miepaj miepaj
391
BLOG

Wielka metafizyczna opowieść nauki (cz. I)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 12

 

Phillip E. Johnson
 
Wielka metafizyczna opowieść
 
nauki (cz. I) *
 
SPIS TREŚCI
Wprowadzenie
  • · Naturalizm na uczelni
  • · Naturalizm w kulturze popularnej
  • · Kwestia darwinowska
  • · Niezgodne historie stworzenia
  • · Ślepy zegarmistrz przed sądem
  • · Metafizyka naturalistyczna
Czy Bóg jest niezgodny z Konstytucją Stanów Zjednoczonych?
  • · Marginalizacja religii
  • · Stworzenie i ewolucja
  • · Sprawa Deana Kenyona
  • · Nauka i moralność
Panujące w Ameryce rozumienie religii
  • · Zmiany w filozofii religijnej
  • · Liberalny racjonalizm
  • · Zalety modernizmu
  • · Teistyczny realizm
Wielka metafizyczna opowieść nauki
  • · Teorie wszystkiego
  • · Umysł i materia
  • · Materialistyczne teorie umysłu
  • · Ocena opowieści nauki
Wprowadzenie
 
Czy Bóg stworzył wszystko, co istnieje, czy też jest On wytworem ludzkiej wyobraźni, istniejącym tylko w umysłach tych ludzi, którzy w niego wierzą? Książka ta dotyczy odpowiedzi udzielanych na to pytanie oraz konsekwencji tych odpowiedzi.
 
Badania opinii publicznej wskazują, że zdecydowana większość Amerykanów jest teistami, to znaczy, iż wierzą oni (a przynajmniej mówią, że wierzą), że zostali stworzeni przez Boga, ponadnaturalną Istotę, która troszczy się o to, co robimy, oraz wyznacza cel naszemu życiu. Jeśli Bóg rzeczywiście istnieje, to aby prowadzone życie było racjonalne, należy liczyć się z Bogiem oraz jego celami. Osoba lub społeczeństwo, które ignoruje Stwórcę, ignoruje najważniejszą część rzeczywistości, a to ignorowanie rzeczywistości jest czymś irracjonalnym. Dlatego Biblia mówi, że bojaźń Pana jest początkiem mądrości.
 
Najbardziej wpływowi intelektualiści w Ameryce i na całym świecie są przeważnie naturalistami, którzy zakładają, że Bóg istnieje tylko jako idea w umysłach ludzi wierzących. W naszych największych uniwersytetach naturalizm – doktryna mówiąca, że przyroda jest wszystkim, co istnieje – jest na dobrą sprawę niekwestionowanym założeniem, które leży u podstaw nie tylko nauk przyrodniczych, ale każdego rodzaju intelektualnej działalności. Jeśli założenie naturalizmu jest zgodne z prawdą, to w takim razie Bóg został stworzony przez człowieka, a nie odwrotnie. W tym wypadku racjonalność wymaga, aby rozpoznać w Stwórcy wytwór wyobraźni, jakim zawsze był, oraz aby polegać jedynie na rzeczach, które są rzeczywiste, tak jak my czy materialny świat przyrody. Poddanie się prowadzeniu przez wyobrażoną, nadnaturalną istotę określa się mianem przesądu.
 
Naturalizm na uczelni
 
Na zdominowanie życia intelektualnego przez naturalizm nie ma wpływu fakt piastowania niektórych prestiżowych stanowisk akademickich przez wierzących, aktywnych uczestników życia kościelnego. Poza nielicznymi wyjątkami osoby te są szanowane dzięki milczącemu akceptowaniu przez nich rządów naturalizmu, który na uniwersytetach stanowi definicję racjonalności. Otwarcie bądź ukrycie przyznają oni, że ich teizm jest sprawą „wiary” i zgadzają się pozostawić sferę „rozumu” agnostykom. Jest tak na każdym polu badawczym, ale szczególnie w naukach przyrodniczych, które autorytatywnie dla innych dyscyplin opisują rzeczywistość fizyczną. Biolog może wierzyć w Boga w niedzielę, ale nie powinien przychodzić z tym przekonaniem do laboratorium w poniedziałek z ideami dotyczącymi natury czy pochodzenia organizmów żywych. W celach zawodowych zarówno ateistyczni, jak i teistyczni biologowie podobnie muszą zakładać, że przyroda jest wszystkim, co istnieje.
 
