W odróżnieniu od zwierząt, „wiemy, że mamy umrzeć”. Mamy świadomość śmierci. Zwierzęta próbują ożywiać umarłego ze stada – kot zniecierpliwiony nieruchomym kocięciem, próbuje je poganiać by się ruszyło do bezpiecznego miejsca – próbuje ożywiać. Słoń wiedząc, kiedy ma umrzeć, rusza w ostatnią podróż na cmentarzysko – tam gdzie umierają jego współbracia. Człowiek mimo świadomości umierania, „nie zna dnia ani godziny” – co powoduje w nim ciągły niepokój, odsuwając od siebie poczucie śmierci, traktując śmierć, jako coś pewnego ale ciągle odległego: „przykre myśli muszą być stłumione. Jeśli to się nie uda, to trzeba je upiększyć lub zamaskować, by ich szpetny wygląd nie mógł nam dokuczać”.
(tekst powstał na podstawiei: Śmierć i nieśmiertelność, o wielości strategii życia; Zygmunt Bauman, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1998; wszystkie cytaty pochodzą z tejże książki)
Nie potrafimy sobie śmierci wyobrazić, podążając ścieżką cywilizacji, którą stworzył człowiek, nie odpowiedzieliśmy na pytanie: jak wygląda śmierć, ponieważ jesteśmy tylko widzami. Nasze wyobrażenia w ciągu wieków nigdy się nie zmieniły: śmierć kojarzy nam się albo z ostatnim oddechem, albo z podniosłym poświęceniem. Istnieje też śmierć gwałtowna i śmierć spokojna – śmierć jednak zawsze „wstrzymuje świadomość, będąc ostatecznym absurdem, (…) będąc ostateczna prawdą”.
Zygmunt Bauman przywołuje w swojej książce dotyczącej pojmowania śmierci, słowa Joachima Whaley’a o naszym nastawieniu do śmierci: „charakteryzowane jest w każdej epoce przez najrozmaitsze emocje – lęk, smutek, gniew, desperację, resentyment, rezygnację, prowokację, żal, chciwość, triumf, poczucie bezradności” – ludzkie reakcje na śmierć są zbyt skomplikowane, by jakakolwiek kultura mogła by je pojąć. Jednak trudy podjęcia tego zadania nie mogą być zakazane – ponieważ człowiek chce ujarzmić śmierć, ma jakąś niezwykłą przyjemność w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: czym jest śmierć? Chcąc wpisać śmierć w ramy, próbujemy ją zabić – będąc z góry na przegranej pozycji.
Mamy zdolność – jak wnioskuję z tego co pisze Bauman – do oddzielenia życia i śmierci. Dlatego powstają cmentarze, które Baudrillard nazywa, „pierwszymi gettami”. Wszystkie pogrzeby „są aktem wykluczenia”. Chowamy zmarłych na cmentarzu by nie psuli widoku – to co nieruchome i nie płynne musi zostać odizolowane, ponieważ jeszcze możemy się potknąć o śmierć. Chowamy zmarłych i oddzielamy je murem, żywopłotem (element graniczny, między śmiercią, a życiem), lub płotem metalowym (co wydaje się nam barbarzyńskie). Ludy pierwotne chowały swoich członków plemienia, w jaskiniach zamieszkanych przez nich – człowiek współczesny separuje nie tylko śmierć, ale też wspomnienia –żywe wspomnienia dotyczą tylko tych co są, zapominamy w końcu z czasem o zmarłych, by trwać dalej na tym padole ziemskim – jest to możliwość dana człowiekowi, możliwość zbawienna, ponieważ nie musi się przejmować zmarłymi.
„Ponieważ wiemy, że musimy umrzeć, tak bardzo pochłania nas robienie życia” – Zygmunt Bauman, dość instrumentalnie podchodzi do kategorii śmierci – by ją zrozumieć muszę na początku odnieść się do kategorii twórcy i dzieła, by odnieść ją na grunt egzystencji człowieka. Tak pojmowana, jak to robi Bauman – śmierć, daje mi główny szlak poszukiwania naszego pojmowania śmierci.
