miepaj miepaj
517
BLOG

Ewolucjonizm, geny i moralność, dok.

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 53
Ray Bohlin
 
Socjobiologia
 
Ewolucjonizm, geny i moralność, dok.
 
 

          Trzy rodzaje reakcji

Przez wszystkie te lata odnotowałem trzy rodzaje reakcji ewolucjonistów na brutalną prawdę o tym, że światopogląd ich nie oferuje żadnej nadziei czy sensu w życiu.
 
Pierwsza odpowiedź to zdecydowana niezgoda na wniosek płynący z socjobiologicznych przesłanek, jednak żadne poważne argumenty niezgody tej nie uzasadniają. Niektórym ewolucjonistom nie podoba się wspomniana wyżej konkluzja, uważają jednak, że trudno się spierać z fundamentalnymi zasadami. Jako ewolucjoniści, uznają ewolucjonizm za słuszny, jednak nie chcą wierzyć, że ich rezultatem końcowym jest pozbawiona sensu, pusta egzystencja. Osobom tym pozostaje wierzyć, że któregoś dnia znajdą rozwiązanie. Tymczasem w codziennym życiu ignorują problem.
 
Druga odpowiedź stanowi po prostu akceptację wniosku. Ta grupa ewolucjonistów przyznaje, że nieistnieje żaden cel czy sens życia. Właściwie są oni zmuszeni do przyjęcia wniosku, jak to uczynił wspomniany wyżej profesor. Bezwzględnie akceptują ewolucyjny światopogląd. Tę postawę uważam za dominującą wśród kadry wykładowczej i studentów świeckich uczelni. Jest to niemalże upiorny fatalizm. Stanowczo obstają oni przy twierdzeniu, że sama niechęć wobec teorii socjobiologii nie jest wystarczającym powodem ku temu, by ją kwestionować, zwłaszcza że socjobiologia bazuje na „solidnych” ewolucjonistycznych zasadach. Uczeni, reprezentujący ten pogląd, często określają siebie jako śmiałych w obliczu brutalnej rzeczywistości, w przeciwieństwie do tych, którzy wolą wierzyć w zwodnicze opowieści o życiu pozagrobowym. Mniejsza o to, że ich wybór też nie posiada żadnego sensu!
 
Trzecia odpowiedź stanowi egzystencjalny skok ku sensowi i znaczeniu, skoro obie jej poprzedniczki zostały już zdemaskowane. Ewolucjonista, Robert Wallace, pod koniec swojej książki, The Genesis Factor, trafnie przedstawia ten skok. Na 217 stronach Wallace opowiada nam o genetyce moralności, o micie altruizmu i imperatywie reprodukcyjnym – ostatecznie stwierdzając, że geny są demonem, który sprawia, że robimy to, co robimy. Ale następnie ni stąd, ni zowąd rzuca tymi słowy:
Nie wierzę, ze człowiek jest po prostu zmyślnym egoistą, genetycznie napędzanym ku temu, by zajmować się swoją własną reprodukcją. Jest taki. Ale nie jest wyłącznie taki. Oczywiście, jest czymś o wiele więcej. Przemawiają za tym liczne i łatwo zauważalne dowody. Wystarczy tylko posłuchać „Kanonu w tonacji D-dur” Johanna Pachelbela, by się przekonać, że igrają w nim niezmierzone głębie ludzkiego ducha. Ale właściwie dlaczego ja Wam to mówię? Jeśli kiedykolwiek staliście sami w ciemnym lesie i czuliście coś zbliżonego do miłości, coś przepełniającego cię radością, niepojęty strumień, przepływający przez Was w chwili oparcia dłoni o wilgotną korę drzewa, wiecie, że ewolucyjne wyjaśnienie nie wystarczy. Cóż mogło opętać Thoreau, by spacerował przez dwie godziny w śniegu, by spędzał popołudnie z drzewem sobie znanym? Z drzewem! Współczuję osobie, która nigdy nie zatraciła się w zawrotnym tańcu czystej żywiołowości pod rozgwieżdżonym niebem: taka osoba przypuszczalnie będzie w sposób bardziej zawężony traktować przesłanie płynące z tej książki. Ci, którzy uważają, że trudno zaakceptować ograniczone pole widzenia, lepiej znają radość czerpaną z własnego istnienia. Moje biologiczne wykształcenie kłóci się z czymś, co znam, z czymś, czego nauka nie będzie w stanie zgłębić, może dlatego że obecnie nie starcza czasu, może dlatego że nie jest to wymierne. Myślę, że nasz upadek, jeśli nastąpi, będzie stratą, wielką stratą, wielkim nieporównywalnym wstydem. [1]
Wallace w powyższym fragmencie mówi, że czegoś brak i nie można tego odnaleźć w ewolucyjnym światopoglądzie. Więc szukaj, gdzie możesz!
 
