Phillip E. Johnson
Wielka metafizyczna opowieść
nauki (cz. VII)
Liberalny racjonalizm
W sensie filozoficznym, w jakim używam tego terminu, liberalizm nie odnosi się do postawy wobec poziomu wydatków rządowych czy pragnienia zmian, ale do świeckiej spuścizny takich filozofów, jak Thomas Hobbes, John Locke, David Hume, Adam Smith i John Stuart Mill. Istota ich poglądów polega na poszanowaniu autonomii jednostki. Ponieważ liberalizm zaczyna od jednostki, to najbardziej charakterystycznymi liberalnymi doktrynami politycznymi są te, które mówią o kontrakcie społecznym jako fundamencie legalnego rządu i prawach jednostki jako podstawie wolności. Współcześni liberałowie z entuzjazmem będą mówić o prawach naturalnych [natural rights], ale będą dążyć do odrzucenia koncepcji praw naturalnych [natural laws], jako zobowiązań nadrzędnych wobec tych stworzonych przez rządy. W ujęciu współczesnego liberalizmu obowiązki nie pochodzą z natury, a już z pewnością nie od Boga, lecz od społeczeństwa i są uzasadnione tylko do tego stopnia, do jakiego jednostki w pewnym sensie zgodziły się być przez nie ograniczane. Z drugiej strony, prawa są ufundowane bezpośrednio na przyjętym przez nas statusie stwierdzającym, że jesteśmy jednostkami autonomicznymi.
Pomimo tego że prekursorzy liberalizmu byli teistami, to panująca współcześnie forma liberalizmu zawiera naturalistyczną doktrynę, że Bóg nie jest rzeczywisty, że jest jedynie wytworem ludzkiej wyobraźni. Słynne stwierdzenie o „śmierci Boga” jest po prostu wyrazem modernistycznej pewności, że naturalizm jest prawdziwy i że z tego powodu ludzie muszą stworzyć swoje własne zasady, a nie czerpać je z jakiegoś nadnaturalnego objawienia. Nie możemy spoglądać na nic wyższego niż my sami, ponieważ nic wyższego nie istnieje, przynajmniej dopóki nie spotkamy wyżej rozwiniętych istot z innych planet. Oznacza to, że musimy zacząć albo od społeczeństwa (socjalizm), albo od jednostki (liberalizm) jako części rzeczywistości. Oczywiście, te dwie podstawy będą się w praktyce przeplatać, ponieważ każdy system rządowy musi uwzględniać zarówno potrzeby społeczeństwa, jak i jednostki. Na przykład najbardziej znany slogan Johna F. Kennedy'ego „Nie pytaj, co twój kraj może zrobić dla ciebie, ale co ty możesz zrobić dla swojego kraju” okazuje się być w pełni socjalistycznym hasłem. Było ono kierowane przez liberalnego prezydenta do w większości indywidualistycznego narodu z intencją korygowania egoizmu, który rodził się pod wpływem szerzącego się indywidualizmu.
Ponieważ liberalizm zaczyna od indywidualnych praw i autonomii jednostki, jego moralność zmierza do tego, by stać się coraz bardziej relatywistyczna, a nawet permisywna. Stopień wolności jednostki jest ograniczony przez prawa innych, a w mniejszym stopniu przez abstrakcyjne polityki społeczne, nad którymi zwykle można dyskutować. Wszyscy możemy się zgodzić, że wolność człowieka do machania swoją pięścią kończy się w odległości nosa sąsiada, ale zdecydowanie mniej oczywiste jest, że narusza się jakieś liberalne normy oglądając film pornograficzny czy rozwodząc się z matką swoich dzieci, by poślubić atrakcyjniejszą kobietę.
Obecna batalia w sprawie moralności aborcji stanowi przykład liberalnego podejścia do zagadnień moralnych. Niemal każdy zgadza się, że zabicie noworodka jest morderstwem, ale w kwestii moralności wczesnej, środkowej i późnej aborcji istnieje już wyraźna różnica zdań. W obliczu tego braku porozumienia liberalny racjonalizm opowiada się „za wolnością wyboru”, tak jak przypuszczalnie będzie, jeśli pewnego dnia większość opinii publicznej – zwłaszcza środowisk opiniotwórczych – opowie się za zabijaniem dzieci. Czy może być inaczej, jeśli moralność bazuje na decyzjach ludzkich, a nie na jakimś zewnętrznym autorytecie?
