John Woodmorappe
Ćwiczenia szkolne ujawniające
ateizm
i nihilizm ewolucjonizmu
Ewolucjonizm, tak jak jest rozumiany przez swoich najzdolniejszych obrońców, jest w gruncie rzeczy wyjaśnieniem ateistycznym. „Cała wartość teorii ewolucji” – jak pisze zoolog Richard Dawkins – „polega właśnie na tym, że dostarcza ona nie-cudownego wyjaśnienia, w jaki sposób powstają złożone przystosowania organizmów”. [1] Teoria ewolucji, której musiał pomagać Stwórca, nie jest teorią ewolucji wartą obrony. A przynajmniej Darwin tak uważał. Pisząc do swego starego przyjaciela i zaufanego, Charlesa Lyella (który martwił się, że gdyby ujęcie Darwina zostało przyjęte, to Bóg musiałby wziąć przypuszczalnie bezterminowy urlop), Darwin tak argumentował:
Gdybym był przekonany, że do teorii doboru naturalnego potrzeba mi takich uzupełnień, uznałbym ją za bzdurę. [...] Słowa bym nie powiedział w obronie teorii doboru naturalnego, gdyby w którymkolwiek stadium powstawania gatunków potrzebna była jakaś cudowna interwencja. [2]
Jednak wiele osób, być może nawet większość, utrzymuje pogląd, że „Bóg spowodował, aby zwierzęta ewoluowały do jakiegoś celu” albo że „ewolucja jest Bożym sposobem stwarzania” – nie rozumiejąc, że taka koncepcja tej teorii nie jest tym, czego nauczają lub co akceptują prawie wszyscy ewolucyjni biologowie, dla których wstawienie Stwórcy do ich opowieści jest dodaniem w najlepszym przypadku niepotrzebnego elementu. Ale mimo tego teleologiczny (nakierowany na cel) obraz ewolucji nadal się utrzymuje.
Badając tę zagadkę nauczyciel nauk przyrodniczych w szkole średniej stanu Illinois, Jan Peczkis, pisze:
Błędna koncepcja, że ewolucja dąży do jakiegoś wcześniej określonego celu, jest podtrzymywana przez wielu uczniów szkół średnich i college'ów. Jest to zrozumiale, gdyż ewolucja jest abstrakcyjnym i ogólnie rzecz biorąc nieobserwowalnym zjawiskiem, a organizmy ożywione wydają się dobrze zaprojektowane do swojego środowiska. [3]
Ponieważ jego uczniowie nie rozumieli natury procesu ewolucyjnego, Peczkis opracował ćwiczenie ilustrujące tezę ewolucyjną, że organizmy ożywione są rezultatem gromadzenia się przypadków. Wedle teorii neodarwinowskiej organizmy ożywione pojawiają się i funkcjonują wyłącznie wskutek przypadkowych zmian w genach, dających przewagę przetrwania dla tych spośród organizmów, które je posiadają. Po prostu nie ma tu miejsca na jakąś rolę Stwórcy (albo na taką rolę, którą można by odkryć).
Na zajęciach prowadzonych przez Peczkisa uczniowie rysują z wyobraźni „organizmy” na papierze milimetrowym (szczegóły patrz w cytowanym artykule). Kształt tych „organizmów” jest określony przez przypadkowo wydobywane instrukcje z pojemnika. Każda przypadkowa instrukcja reprezentuje przypadkową mutację w organizmie. Uczniowie otrzymują odmienne wzorce, ponieważ każdy z nich wydobywa przypadkowo różne instrukcje.
Nauczyciel odgrywa wówczas rolę ślepej przyrody i decyduje, który kształt przedstawia cechę faworyzowaną przez dobór naturalny. Na przykład Peczkis wybrał, że kształt „organizmu” zbliżony do kołowego jest czynnikiem pozwalającym „organizmowi” „przeżyć i reprodukować się”. Kształty zbliżone do kołowego „reprodukował” w fotokopiarce. Kopie zaś dostarczał z powrotem uczniom.
Te „organizmy”, obecnie ich „drugie pokolenie”, były ponownie modyfikowane przez przypadkowo wybrane instrukcje. Po zebraniu ich przez nauczyciela, znowu były poddane selekcji na podstawie zbliżonego do koła kształtu. Cały proces powtarzano przez pięć „generacji”. W końcu uczniowie mogli dostrzec, że „organizmy” swój bardziej kołowy kształt zyskiwały z nagromadzonych przypadków, nie zaś w rezultacie jakiegokolwiek celu czy woli jakiejś odwiecznej istoty.
Lepsi uczniowie zauważają, oczywiście, że (między innymi) pierwsze „organizmy” są „spontanicznie wygenerowane” z przypadkowego zestawu instrukcji. Ponieważ ćwiczenie to funkcjonuje tylko wtedy, gdy istnieją „organizmy”, na których dokonuje się selekcji, trzeba założyć, że przypadkowo zbudowane kształty mają jakiś związek z wielką złożonością organizmów – co jest raczej dużym skokiem myślowym. Tak więc analogia ta załamuje się, gdyż ewolucja wymaga wyjaśnienia przede wszystkim pierwszego pojawienia się organizmów, czego opisana sytuacja w ogóle nie dotyczy.
Ale po tym ateistycznym skoku myśli (że może występować spontaniczne powstawanie organizmów), przypadkowa zmienność i dobór zaczynają działać, a kontrolujący Stwórca jest niepotrzebny. Zajęcia tego rodzaju mogą pomóc uczniom zrozumieć prawdziwy charakter teorii ewolucji. Czują już mniejszą potrzebę wstawiania Boga do teorii, która obywa się bez Niego i mogą bardziej chcieć rozwijać mocne teorie stworzenia, które wyjaśniają dane lepiej, niż to robi ich ewolucjonistyczna rywalka.
John Woodmorappe
(John Woodmorappe, „New Educational Activities for Home Schooling Science: A Hand-on Science Activity which Demonstrates the Atheism and Nihilism of Evolution”, http://www.rae.org/nihilism.html Z języka angielskiego za zgodą Autora tłumaczył Mieczysław Pajewski)
[Na Początku... 1998, vol. 6, nr 9 (107), s. 279-282.]
[1] Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 390.
[2] Tamże.
[3] Jan Peczkis, „Evolving student thought: Simulating evolution over many generations”, Science Teacher 1993, vol. 60, s. 43-45.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)