W ten sposób nauki przyrodnicze bazują na naturalizmie. Oczywiście, nauka, której fundamentem jest naturalizm, mówi nam, że naturalizm jest prawdziwy. Poważanie, jakim cieszy się nauka, sprawia, że założenie o prawdziwości naturalizmu dominuje we wszystkich dyscyplinach uniwersyteckich. Jak w bezpośredni sposób ujął to znany harwardzki paleontolog, George Gaylord Simpson, „znaczenie ewolucji” – czyli przewodniej przesłanki gałęzi nauk przyrodniczych badających historię życia – polega na tym, że „człowiek jest rezultatem bezcelowego i przyrodniczego procesu, nie mającego człowieka w swym zamyśle.” [1] Douglas Futuyma, autor popularnego podręcznika biologii ewolucyjnej dla studentów koledżu, mówi otwarcie: „Stwierdzenie, że gatunek ludzki nie został zaprojektowany, nie ma żadnego celu i jest wytworem jedynie mechanicznych mechanizmów, jest odpychający – ale takie wydaje się przesłanie ewolucji.” [2]
 
Powyższe wypowiedzi nie są jedynie prywatnymi opiniami, lecz odzwierciedlają ortodoksyjny sposób rozumienia ewolucji, który jest niepodważalny w głównym nurcie nauki. Nic dziwnego, że mając taki obraz pochodzenia człowieka, teiści, którzy pozostali uczestnikami życia akademickiego, przyjmują zawsze postawę obronną, skupiając się bardziej na usprawiedliwieniu swojej obecności, niż na wpływaniu na główny nurt akademickiego świata. Jeśli naukowcy-ewolucjoniści mają rację, to wierzący w Boga żyją iluzją. Ludzie, którzy uznają, iż Bóg także jest rzeczywisty, nie rozumieją znaczenia teorii ewolucji lub z powodów osobistych bezwolnie podążają ścieżką naukowego obrazu świata, dochodząc do jego logicznej konkluzji, jaką jest naturalizm.
 
A jeśli naturalizm jest błędem? W tym wypadku to naukowi naturaliści mogą okazać się opętani iluzją. Okazać się też może, że nasza intelektualna kultura oparta jest na fałszywym założeniu.
 
Naturalizm w kulturze popularnej
 
Zdominowanie intelektualnego świata przez naturalizm ma ważne konsekwencje dla kultury popularnej, w której przeważa teizm. Stany Zjednoczone są formalnie państwem demokratycznym, ale w kwestiach związanych z „religią” czynnikiem nadrzędnym jest konstytucja. Sądy zaś mają władzę interpretacji formuł w niej zapisanych. Co więcej, głosujący czerpią informacje na temat tego, co się dzieje, z gazet i telewizji. Sędziowie, którzy orzekają decyzje prawne i dziennikarze, którzy dostarczają wiadomości, kształcili się na uniwersytetach i – oczywiście – interpretują wydarzenia zgodnie z tym, czego zostali nauczeni. W stopniu, w jakim nauczyli się traktować naturalistyczne rozumienie rzeczywistości jako oczywiste, będą skłonni uważać osobę, której myślenie bazuje na założeniu, że Bóg istnieje naprawdę, za irracjonalną i niebezpieczną, jeśli chodzi o jej wpływ na sprawy publiczne.
 