Jak dotąd przedstawiłem krótki opis istoty naukowego naturalizmu i liberalnego racjonalizmu, które poręczniej będzie oznaczyć mniej złożonym terminem „modernizm”. Gdy mówię, że ta filozofia religijna jest „panująca,” nie mam na myśli tego, że ludzie są dosłownie jakoś bardziej zmuszeni, by w nią wierzyć, niż zmuszeni byli wierzyć w religię protestanckiego chrześcijaństwa, gdy Alexis de Tocqueville opisywał ją jako wiarę de facto panującą w Ameryce we wczesnych latach dziewiętnastego wieku. [1] Istnienie panującej w tym sensie religii nie przeszkadza szerokiej tolerancji, ale istnieje bardzo ważna różnica między tolerancją a dopuszczaniem do władzy. Przyjęta filozofia religijna stanowi przekonania tych, którzy rządzą lub większości z nich. Oni decydują, jak znaczny będzie zakres tolerancji dla innych.
Sprawy podejmowane przez Sąd Najwyższy, które omawiałem w poprzednim rozdziale, obrazują granice tolerancji. Naturalistyczne władze mogą uważać, że mądrzej jest zezwolić na pokazywanie chrześcijańskich filmów wieczorami w wypożyczanych salach szkół publicznych, ponieważ otwarte zaangażowanie się w dyskryminację poglądów byłoby sprzeczne z zasadami liberalnego racjonalizmu, które wyraźnie odrzucają ideę istnienia oficjalnie ustalonej ortodoksji i chronią prawo do wolności wyrażania wszelkich poglądów. Wyobrażenie sobie kreacjonistów, podważających na lekcjach nauk przyrodniczych naturalistyczne ujęcie biologicznego powstania form życia, było z drugiej strony wystarczająco alarmujące, by wyzwolić zdecydowane naciski ze strony największych organizacji naukowych, edukacyjnych oraz elit prawnych, by odeprzeć to zagrożenie.
(c.d.n.)
[1] W kręgach prawnych dominuje mit, że przyjęta w drugiej połowie dwudziestego wieku przez Sąd Najwyższy interpretacja Pierwszej Poprawki dotycząca wykluczenia religii państwowej, stanowi kontynuację tradycji konstytucyjnej ustanowionej przez sposób odnoszenia się Thomasa Jeffersona do „muru granicznego” pomiędzy kościołem a państwem. Stąd też wszelkie próby zmiany tych niedawnych decyzji są przedstawiane w prasie, jakby były one atakami na samą konstytucję. By zasmakować tego, jak naprawdę się rzeczy miały, gdy pamięć o konstytucji była jeszcze świeża, najlepiej przeczytać odpowiedni fragment O demokracji w Ameryce Alexisa de Tocqueville’a:
W Stanach Zjednoczonych jest nieprzebrana mnogość wyznań. Różnią się co do sposobu, w jaki należy czcić Stworzyciela, wszelako są zgodne co do obowiązków, jakie mają ludzie względem siebie. Każde wyznanie wielbi więc Boga na swój sposób, ale wszystkie głoszą w imię Boga tę samą moralność. Jeśli człowiekowi jako jednostce musi zależeć, by jego religia była prawdziwa, to w przypadku społeczeństwa wcale tak nie jest. Społeczeństwo jako całość niczego się nie boi ani nie oczekuje życia pozagrobowego; a największe znaczenie ma dla niego nie tyle to, by wszyscy obywatele wyznawali prawdziwą religię, ile by w ogóle wyznawali jakąś religię. Ponadto w Stanach Zjednoczonych wszystkie wyznania odnajdują się w wielkiej chrześcijańskiej jedności, a chrześcijańska moralność jest wszędzie taka sama....
