Dr Bert Thompson
Implikacje ewolucjonizmu, cz. II
Ewolucjonizm a moralność
Moralność jest cechą bycia w zgodzie z zasadami lub standardami prawidłowego postępowania. Interesujące, że ewolucjonista George Gaylord Simpson argumentował, iż „człowiek jest wynikiem bezcelowego i materialnego procesu, który nie miał go na myśli”, ale przyznawał, że „dobro i zło, to, co słuszne i to, co niesłuszne”, pojęcia nieistotne w przyrodzie za wyjątkiem ludzkiego punktu widzenia, stają się realnymi i wywierającymi wpływ cechami całego Kosmosu widzianego moralnie, gdyż sprawy moralne powstają tylko w człowieku”. [1] Simpson zmuszony był wnioskować: „Odkrycie, że Wszechświat poza człowiekiem albo przed jego pojawieniem się nie posiada i nie posiadał żadnego celu lub planu, ma tę nieuchronną konsekwencję, że funkcjonowanie Wszechświata nie jest w stanie dostarczyć jakichkolwiek automatycznych, uniwersalnych, wiecznych lub absolutnych kryteriów etycznych na temat tego, co jest dobre, a co złe”. [2]
Jeśli takie pojęcia jak „dobro i zło, to, co słuszne i to, co niesłuszne” są „realnymi i wywierającymi wpływ cechami”, to jak można określić ich treść? Ponieważ człowiek z perspektywy ewolucjonizmu jest kimś niewiele większym od ostatniego zwierzęcia wśród wielu zwierząt utworzonych w długim i zygzakowatym procesie ewolucji, staje się to wątpliwe. W książce Origins Richard Leakey napisał: „Istnieje obecnie pilna potrzeba głębszego uświadomienia sobie, że bez względu na to, jak szczególnymi jesteśmy zwierzętami, to nadal jesteśmy częścią większej równowagi w przyrodzie...”. [3] Karol Darwin deklarował: „Nie ma fundamentalnej różnicy między człowiekiem i wyższymi ssakami co do ich umysłowych zdolności”. [4] Lwa nie prześladują wyrzuty sumienia po zabiciu dziecka gazeli na obiedni posiłek. Pies nie ma wyrzutów sumienia, gdy kradnie kość drugiemu psu. Ponieważ żadne inne zwierzę w całej ewolucyjnej historii nie było zdolne sformułować i żyć wedle standardów moralnych, to czy powinniśmy ufać, że lepiej będzie z „nagą małpą” (żeby użyć barwnego wyrażenia zoologa, Desmonda Morrisa)? Sam Darwin się uskarżał: „Czy umysłowi człowieka, który – w co w pełni wierzę – rozwinął się z umysłu tak niskiego jak te, w których posiadaniu są najniższe zwierzęta, można zaufać, gdy wyprowadza tak wielkie konkluzje?” [5]
Sama materia nie jest w stanie wyewoluować jakikolwiek zmysł moralnej świadomości. Jeśli nie ma żadnego celu we Wszechświecie, co Simpson i inni stwierdzają, wówczas nie ma żadnego celu dla moralności czy etyki. Ale pojęcie bezcelowej moralności czy bezcelowej etyki jest irracjonalne. Dlatego niewiara musi utrzymywać i rzeczywiście utrzymuje, że nie ma ostatecznego standardu dla prawdy moralnej i etycznej oraz że moralność i etyka w najlepszym wypadku mają względny i sytuacyjny charakter. Jeśli tak jest, to kto mógłby sugerować poprawnie, że czyjeś postępowanie było „błędne” albo że człowiek „powinien” lub „nie powinien” postępować tak albo inaczej? Prostym i oczywistym faktem jest, że niewiara nie jest w stanie wyjaśnić pochodzenia moralności i etyki.
Ewolucjonizm a hedonizm
Hedonizm to filozofia, która argumentuje, że celem postępowania „moralnego” jest osiąganie największej możliwej przyjemności przy jak największym unikaniu bólu. W artykule zatytułowanym „Confessions of a Professed Atheist” [Wyznania zdeklarowanego ateisty] Aldous Huxley napisał elokwentnie, dlaczego on i inni z jego pokolenia świadomie zdecydowali się odrzucić zarówno konwencje, jak i ustalone moralno-etyczne zasady, by robić to, co chcą:
Miałem powody, by nie chcieć, żeby świat miał sens; w konsekwencji założyłem, że nie ma żadnego sensu i nie miałem żadnej trudności w znalezieniu zadowalających racji dla tego założenia. (...) Filozof, który nie znajduje w świecie żadnego sensu, nie ma wyłącznie do czynienia z problemem czystej metafizyki; musi on także wykazać, że nie ma dobrego powodu, dla którego on sam nie powinien postępować tak, jak chce postępować. (...) Dla mnie, jak i bez wątpienia dla większości moich współczesnych, filozofia bezsensu była istotnym narzędziem uwolnienia. Uwolnienie, jakiego pragnęliśmy, było jednocześnie uwolnieniem od pewnego systemu politycznego i ekonomicznego oraz uwolnieniem od pewnego systemu moralności. Sprzeciwialiśmy się moralności, ponieważ kolidowała ona z wolnością seksualną. [6]
Takie twierdzenia nie pozostawiają zbyt wiele dla wyobraźni. Celem Huxleya była gotowość na seksualną przyjemność. Humaniści dnia dzisiejszego dążą do tego samego. Oto jak Manifest Humanistyczny z 1973 roku wyrażał jedno z dążeń humanizmu:
[...] uważamy, że postawy nietolerancyjne, często kultywowane przez ortodoksyjne religie i kultury purytańskie, nadmiernie tłumią postępowanie seksualne. Należy uznać prawo do kontroli urodzeń, aborcji i rozwodu. Chociaż nie aprobujemy form wyrażania seksualności polegających na wyzysku i poniżaniu, to nie chcemy także zakazywać prawnie czy sankcjami społecznymi zachowania seksualnego między zgadzającymi się na to dorosłymi. Odmiany poszukiwań seksualnych nie powinny być uważane za „złe” same w sobie. Nie popierając bezmyślnej permisywności czy rozpasanego promiskuityzmu, cywilizowane społeczeństwo powinno być tolerancyjne. Nie przeszkadzając innym i nie zmuszając ich do tego samego, jednostkom należy umożliwić wyrażanie ich seksualnych skłonności i prowadzenia stylu życia, jak im się podoba. [7]
Jakie są konsekwencje tego rodzaju myślenia? Choroby przenoszone drogą płciową przybierają rozmiary epidemii. Powszechne są przypadki ciąży u nastolatek. Dzieci rodzą się już zakażone śmiertelnymi chorobami takimi jak AIDS, ponieważ ich matki zaraziły się tymi chorobami w czasie ciąży i przekazały je swojemu nienarodzonemu potomstwu. W wielu miejscach rozwody są tak powszechne, że dorównują lub nawet przewyższają liczebnie małżeństwa. Więzienia są przepełnione gwałcicielami, złodziejami i tymi, którzy molestowali dzieci. Co jeszcze musi się wydarzyć, jakie nieszczęście musi nas spotkać, zanim stanie się oczywiste, że wysiłki życia bez Boga są próżne?
dokończenie za tydzień
[Na Początku... 2001.vol. 9, nr 10 (147), s. 292-305.]
[1] George Gaylord Simpson, The Meaning of Evolution, Mentor Books, New York 1951, s. 179; podkr. dodane).


Komentarze
Pokaż komentarze (94)