Michał Ostrowski
Wpływ Darwina na Pana Boga *
Phillip Johnson, „ojciec chrzestny” ruchu inteligentnego projektu w swojej książce Sąd nad Darwinem określił ewolucjonizm jako system religijny. Ściślej rzecz ujmując nie musiał tego robić sam, powtórzył tylko opinie niektórych wybitnych ewolucjonistów. Zacytował np. jednego z architektów neodarwinizmu Juliana Huxleya, który podczas obchodów na Uniwersytecie Chicagowskim stulecia wydania O powstawaniu gatunków stwierdził:
Przyszli historycy określą może ten Tydzień Stulecia [darwinizmu] jako najbardziej doniosły w historii naszej Ziemi – czas, w którym proces ewolucji w osobie człowieka-badacza uzyskał samoświadomość. (...) Oto publicznie, otwarcie konstatujemy, że wszystkie aspekty rzeczywistości są poddane ewolucji, od atomów i gwiazd do ryb i kwiatów do ludzkich społeczeństw i wartości – cała rzeczywistość jest jednym procesem ewolucyjnym. (...)
W ewolucyjnym wzorcu myślenia nie ma ani potrzeby, ani miejsca dla sił nadprzyrodzonych. Ziemia nie została stworzona, ona wyewoluowała. Tak samo wszystkie zwierzęta i rośliny ją zamieszkujące, włączając w to nas, ludzi, tak umysły i dusze, jak mózgi i ciała. W ten sam sposób wyewoluowała religia. (...) Wizja ewolucyjna pozwala nam w końcu dostrzec zarysy nowej religii, która, jak możemy być pewni, powstanie, by służyć potrzebom nowej ery. [1]
Proroctwo Huxleya cały czas spełnia się na naszych oczach. Teoria ewolucji ma ambicje wyjaśniać każdy aspekt ludzkiego zachowania, ba, stała się ona nową mitologią stworzenia w pełny sposób odpowiadającą na odwieczne ludzkie pytania: skąd pochodzimy, kim jesteśmy i dokąd zmierzamy. Kiedyś był to obszar rozważań religijnych i filozoficznych, teraz zresztą jest podobnie, tylko do gry weszła nowa religia: ewolucjonizm. Johnson wyjaśnia:
Ciągłe wysiłki mające na celu zbudowanie religii lub systemu etycznego na podstawie teorii ewolucji nie stanowią bynajmniej patologii intelektualnej. Ewolucja darwinowska to wymyślona historia o tym, kim jesteśmy i skąd pochodzimy. Jest ona swego rodzaju mitem o stworzeniu, stanowiącym naturalny punkt wyjścia dla spekulacji o tym, jak mamy żyć i jak wartościować. (...) W wymiarze mitologicznym darwinizm to dzieje wyzwolenia ludzkości od złudzenia, że jej przeznaczeniem kieruje moc wyższa od niej. [2]
Teoria ewolucji to coś znacznie więcej niż naukowa teoria usiłująca tłumaczyć powstanie i rozwój życia na Ziemi – przekonuje nas także nestor neodarwinizmu Ernst Mayr w uroczystym wykładzie, jaki wygłosił 23 września 1999 r. w Sztokholmie z okazji wręczenia mu Nagrody Crafoorda przez Królewską Szwedzką Akademię Nauk. Wykład Mayra to szeroka analiza darwinizmu: jego głównych idei i konsekwencji – a że konsekwencje te są poważne, przekonuje we wprowadzeniu do swojego wykładu sam Mayr:
Obecnie, na progu XXI wieku, nasze wyobrażenie o świecie i miejscu w nim człowieka radykalnie różni się od istniejącego na początku XIX stulecia. [3]