„Robienie życia” – czy tak nie można podsumować, całego procesu twórczego? Tworzyć to znaczy powoływać. Ale „tworzyć” znaczy też, tyle co – powoływać nie tylko do życia, ale i do śmierci. Nieodłącznym towarzyszem życia/aktu twórczego jest śmierć. Dzieło żyje tylko do momentu zakończenia go, dzieło jest może bardziej niż człowiek podatne na śmierć – ponieważ wystarczy, że zniknie z naszego horyzontu widzenia, by już nie żyło. Reprodukcja daje tylko nierealną namiastkę życia – gdy jakieś dzieło zaginie, zostanie spalone, materialnie przestanie istnieć i pozostają nam tylko fotografie i też niezbyt doskonałej jakości – to znaczy tyle, że dzieło umarło, a to co widzimy jest tylko śladem, cieniem tego dzieła. To powoduje, ze niepokój jaki jest roztaczany nad twórcą zaczyna potęgować (sam twórca odczuwa ten niepokój, związany jest z nietrwałością jego sztuki) – twórca jest szafarzem życia i może przypominać Boga, który boleje nad losem swoich „dzieci”.
Estetyka dzisiaj mówi nam, że przedmioty przychodzą i odchodzą. Nigdy ostatecznie nie są uśmiercane – mogą jedynie zniknąć. „Ubiegłoroczne śmieci stają się wypieszczonymi antykami, upadłe gwiazdy ostatniego pokolenia stają się idolami nostalgicznych marzeń…” – wszystko staje się nieśmiertelne i nic nie jest nieśmiertelne. W rzeczywistości tylko samo przemijanie jest nieprzemijalne. Może na tym polega dzisiaj fenomen reprodukcji? To co już umarło, może być ciągle przywracane, to co miało świetność kilka wieków temu, na powrót staje się obiektem zainteresowania – więc tak naprawdę, obiektem zainteresowania dzisiaj dla estetyków staje się to co już martwe. Spójrzmy na spektakle, performance, na sztukę konceptualną… Spektakle nigdy tak naprawdę nie są takie same – zawsze się różnią. Każdy spektakl ma prawo bycia tylko jeden jedyny raz – później może być powtarzany. Każde odczytanie książki jest jednostkowe. Każdy performance umiera, ledwo narodziwszy się. Sztuka konceptualna umiera wraz z aktem tworzenia. Jeszcze przez chwilę pozostańmy w sztuce i spójrzmy na obrazy Wolsa, jednego z czołowych przedstawicieli taszyzmu – pozbawione przeszłości i przyszłości. Sztuka Wolsa nie istniała – Wols pozbawił jej życia. Nie miała żadnej formy, ponieważ nie istniała w publicznym dyskursie – ponieważ sam Wols pozbawił ją tego życia, zabraniając umieszczania swoich obrazów w galeriach. Sztuka pozbawiona życia jest tak samo absurdalna, jak człowiek dążący ku życiu.
Jest jeszcze jeden szlak, który można narzucić współczesnej estetyce i wydaje mi się szczególnie ciekawy – mianowicie estetyka dzisiaj, powinna zając się życiem – nasze życie jest teatrem, a w teatrze liczy się każda scena – poważna, mniej poważna i zupełnie niepoważna. Życie jako teatr – staje się głównym hasłem współczesnej estetyki i mieścić się będzie w obszarze, głównie w tym obszarze – postmodernizmu. Estetyka próbuje dążyć do uchwycenia tego co nierealne, do pełnej dekonstrukcji wszystkich wartości estetycznych, radykalnego wyzbycia się języka z martwych czasów. Ponieważ historia zatacza koła, ponieważ śmierć i ponowne narodziny to zwykły cykl w którym tkwi człowiek. Skoro człowiek w tym tkwi, skoro sztuka jest śmiertelna… Skoro to właśnie ród ludzki odczuwa jedynie śmierć – to tak samo odczuwa to co zostało stworzone przez człowieka. Ale to co zostało stworzone, jak antyki i gwiazdy z zamierzchłych czasów – na powrót może wybuchnąć w naszej świadomości – chciałoby się, żeby estetyka umarła i może umarła. Ale właśnie nie potrafi zniknąć. Widoczne są postępujące nawroty... I może to jest tragedią w estetyce/człowieku – ciągle się łudzi, że może coś zdziałać.