Niektórzy sugerują, że ci, co zmagają się z utratą nadziei i sensu, wszystko biorą zbyt poważnie. Nie zgadzam się. Wręcz przeciwnie, uważam, że wyciągają oni właściwe wnioski ze swojego światopoglądu. Jeśli wszystko wyewoluowało i nie ma nic poza czystą biologią, co nadawałoby życiu sens i znaczenie, wobec tego musimy żyć w rozpaczy, w beznadziei lub irracjonalnej nadziei.
 
Socjobiologia zyskuje popularność z powodu zaangażowania środowisk naukowych w ewolucjonizm. Jeśli coś wynika logicznie z teorii ewolucji, jak – moim zdaniem – socjobiologia, wówczas ostatecznie wszyscy, którzy uważają siebie za ewolucjonistów, przyjmą taki pogląd bez względu na to, czy jest dla nich zadowalający. Nie będą mieli innego racjonalnego wyboru.
 
Paradoks drugi
 
Zastanawiając się nad poglądem mówiącym, że cechy ludzkich społeczeństw i systemów moralnych przypuszczalnie wyewoluowały, dochodzimy do drugiego paradoksu socjobiologii. Pierwszy paradoks polegał na tym, że pomimo zagubienia nadziei i sensu w całkowicie naturalistycznym światopoglądzie wpływ socjobiologii stale wzrasta. Drugi paradoks wiąże się z chrześcijaństwem. Ponieważ chrześcijaństwo opiera się na objawieniu, powinno być sprzeczne z socjobiologią czy niewytłumaczalne na jej gruncie, przynajmniej w pewnych kluczowych kwestiach.
 
Nie ma nic niedorzecznego w tym, by spodziewać się, że jakieś aspekty chrześcijańskiej moralności będą zgodne z socjobiologicznym punktem widzenia. Ponieważ chrześcijanie, skupieni w małych i wielkich grupach, działają na rzecz polepszenia bytu grupy jako całości, można wysunąć argument, że w ten sposób zwiększają prawdopodobieństwo przetrwania każdego pojedynczego osobnika. Jednakże, jeśli prawdziwe jest twierdzenie chrześcijan, że ich wiara opiera się na objawieniu otrzymanym od transcendentnego Boga, zdziwiłbym się bardzo, a nawet w najwyższym stopniu rozczarował, gdyby wszystkie spośród chrześcijańskich norm moralnych posiadały sens również z socjobiologicznego punktu widzenia. Wszystkie znane mi interpretacje chrześcijaństwa sporządzone przez E.O. Wilsona i innych socjobiologów są w istocie kiepską karykaturą prawdziwego chrześcijaństwa.
 