Przypuśćmy, że rodzice w jakimś okręgu chcą, być może z powodu zakorzenienia ich moralności w Biblii, aby ich dzieciom w szkołach publicznych przedstawiono argumenty przeciwne wobec teorii ewolucji, bądź chcą, aby mówiono ich nastoletnim dzieciom, by powstrzymały się od uprawiania seksu przed zawarciem małżeństwa. Jest mało prawdopodobne, aby tym rodzicom udało się osiągnąć zamierzony skutek. Media przedstawiłyby ich jako religijnych ekstremistów, chcących narzucić innym ludziom swoje (irracjonalne) przekonania i moralność, będącą uciskiem. Edukacyjni biurokraci, poparci przez sądy, zapewnią zwycięstwo „racjonalności”.
 
W pewnym sensie rządzą ludzie, ale istnieją potężne kulturowe ograniczenia, mające uchronić ludzi przed „irracjonalnymi” rządami. Przekonania racjonalne to te, które korespondują z rzeczywistością, a w intelektualnym świecie dnia dzisiejszego zgodny z rzeczywistością oznacza zgodny z naturalizmem.
 
Ponieważ sam jestem teistą i ponieważ znajomość prawdziwej podstawy racjonalności jest ważna dla jednostek oraz porządku społecznego, życzyłbym sobie otwartej dyskusji odnośnie tego, czy naturalizm zasługuje na swój dominujący status. Trudno jednak doprowadzić do takiej dyskusji, gdyż panujący światopogląd jest otoczony barierami ochronnymi, które bronią go przed tym, by dyskusja się w ogóle rozpoczęła.
 
Podstawowym rodzajem tej ochronnej bariery jest odwrócenie dyskusji od kategorii „prawdy” i „fałszu” w stronę kategorii, które skutecznie chronią naturalizm przed jego dokładną krytyczną analizą. Mówi się, że naturalizm jest nauką, podczas gdy teizm należy do sfery religii; naturalizm opiera się na rozumie, a teizm na wierze; naturalizm dostarcza wiedzy, podczas gdy teizm jedynie przekonań. Nauka, rozum i wiedza łatwo wygrywają z religią, wiarą i przekonaniami.
 
Kwestia darwinowska
 
Drugi rodzaj bariery polega na specjalizacji wiedzy, stanowiącej fundament współczesnych uniwersytetów. W hierarchii akademickiej autorytatywna umiejętność opisania „jak się rzeczy naprawdę mają” należy do nauk przyrodniczych, a znajomość historii życia cechuje biologię ewolucyjną. Takie przypisanie niektórym dyscyplinom autorytarnej pozycji zakłada, że znajomość tego, jak doszło do powstania organizmów żywych, jest sprawą specjalistycznej wiedzy – wiedzy, która nie jest dostępna osobom spoza kręgu nauki. Tak więc zwykli ludzie, jeśli nie chcą uchodzić za ignorantów, nie mają innego wyjścia, jak zaakceptować to, co na te tematy mówią eksperci. Jeśli ma miejsce zgodność opinii między biologami ewolucyjnymi, że ewolucja biologiczna wytworzyła bardzo złożone żywe organizmy w nie mającym określonego celu procesie, to nie ma mowy o dyskusji. Nikt nie ma władzy, by autorytatywnie twierdzić coś innego.
 
Podważyłem zgodność opinii tych ekspertów w mojej poprzedniej książce, Sąd nad Darwinem[3] Poddałem tam analizie naukowe dowody na rzecz neodarwinowskiej teorii ewolucji, która jest rutynowo propagowana jako fakt w instytucjach edukacyjnych, muzeach, książkach i programach telewizyjnych. Najważniejsze twierdzenie tej teorii – które generuje daleko idące wypowiedzi o ludzkiej istocie jako produkcie bezcelowych, materialnych sił – mówi, że kombinacja przypadkowych zmian genetycznych i naturalnej selekcji może doprowadzić do powstania nadzwyczaj złożonych organizmów z prostych jednostek. Wskazywałem, że twierdzenie to jest nie tylko niedowiedzione, ale w rzeczywistości sprzeczne z przygniatającą masą świadectw empirycznych. Pomimo wszystkich rozdymanych i często powtarzanych twierdzeń nauka nie pokazała, że biologiczna twórczość ma lub miała miejsce za sprawą darwinowskiego mechanizmu, czy jakiegokolwiek innego nieinteligentnego i niekierowanego procesu.
 