Bauman przywołując przypadek ludów Saa, ukazuje wzorzec, który jest powtarzany „zawsze i wszędzie”. Zwykli ludzie umierają pozostawiając po sobie – nic. Hołd oddaje się wielkim, bohaterom. Człowiek bez znaczącej pozycji u ludów Saa, jest grzebany natychmiast, przyjaciele rzucają ku pamięci pochrzyny i inną żywność na dach domu. Ludzie o znaczącej pozycji, mogli otrzymać obecność żyjących podczas swojego pogrzebu: „przy zwłokach gromadziły się kobiety, by uchwycić ostatnie spojrzenie zmarłego i wziąć udział w stypie”. Na nieśmiertelność zasługują bowiem wielcy, a nie mali: „istnieje pewna kategoria ludzi, którzy są jakby stworzeni do nieśmiertelności”. Jednak najważniejszym wymogiem jest to, że musi się dokonać spotkanie indywidualnych dokonań z publiczną pamięcią. Bez tego nie zaistnieje akt nieśmiertelności.
Nowoczesność chciała uśmiercić śmierć, udało się jej to tylko połowicznie, ponieważ usunęła śmierć z ulic miasta, z naszego pola widzenia – w ramach strategii czystości. Śmierć została do bólu zracjonalizowana, to specjaliści zaczeli zajmować się śmiercią, a człowiek, kt.ory przechadza się ulicami nie ma czasu na podjęcie próby dotarcia do pojmowania śmierci – odrzucając tym samym śmierć, jako coś co jest mu nie potrzebne.
Racjonalizacja doprowadziła do momentu, który można nazwać „wyczyszczaniem horyzontu ze śmierci”. Chodzi mianowicie o to, że społeczeństwo, kierujące się egoizmem, odsuwało od siebie wszystko to co mogłoby być śmiertelne: nosicieli choroby, ludzi podejrzanych o chorobę, oraz wszytych tych co jakąś chorobę mogli spowodować. Zaczęto zabijać śmierć z powodu nie tylko estetycznych, ale i społecznych – „byle się nie zarazić”. Istniały dwie kategorie ludzi: byli to zdrowi i chorzy. Wynik tego myślenia mogliśmy obserwować podczas Holocaustu: niezdrowi byli wszyscy Ci, którzy nie należeli do świata czystego (czyt. Świata stworzonego przez Hitlera). Holocaust nie był wynikiem głupiego impulsu, czy emocji, tylko został tak przemyślany, by wyczyścić świat z tego co go zabrudzało, co mogło spowodować śmierć tego świata.
Dzisiejszy świat ma dalej manię czystości, boimy się dotyku, bo możemy się zarazić i umrzeć. Doskonalimy produkcję leków (pod koniec 2007 roku wprowadzona została piąta generacja leków do walki z AIDS – tak zwany IMOD), która ma nam zapewnić wieczne życie… a mimo to nie potrafimy żyć bez skończoności, łudzimy się, że będziemy nieśmiertelni i takie roztaczane są wizje człowieka współcześnie przez futurystów i ludzi od Boga – przeniesienie naszej świadomości do świata cyfrowego, co dałoby nam nieśmiertelność; albo przeniesienie naszej świadomości do świata niebiesiego. Chcemy żyć wiecznie, ponieważ niedostrzegany dzisiaj niczego za kurtyną śmierci – czy to znaczy, że religia i nauka upadła? Nic już nam nie zostało?
Człowiek został stworzony pierwotnie jako jedna osoba ku pouczeniu, że ktokolwiek ratuje jedno życie, to jakby ocalił cały świat a ktokolwiek unicestwia jedno życie, niszczy cały świat - ten zapisek znajdujący się w Talmudzie, jest pochwałą nie tylko tych co ratują i życia, jest może przede wszystkim peanem na cześć jednostek. Siłą moralną człowieka jest umieranie za Innego, jest to ostateczna instancja naszego człowieczeństwa. „Nie można uznać za moralną żadnej normy lub zasady, która usprawiedliwia śmierć Innego czy też jego morderstwo” – wszystkie wartości stają się bezużyteczne, kiedy w grę wchodzi życie istoty ludzkiej (Ja, Obcy), chociaż to właśnie wartości - szczególnie te najbardziej patetyczne - wiodą człowieka by składały na ich ołtarzu ludzi.





Komentarze
Pokaż komentarze (7)