Ani przez chwilę nie wątpię, że ogromna surowość obyczajów, jakie widzimy w Stanach Zjednoczonych, ma swoje główne źródło w wierze. Religia jest tam często bezsilna, jeśli chodzi o uchronienie mężczyzny od niezliczonych pokus, jakie podsuwa mu życie. Nie potrafiłby pohamować żądzy bogacenia się, którą wszystko podsyca. Natomiast bez reszty panuje nad duszą kobiety, a kobieta tworzy obyczaje. Ameryka jest z pewnością krajem, gdzie więzy małżeńskie są najbardziej szanowane i gdzie stworzono najwznioślejszą i najsłuszniejszą ideę szczęścia małżeńskiego.
W Europie prawie wszystkie nieporządki społeczne rodzą się wokół domowego ogniska i nie opodal małżeńskiego łoża. Właśnie tam ludzie nabierają pogardy dla naturalnych związków i dozwolonych przyjemności, uczą się skłonności do nieporządku, niepokoju serca, niestałości pragnień. Europejczyk, którym miotają gwałtowne namiętności, często mącące spokój jego własnego domu, z trudem podporządkowuje się władzom ustawodawczym państwa. Kiedy Amerykanin, opuściwszy rozwichrzony świat polityki, powraca na łono rodziny, natychmiast odnajduje obraz ładu i spokoju. Tam wszystkie jego przyjemności są proste i naturalne, radości niewinne i spokojne; a ponieważ do szczęścia dochodzi dzięki uładzonemu życiu, bez trudu przyzwyczaja się do zaprowadzania ładu zarówno w swych poglądach, jak upodobaniach.
Europejczyk próbuje uciec od swych domowych trosk, niepokojąc społeczeństwo, natomiast Amerykanin ze swego domowego ogniska czerpie zamiłowanie do porządku, które przenosi później na sprawy państwa. W Stanach Zjednoczonych religia nie tylko wywiera wpływ na obyczaje, lecz rozciąga swe władztwo na umysły.
Jedni spośród Angloamerykanów wyznają dogmaty chrześcijańskie, bo w nie wierzą, drudzy – bo się boją, by nie wyglądać na takich, co w nie nie wierzą. Chrześcijaństwo, wedle zgodnego zdania wszystkich, panuje więc bez przeszkód; stąd też, jak już powiedziałem w innym miejscu, w świecie moralności wszystko jest pewne i jasne, mimo że w świecie polityki wszystko wydaje się zdane na dyskusje i próby podejmowane przez ludzi. Tak więc umysł ludzki nigdy nie widzi przed sobą obszaru bez granic: mimo całej swej odwagi, od czasu do czasu czuje, że musi się zatrzymać przed nieprzekraczalnymi barierami. Zanim zacznie wprowadzać zmiany, musi przyjąć pewne podstawowe przesłanki i podporządkować swe najśmielsze poglądy pewnym ograniczającym je formom....
Podczas mojego pobytu w Ameryce przed sądem przysięgłych w hrabstwie Chester (stan Nowy York) stanął świadek, który oświadczył, że nie wierzy w istnienie Boga i nieśmiertelność duszy. Przewodniczący odmówił odebrania od niego przysięgi z uwagi na to – jak stwierdził – że świadek z góry przekreślił wiarę, jaką można by dawać jego słowom. Gazety donosiły o tym fakcie bez komentarzy.
W swym umyśle Amerykanie tak bardzo mieszają chrześcijaństwo z wolnością, że prawie nie potrafią wyobrazić sobie jednego bez drugiej. I nie jest to u nich jedno z owych jałowych wierzeń, które przeszłość pozostawia w spadku teraźniejszości i które zdają się nie tyle żyć, ile wegetować w głębi duszy.
(Alexis de Tocqueville, O demokracji w Ameryce. Tom 1. Demokracja: filozofia i praktyka, przekład Barbara Janicka, Marcin Król, Znak, Kraków 1996, s. 297-301).
Dziś odniesienia do spuścizny religijnej opisywane przez Tocqueville’a są systematycznie wykluczane z podręczników.


Komentarze
Pokaż komentarze