleźć wspólne rozwiązanie, chociaż tyle rzeczy może nas dzielić.]





Komentarze
Pokaż komentarze (2)