Dlaczego nastąpiło takie przewartościowanie? Zdaniem Mayra odpowiedź jest prosta – sprawił to Karol Darwin ze swoją (r)ewolucyjną teorią. Mayr w swoim wykładzie najpierw rozprawia się z konkurencją wobec teorii ewolucji, czyli naukowymi koncepcjami, które także miały i mają duży oddźwięk, tj. z myślą Karola Marksa, Zygmunta Freuda i Alberta Einsteina. Aby zrozumieć tego ostatniego, „trzeba opanować sposób myślenia w kategoriach fizyki i zaawansowanych metod matematycznych”. Zygmunt Freud „cieszy się to mniejszym, to większym uznaniem”, a stosowane w praktyce koncepcje Marksa lepiej pominąć milczeniem. Na placu boju pozostaje Darwin, ponieważ:
Żaden biolog (...) nie przyczynił się do bardziej radykalnych zmian światopoglądu zwykłego człowieka niż Karol Darwin. [4]
Mayr zwięźle omawia dokonania Darwina na polu biologii, by przejść następne do sedna darwinowskiej rewolucji:
Przełomowe znaczenie zasady doboru naturalnego polega na tym, że pozwala ona zrezygnować z odwoływania się do „przyczyn celowych” – czyli jakichś teleologicznych sił prowadzących do określonego z góry celu. Okazuje się, ze nic nie jest zdeterminowane. [5]
Ten kluczowy aspekt teorii ewolucji – „świecki pogląd na życie” – jest wielokrotnie przywoływany przez Mayra:
Pamiętajmy, że w połowie XIX wieku praktycznie wszyscy wielcy uczeni i filozofowie byli chrześcijanami. Uznawali, że świat został stworzony przez Boga, który – jak twierdzili teologowie przyrody – ustanowił mądre prawa, dzięki czemu wszystkie organizmy są doskonale przystosowane do środowiska. W tym samym czasie architekci rewolucji naukowej zbudowali światopogląd oparty na fizykalizmie (redukujący świat do bytów czasoprzestrzennych lub ich właściwości), teleologii, determinizmie i innych tego typu koncepcjach. Tak myśleli ludzie Zachodu przed opublikowaniem w 1859 roku O powstawaniu gatunków. Podstawowe zasady wyłożone przez Darwina były całkowicie sprzeczne z panującymi wówczas poglądami. [6]
Jeśli chodzi o prezentację naukowej strony teorii ewolucji, zaskakują dwie rzeczy: po pierwsze, Mayr otwarcie przyznaje, że teoria ewolucji jest niefalsyfikowalna:
Wielu biologów i filozofów zaprzecza istnieniu powszechnych praw w biologii i sugeruje, że wszelkie prawidłowości powinny być wyrażane w kategoriach probabilistycznych, gdyż od prawie wszystkich tzw. praw biologicznych zdarzają się wyjątki. Dlatego nie da się do nich stosować słynnego testu falsyfikacji postulowanego przez filozofa nauki Karla Poppera (podkreślenie moje). [7]
Szkoda, że Mayr nie dodał, że „słynny test falsyfikacji” jest obecnie powszechnie przyjmowanym kryterium rozróżniania nauki od pseudonauki. Po drugie, Mayr określił jako główny obiekt ewolucji osobnika, a nie geny:
Darwin był holistą: za przedmiot doboru uważał przede wszystkim osobnika. Prawie od początku XX wieku genetycy o bardziej redukcjonistycznych poglądach woleli traktować gen jako obiekt podlegający ewolucji. W minionym ćwierćwieczu powrócili na ogół do Darwinowskiego poglądu, że głównym jej obiektem jest osobnik. [8]
Stwierdzenie to kontrastuje z tym, do czego przekonuje nas np. Dawkins, mianowicie, że fenotypy są tylko „opakowaniami” i nośnikami dla ewoluujących genów. Mayr wspomina jeszcze kilka spraw, które teoria ewolucji modyfikowała, np. odrzucenie typologii czy teleologii, jednak uparcie powtarza, co było główną zasługą Darwina:
