miepaj miepaj
717
BLOG

Co to jest darwinizm? (cz. II)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 37

 

Phillip E. Johnson

 

Co to jest darwinizm? (cz. II)

 

I to nas prowadzi do następnego terminu – nauki. Jak już widzieliśmy, darwiniści przyjmują, iż zasady naturalizmu całkowicie wyjaśniają historię kosmosu i form życia. Jest to filozoficzna doktryna zwana naukowym naturalizmem. Uznawszy siebie za konieczną konsekwencję wewnątrznaukowych ograniczeń, naukowy naturalizm przekształca ograniczenia nauki w ograniczenia rzeczywistości, aby zmaksymalizować moc wyjaśniającą nauki i uczonych. Oczywiście, można badać organizmy w sposób naukowy wychodząc z założenia, że zostały one stworzone przez Boga, tak samo jak bada się samoloty i dzieła sztuki bez zaprzeczania, że obiekty te zostały inteligentnie zaprojektowane. Problemem wynikającym z uznaniem roli Boga w historii życia nie jest to, że nauka przestałaby istnieć, ale raczej to, że naukowcy musieliby uznać egzystencję czegoś ważnego, co znajduje się poza granicami nauk przyrodniczych. Dla uczonych, którzy chcą wyjaśniać wszystko – a obecnie otwarcie oczekuje się w literaturze naukowej „teorii wszystkiego” – jest to możliwość, której nie mogą znieść.

Następna cecha naukowego naturalizmu, która jest dla nas istotna, to zestaw reguł, zawiadujących krytyką oraz zastępowaniem paradygmatu. Paradygmatem jest ogólna teoria, w rodzaju darwinowskiej teorii ewolucji, która osiągnęła ogólną akceptację w środowisku naukowym. Paradygmat jednoczy różne specjalności, tworzące wspólnotę badawczą, oraz kieruje badaniami w tych wszystkich specjalnościach. Dlatego wszyscy – zoologowie, botanicy, genetycy, biologowie molekularni i paleontologowie – postrzegają swoje badania jako zmierzające do uszczegółowienia darwinowskiego paradygmatu. Jeśli biologowie molekularni stykają się z najwyraźniej neutralnymi mutacjami, które nie mają wpływu na organizm, muszą znaleźć sposób, aby pogodzić swoje odkrycia z wymogiem paradygmatu mówiącym, że dobór naturalny kieruje ewolucją. Mogą to uczynić poprzez postulowanie wystarczającej ilości niewidocznych dostosowawczych mutacji, które mają być zakumulowane poprzez dobór. Podobnie jeśli paleontologowie widzą nowe skamieniałości gatunków, które pojawiają się nagle w zapisie kopalnym i nie zmieniają się zasadniczo od tego momentu, muszą dokonać niezbędnych zniekształceń, aby wcisnąć to oporne świadectwo empiryczne do modelu rosnących zmian poprzez akumulację mikromutacji. Popieranie paradygmatu może nawet wymagać czegoś, co w innym kontekście byłoby oszustwem. Jak Niles Eldredge szczerze przyznał: „My, paleontologowie, twierdzimy, że historia życia popiera [opowieść o stopniowych zmianach przystosowawczych], cały czas wiedząc, że tak nie jest”. [1] Eldredge wyjaśnił, że ten wzór fałszywego przedstawiania faktów pojawił się ze względu na „pewność, tak charakterystyczną dla szeregowych ewolucjonistów od późnych lat 1940-tych, nie tylko, że dobór naturalny działa w przyrodzie, ale że wiemy dokładnie, w jaki sposób on działa.” To stworzyło pewien stopień dogmatyzmu, który – jak twierdzi Eldredge – przejawiał się w odsyłaniu w „obszary szaleństwa” paleontologów, którzy donosili, że „zobaczyli niezgodność współczesnej teorii ewolucyjnej ze wzorcem zmiany w zapisie kopalnym.” [2] W tych okolicznościach rozsądni paleontologowie ze zrozumiałych względów przełknęli swoje wątpliwości i poparli panującą ideologię. Porzucenie tego paradygmatu byłoby opuszczeniem wspólnoty uczonych; ignorowanie paradygmatu i ograniczenie się do jedynie zbierania faktów przyniosłoby im etykietkę „kolekcjonerów znaczków pocztowych”.