Chciałbym podać kilka przykładów do rozpatrzenia. William Irons w dyskusji na temat ewolucji systemów moralnych zauważa, że nepotyzm stanowi w teorii ewolucji zasadniczy element. [2] Ludzie musieliby wg tej koncepcji mniej rywalizować ze swoimi krewnymi i być w stosunku do nich bardziej uczynni, aniżeli wobec osób niespokrewnionych z sobą. Irons przekonuje, że ta prognoza jest powszechnie potwierdzana i to w stopniu większym, aniżeli jakiekolwiek inne socjobiologiczne przewidywanie. Cytuje przy tym liczne prace na poparcie swojego twierdzenia.
 
Niewątpliwie, Nowy Testament bardzo poważnie traktuje rodzinę. Dostojnicy kościelni mają najpierw zostać osądzeni z tego, jak przewodzą swoim rodzinom (1 Tym. 3:12; Tytus 1:6). Mimo to Jezus mówi całkiem wyraźnie, że jeżeli zaistnieje jakikolwiek konflikt pomiędzy poświęceniem się Jemu a oddaniem rodzinie, rodzina stoi na drugim miejscu. Mówi,
Nie mniemajcie, że przyszedłem przynieść pokój na ziemię; nie przyszedłem przynieść pokój, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić człowieka z jego ojcem i córkę z jej matką i synową z jej teściową. Tak to staną się wrogami człowieka domownicy jego. Kto miłuje ojca albo matkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien; i kto miłuje syna albo córkę bardziej niż mnie, nie jest mnie godzien. I kto nie bierze krzyża swego, a idzie za mną, nie jest mnie godzien. Kto stara się zachować życie swoje, straci je, a kto straci życie swoje dla mnie, znajdzie je. (Mat. 10:34-39)
W innych fragmentach Jezus przyrzeka, że jeżeli poświęcimy dla Niego rodziny nasze i cały nasz dobytek, wówczas otrzymamy, pomimo prześladowań, po stokroć więcej w życiu doczesnym oraz żywot wieczny (Mar. 10:29-30). Jezus o wiele bardziej cenił sobie towarzystwo tych, którzy wypełniali wolę Boga, aniżeli towarzystwo własnej matki i braci (Mat. 12:46-50). Dosadnie sformułowane przesłanie mówi, że chociaż nasze rodziny są ważne, na pierwszym miejscu stoją nasze relacje z żywym Bogiem, nawet jeśli członkowie naszych rodzin zmuszają nas do wyboru pomiędzy Bogiem a nimi. Socjobiologia w odpowiedzi na to może zasugerować, że przypuszczalna korzyść, płynąca z włączenia do grupy, rekompensuje utratę rodziny, ale wobec tego zapytuję, jak mechanizmy ewolucyjne mogą wytłumaczyć tę utratę całkowitego genetycznego wkładu jednostki w następne pokolenie?
 
Wspólny grunt
 
Do tej pory koncentrowałem się na moich uwagach dotyczących tych kwestii, w których chrześcijański światopogląd stoi w ostrym kontraście z ewolucjonizmem wyznawanym przez socjobiologów. Teraz chciałbym wyjaśnić sprawę niezwykle interesującego podobieństwa pomiędzy nimi.
 
Choć chrześcijaństwo nie powinno być całkowicie wytłumaczalne na gruncie socjobiologii, istnieją pewne aspekty chrześcijańskiej prawdy zupełnie z socjobiologią zgodne. Zawsze byłem zadziwiony osobliwym podobieństwem pomiędzy biblijnym opisem zmysłowego człowieka czy jego cielesnych pożądań, a naturą człowieka, przebijającą z ewolucyjnych zasad. Oba ujęcia przedstawiają ludzi jako istoty w głębi serca samolubne, dbające wyłącznie o własne interesy. Nie jest rzeczą „naturalną” dla człowieka być zaniepokojonym o dobro innych, chyba że może sam coś z tego mieć dla siebie.
 