Moja książka była przedmiotem wielu recenzji i dała początek dyskusji, która ciągle trwa. Historia tej debaty jest przedstawiona w końcowym rozdziale kolejnego wydania Darwin on Trial[4] Pośród głównych obrońców darwinizmu, którzy wkroczyli do dyskusji jako krytycy mojej książki, byli wyróżniający się naukowcy i filozofowie nauki, jak Steven Weinberg, Stephen Jay Gould, David Hull i Michael Ruse. Profesorowie uznający się za chrześcijan i „teistycznych ewolucjonistów” także przyłączyli się do debaty, przeważnie stając w obronie ortodoksyjnej wizji ewolucji. Wraz z rozwojem dyskusji okazało się, że tylko niewielka jej część dotyczyła faktów, natomiast prawie w całości skupiono się na zasadach charakterystycznych dla odkrycia naukowego – tego, „jak działa nauka.”
 
Dwie rzeczy w moim podejściu do tego tematu wydają się zaskakiwać, a czasami rozwścieczać moich krytyków. Po pierwsze, odróżniam naturalizm od nauki, podczas gdy moi krytycy uważają, że są one właściwie tym samym. Po drugie, nie czułem się zobowiązany do zaprezentowania swojej własnej teorii przede wszystkim w kwestii powstania życia czy też na temat tego, jak skomplikowane twory, takie jak rośliny i zwierzęta, rozwinęły się z prostszych organizmów – jeśli w ogóle coś takiego miało miejsce. Moim celem było pokazanie, że to, co prezentuje się społeczeństwu jako wiedzę naukową, mówiącą o mechanizmach ewolucji, jest przeważnie filozoficzną spekulacją i nawet nie jest zgodne ze świadectwami, gdy przestanie się na nie patrzeć przez naturalistyczne okulary. Jeśli przyjmując takie podejście pozostaniemy bez znajomości mechanizmu biologicznej twórczości, to niech tak będzie: lepiej przyznać się do niewiedzy, niż pewnie ufać wyjaśnieniu, które nie jest prawdziwe. Moi krytycy uznali mój cel za przewrotny lub za odzwierciedlający mój brak wiedzy na temat tego, „jak działa nauka.”
 
Dyskusje z krytykami prowadziłem w publikacjach i przed publicznością w całych Stanach Zjednoczonych, ciesząc się ogromnie tym doświadczeniem. Debata ta pozwoliła mi wypracować pełny obraz związków pomiędzy naturalizmem, nauką o ewolucji i kulturowym znaczeniem teorii ewolucji.

(c.d.n.)


* Fragment książki Phillipa E. Johnsona, Reason in the Balance. The Case Against Naturalism in Science, Law & Education, InterVarsity Press, Downers Grove, Illinois 1995, s. 7-70; z języka angielskiego za zgodą Autora przełożył Piotr Bylica.
[1] George Gaylord Simpson, The Meaning of Evolution, Yale University Press, 1967, s. 344-345.
[2] Douglas Futuyma, Science on Trial: The Case for Evolution, Pantheon, 1983, s. 12-13.
[3] (Przyp. tłum.) Patrz Phillip E. Johnson, Sąd na Darwinem, tłum. Robert Piotrowski, Oficyna Wydawnicza „Vocatio”, Warszawa 1997.
[4] (Przyp. tłum.) Patrz Phillip E. Johnson, Darwin on Trial, InterVarsity Press, Downers Grove, 2-nd edition, 1993.
miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (12)

Inne tematy w dziale Technologie