Jak wielu filozofów nauki zauważyło, wspólnota badaczy nie porzuca paradygmatu przy braku odpowiedniej alternatywy. Oznacza to, że negatywna krytyka darwinizmu, bez względu na to, jak niszcząca może się wydawać, jest nieistotna dla zawodowych badaczy. Krytyk może na przykład wskazać, że dowody na jakąkolwiek siłę stwórczą doboru naturalnego są znikome lub żadne. Tak w istocie jest, ale dla darwinistów ważniejsze jest następujące pytanie: Jeśli dobór naturalny nie dokonał stworzenia, to co je dokonało? „Bóg” jest oczywiście odpowiedzią niedopuszczalną, ponieważ nauka nie zna takiej istoty. „Nie wiemy” jest równie niedopuszczalne, ponieważ przyznanie się do ignorancji byłoby równoznaczne z pozostawieniem nauki dryfującej bez kierowniczej zasady. Wyrażając to w najbardziej praktyczny sposób: nie można zaproponować lub ocenić propozycji jakiegoś grantu bez ogólnie zaakceptowanej teoretycznej ramy roboczej.

Rządy paradygmatu wyjaśniają, dlaczego przyznanie Goulda, że neodarwinizm jest „praktycznie martwy”, nie wywarło żadnego istotnego skutku na wiernych darwinistach czy choćby na samym Gouldzie. Gould wyraził ten pogląd w pracy, przewidującej pojawienie się nowej ogólnej teorii ewolucji, zasadzającej się na makromutacyjnych spekulacjach genetyka z Berkeley, Richarda Goldschmidta. [3]

Kiedy ta nowa teoria się nie pojawiła, można było albo trzymać się neodarwinizmu w wydaniu Ernsta Mayra, albo przyznać, że biologowie mimo wszystko nie znają żadnego naturalistycznego mechanizmu, który mógłby wyprodukować złożoność organizmów biologicznych. To nie był żaden wybór. Gould musiał się szybko wycofać na pozycje klasycznego darwinizmu, aby uniknąć wspierania wrogów naukowego naturalizmu, w tym tych wstrętnych kreacjonistów.

Przymus obrony za wszelką cenę martwej teorii nie może być satysfakcjonującym zajęciem, nic więc dziwnego, że Gould siecze z furią ludzi takich jak ja, którzy zwracają uwagę na jego niewygodną sytuację. [4] Jednak nie leży w moich intencjach wyśmiewanie Goulda, ponieważ mam w poważaniu człowieka, który jako jeden z niewielu darwinistów dostrzegł poważne problemy tej teorii i uczciwie je ogłosił. Jego tragedia polega na tym, że nie może on uznać wyraźnych implikacji swoich własnych przemyśleń, gdyż musiałby zrezygnować z nauki.

Ciągłe utrzymywanie się przy życiu ortodoksyjnych darwinistów ilustruje znana uwaga Thomasa Kuhna, że gromadzenie anomalii samo w sobie nigdy nie sfalsyfikuje paradygmatu, ponieważ „Odrzucenie paradygmatu bez jednoczesnego zastąpienia go innym paradygmatem jest równoznaczne z porzuceniem samej nauki”. [5] Taka praktyka może być odpowiednia dla profesjonalnego przedsięwzięcia zwanego nauką, ale może być bardzo zwodnicza, kiedy się ją narzuci osobom zadającym inne pytania niż te, kt&´re naukowi naturaliści chcą zadawać. Załóżmy na przykład, że chcę wiedzieć, czy Bóg naprawdę miał coś wspólnego ze stworzeniem żywych organizmów. Typową reakcją darwinisty jest, że nie ma potrzeby przywoływania jakiegoś ponadnaturalnego działania, ponieważ dobór darwinowski jest w stanie wypełnić to zadanie. Aby przekonać się, czy taka odpowiedź jest zgodna z prawdą, muszę wiedzieć, czy selekcja naturalna naprawdę ma tę fantastyczną siłę stwórczą, którą się jej przypisuje. Nie wystarczy twierdzić, że naukowcy nie mają niczego lepszego do zaoferowania. Fakt, że naukowcy nie lubią mówić „nie wiemy”, nie mówi mi nic o tym, co oni naprawdę wiedzą.

Nie sugeruję, że naukowcy muszą zmienić reguły utrzymywania i odrzucania paradygmatów. Wszystko, czego od nich chcę, to to, aby byli szczerzy na temat niezgodnego świadectwa i przyznali się, jeśli to prawda, że trzymają się darwinizmu tylko dlatego, ponieważ wolą chwiejną teorię niż żadną. Oni jednak nalegają, by przedstawiać publicznie darwinowski ewolucjonizm jako fakt, który każdy racjonalny człowiek powinien zaakceptować. Jeśli mamy rozsądne podstawy, aby wątpić w tę teorię, taki dogmatyzm jest śmieszny, bez względu na to, czy ci, którzy mają te wątpliwości, proponują lepszą teorię czy nie.