Socjobiologia wydaje się całkowicie zdolna do przewidywania wielu spośród charakterystycznych ludzkich zachowań. Pismo Święte, z drugiej strony, informuje nas o tym, że człowiek zmysłowy nie przyjmuje do siebie rzeczy pochodzących od Ducha, ponieważ ma je za głupstwo (1 Kor. 2:14). Byłem ciekaw, czy nasza grzeszna natura jest jakoś ujęta przez biologię, czy konkretniej, przez genetykę? Czy to możliwe, aby jakieś genetyczne powiązanie z naszą grzeszną naturą przynajmniej w części wyjaśniało, dlaczego nie ma ani jednego sprawiedliwego, dlaczego nie ma ani jednego rozumnego, dlaczego nie ma nikogo, kto poszukuje Boga (Rzym. 3:10-14)? Czy genetyczne przekazywanie grzesznej natury pomoże wyjaśnić, dlaczego wszyscy zgrzeszyliśmy i pozbawieni jesteśmy chwały Bożej (Rzym. 3:23)? Czy to dlatego zbawienie można uzyskać wyłącznie przez wiarę i to nie z nas samych, nie dzięki naszym uczynkom, ale na drodze łaski, która jest darem od Boga (Ef. 2:8-9)? Czy to dlatego cielesność toczy walkę w naszych ciałach tak, że czynimy rzeczy, których czynić nie chcemy, czy dlatego nic dobrego w nas nie mieszka, a członki naszego ciała prowadzą wojnę przeciw prawom rozumu (Rzym. 7:14-25)? Jeśli istnieje genetyczny komponent naszej grzesznej natury, to rozsądnie jest przypuszczać, że tylko Duch Święty może pokonać pożądania cielesne. Wobec tego najwyraźniej walka ta będzie się toczyć w wierzącym dalej, aż do momentu, w którym zostanie on przemieniony – to znaczy dopóki nie zobaczy Boga twarzą w twarz (Kor. 13:12; 15:50-58).
 
Zadaję te pytania, nie myśląc, że natknąłem się na jakąś wielką prawdę czy odpowiedź na odwieczną tajemnicę, ale zwyczajnie spoglądając na pewne wspólne podłoże dla prawdy Pisma Świętego i prawdy o naturze ludzkiej z perspektywy socjobiologii. Wszelka prawda jest ostatecznie prawdą boską. Choć niewątpliwie nie przyjmuję poglądu socjobiologów, mam świadomość, że może istnieje jakaś prawda, która może zostać odsłonięta przez socjobiologów i oddana w posłuszeństwo Chrystusowi (2 Kor.10:5).
Kiedy w 1981 roku pisałem artykuł dla Christianity Today, kończyłem go tymi słowy: „Żeby wiedzieć, co wspiera, a co sprzeciwia się takiemu posunięciu, chrześcijanie zaangażowani w społeczne i biologiczne nauki muszą stać się sumiennymi badaczami socjobiologii. Popularność socjobiologii już zbyt długo uchodzi niezauważona. Potrzebujemy dokładnych i skrupulatnych badań, jak również stale czujnego oka, jeśli mamy wszystkie nasze myśli oddać w posłuszeństwo Chrystusowi”. [3]
Ray Bohlin
 
(Ray Bohlin, „Sociobiology: Evolution, Genes, and Morality”, w: Ray Bohlin (ed.), Creation, Evolution, and Modern Science: Probing the Headlines that Impact Your Family, Kregel Publications, Grand Rapids, Mich. 2000, s. 112-122; http://www.leaderu.com/orgs/probe/docs/sociobio.html za zgodą Autora z jęz. ang. tłumaczyła Karolina Przybylska)
 
[Na Początku... 2004, vol. 12, nr 11-12A (187-188), s. 403-413.]


[1] Wallace, The Genesis Factor..., s. 217-218 (podkreślenia moje).
[2] William Irons, „How Did Morality Evolve?”, Zygon 1991, vol. 26, s. 49-89.
[3] Bohlin, „Sociobiology...”, s. 19.
miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Technologie