Po pierwsze, darwinizm odrzuca wszelkie zjawiska i przyczyny nadprzyrodzone. Teoria ewolucji drogą doboru naturalnego tłumaczy przystosowania i zróżnicowanie świata w sposób czysto materialistyczny. Nie wymaga to Boga jako stwórcy ani projektanta (oczywiście, nawet przyjmując teorię ewolucji, można nadal wierzyć w Boga). [9]
Można więc wierzyć w Boga (nawet przyjmując teorię ewolucji), ale nie w Stwórcę i Projektanta. Co za tym idzie, dostało się Księdze Rodzaju:
Darwin wskazał, że akt stworzenia opisany w Biblii czy też w mitach innych kultur jest sprzeczny ze wszystkimi właściwie atrybutami świata przyrody. Każdy aspekt „cudownego projektu”, którym tak się zachwycali teologowie przyrody, można wytłumaczyć doborem naturalnym. [10]
Fundamentalną kwestią ewolucjonizmu nie jest więc warstwa naukowa, ale światopoglądowa, jaka wypływa z teorii ewolucji. Aby ostatecznie nas do tego przekonać, Mayr porównuje Darwina do reformatorów religijnych i filozofów:
Wielkie umysły kształtują myślenie w kolejnych okresach historycznych. Luter i Kalwin zapoczątkowali reformację, a Locke, Leibniz, Wolter i Rousseau – oświecenie. Myśl współczesna najwięcej zawdzięcza Karolowi Darwinowi. [11]
Kończąc, dobitnie stwierdza:
[...] błędne jest przeświadczenie o kosmicznej teleologii, wewnętrznej skłonności istot żywych do coraz większego doskonalenia, a wszystkie pozornie celowe zjawiska można wyjaśnić za pomocą procesów materialnych. Bezzasadny jest więc determinizm, co oznacza, że nasz los musimy wziąć we własne wyewoluowane ręce. [12]
Myślę, że wykład Mayra ma wiele zalet. Jedną z nich jest otwarte potwierdzenie filozoficznych i religijnych konsekwencji, jakie niesie teoria ewolucji. Kontrastuje to z innymi wypowiedziami ewolucjonistów uważających, że „nauka i religia mówią o różnych rzeczach”. Jak uświadomił nas Mayr – jednak niezupełnie o różnych. Zaskakujące jest jednak, że to biologowie roszczą sobie prawo do światopoglądowych opinii, jakie rzekomo wypływają z „nauki”. Dziwnie byśmy patrzyli na fizyków, chemików, matematyków, inżynierów, którzy np. z prawa zachowania energii wyciągaliby pewne wnioski filozoficzne, a z mechaniki kwantowej wnioskowali o istnieniu, bądź nie, Boga. Najwyraźniej biologowie stoją na uprzywilejowanej pozycji w stosunku do przedstawicieli innych dyscyplin nauki. Najwyraźniej jest tak dlatego, że posiadają oni to, o czym inni mogą tylko pomarzyć – teorię ewolucji; teorię, która zawiera w sobie i naukę, i metafizykę, i filozofię, i religię.
Michał Ostrowski
[Na Początku... 2002, vol. 10, nr 11-12A, s. 333-338.]
* Na marginesie wykładu Ernsta Mayra do członków Królewskiej Szwedzkiej Akademii Nauk w Sztokholmie: Ernst Mayr, „Wpływ Darwina na myśl współczesną”, Świat Nauki wrzesień 2000, nr 9 (109), s. 59-63.
[1] Phillip Johnson, Sąd nad Darwinem, Vocatio, Warszawa 1997, s. 186.
[2] Tamże, s. 163.
[3] Mayr, „Wpływ Darwina...”, s. 59.
[4] Tamże, s. 60.
[5] Tamże, s. 60.
[6] Tamże, s. 61.
[7] Tamże, s. 62.
[8] Tamże, s. 60.
[9] Tamże, s. 61.
[10] Tamże, s. 61.
[11] Tamże, s. 59.
[12] Tamże, s. 63.


Komentarze
Pokaż komentarze (25)