Dla tych, którzy wierzą w stworzenie, darwiniści wydają się zupełnie nietoleracyjni i dogmatyczni, kiedy nalegają, by ich własna filozofia miała monopol w szkołach i w mediach. Darwiniści, oczywiście, nie postrzegają siebie w ten sposób. Przeciwnie, często czują się dotknięci, kiedy kreacjoniści (w szerokim lub w wąskim znaczeniu tego słowa) domagają się, aby ich argumenty były publicznie przedstawiane i uczciwie rozważane. W ich przekonaniu nauczanie dzieci w szkołach, że darwinowski ewolucjonizm jest faktem, w istocie jest jedynie ochroną spójności naukowego wykształcenia; prezentowanie drugiej strony byłoby przyzwoleniem dla fanatyków, aby mogli narzucać swoje przekonania innym. Profesorom w szkołach wyższych zabrania się wyrażania wątpliwości na temat ewolucjonizmu darwinowskiego i – jak się wydaje – powszechnie wierzy się, że Konstytucja [amerykańska] nie tylko pozwala, ale właściwie wymaga takiego ograniczenia wolności akademickiej. Aby wyjaśnić tę przedziwną sytuację, musimy zdefiniować nasz czwarty termin: religia.

Przypuśćmy, że jakiś sceptyk odkrywa brak świadectwa na rzecz tezy o powstaniu organizmów żywych poprzez dobór naturalny i argumentuje, że w tej sytuacji powinniśmy poważnie rozważyć możliwość, że powstanie i rozwój życia wymagały działania wcześniej istniejącego, posiadającego plan i cel, stwórcy. Dla naukowych naturalistów jest to sugestia „kreacjonistyczna” i dlatego nie do przyjęcia z samej zasady, ponieważ przywołuje istotę nieznaną nauce. Co gorsza, sugeruje ona możliwość, że ten stwórca mógł w jakiś sposób komunikować się z ludźmi. W takim przypadku mogliby istnieć jacyś prorocy – osoby z prawdziwą wiedzą o Bogu, którzy nie są ani oszustami, ani fantastami. Takie osoby mogłyby być niebezpiecznymi rywalami dla naukowców jako kulturowe autorytety.

Naturalistyczna filozofia wypracowała strategię zapobiegającą powstawaniu takiego problemu: nazywa naturalizm nauką, a teizm – religią. Ten pierwszy jest więc klasyfikowany jako wiedza, a ten drugi jako tylko wiara. To rozróżnienie ma istotne znaczenie, ponieważ jedynie wiedza może być obiektywnie prawdziwa dla każdego; wiara jest prawdziwa jedynie dla wierzącego i nie powinno się jej nigdy przedstawiać jako wiedzy. Uczeń, który myśli, że 2 dodać 2 równa się 5 lub że woda nie składa się z wodoru i tlenu, albo że teoria ewolucji nie jest prawdziwa, nie wyraża poglądów mniejszości. On jest po prostu ignorantem, a zadaniem edukacji jest leczenie tej ignorancji i zastępowanie jej wiedzą. Uczniowie szkół państwowych mają więc być nauczani od najmłodszych lat, że „ewolucja jest faktem” i z upływem czasu stopniowo dowiadują się, że ewolucjonizm jest naturalizmem.

Mówiąc krótko, propozycja, że Bóg był w jakikolwiek sposób zamieszany w powstanie świata, jest skutecznie wyjęta spod prawa i milcząco negowana. Jest tak dlatego, ponieważ naturalistyczny ewolucjonizm z definicji należy do wiedzy naukowej. A co zaprzecza wiedzy, jest – jak się rozumie – fałszem lub zmyśleniem. Dlatego naukowi naturaliści mogą twierdzić w dobrej wierze zarówno to, że ich nauka nie mówi nic o Bogu, jak i to, że mówi ona wszystko to, co o Bogu można powiedzieć. W naturalistycznej filozofii oba te twierdzenia są w istocie identyczne. Wszystko, co należy powiedzieć o Bogu, to tyle, że niczego nie można o Nim powiedzieć, ponieważ na ten temat nie możemy mieć żadnej wiedzy.

dok. nastąpi



[1] Niles Eldredge, Time Frames, Heinemann 1986, s. 144.

[2] Tamże, s. 93.

[3] Stephen Jay Gould, „Is a New and General Theory of Evolution Emerging?”, Paleobiology 1980, vol. 6, s. 119-130; przedr. w: Maynard Smith (ed.), Evolution Now: A Century After Darwin, W.H. Freeman 1982.

[4] Zob. Stephen Jay Gould, „Impeaching a Self-Appointed Judge”, Scientific American, July 1992, s. 118-122. Scientific American odmówił opublikowania mojej odpowiedzi na ten atak, ale odpowiedź pojawiła się w magazynie wydawanym przez American Scientific Affiliation pt. Perspectives on Science and Christian Faith z maja 1993 roku.

[5] Thomas S. Kuhn, Struktura rewolucji naukowych, PWN, Warszawa 1968, s. 96 (oryginał: The Structure of Scientific Revolutions, University of Chicago Press, 2nd edition, Chicago 1970, s. 79).

´

miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (37)

Inne tematy w dziale Technologie