miepaj miepaj
203
BLOG

Wielka metafizyczna opowieść nauki (cz. X)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0
Phillip E. Johnson
 
Wielka metafizyczna opowieść
 
nauki (cz. X)
 
 

Wielka metafizyczna opowieść nauki

Książka Stephena Hawkinga, Krótka historia czasu[1] była jednym z najbardziej zaskakujących sukcesów wydawniczych. Od pierwszego wydania, które ukazało się w 1988 roku nakładem pięciu tysięcy egzemplarzy, do roku 1992 sprzedano na całym świecie około pięciu milionów egzemplarzy tej książki. Tak wielki sukces musiał być wynikiem czegoś innego niż jej naukowej zawartości. Bardzo niewielu spośród milionów nabywców mogło zrozumieć przedstawiony przez Hawkinga opis teorii względności czy mechaniki kwantowej, które dla niefizyków są trudne do przebrnięcia nawet w formie spopularyzowanej. W każdym razie dokładnie te same informacje były dostępne w wielu innych książkach popularnonaukowych dotyczących fizyki i kosmologii.
 
Tym, co oferował Hawking, a czego nie mieli inni, był sam Hawking – człowiek który tryumfował nad straszliwą chorobą czyniącą z niego kalekę, by sięgnąć szczytu naukowej sławy. [2] Książka ta przedstawiała także jeden z najbardziej ambitnych programów naukowych, jaki kiedykolwiek został sformułowany.
 
Teorie wszystkiego
 
W szerokiej wizji Hawkinga fizyka teoretyczna obiecuje dostarczyć ludzkości coś więcej niż tylko matematyczne teorie zrozumiałe jedynie dla specjalistów i coś o wiele ważniejszego dla zwykłych ludzi niż możliwości technologiczne w rodzaju nowych źródeł energii. Hawking wyobraża sobie jakby uniwersalną ludzką mądrość możliwą do osiągnięcia pod opieką fizyków. Cel ten to „całkowite zrozumienie zdarzeń wokół nas, i naszego własnego istnienia.” [3]
 
Pierwszym wielkim krokiem w stronę tego celu jest teoria unifikacji czterech podstawowych sił przyrody, teoria ostateczna, będąca marzeniem fizyków cząstek elementarnych. Hawking uważa, że kiedy teoria ta zostanie odkryta, wtedy będzie można nauczyć filozofów, a nawet zwykłych ludzi, o co chodzi w tej teorii. Ostatecznie wiedza ta umożliwi każdemu wzięcie udziału w wielkiej dyskusji na temat tak wzniosłych pytań jak, dlaczego my i Wszechświat istniejemy. Hawking konkluduje, że gdy znajdziemy rozwiązanie tej zagadki istnienia „(...) będzie to ostateczny triumf ludzkiej inteligencji – poznamy wtedy bowiem myśli Boga.” [4]
 
Pełne zrozumienie wszystkiego, co się dzieje, a nawet przyczyny istnienia wszechświata, z pewnością można określić jako znajomość myśli Boga – lub bardziej precyzyjnie, osiągnięciem wszechwiedzy uprzednio przypisywanej Bogu. Może nie ma w tym nic dziwnego, że książka, przedstawiająca choćby odległą perspektywę wszechwiedzy o całym świecie i wydająca się popierać tę obietnicę autorytetem nauki, opanowuje wyobraźnię publiczną. Ale jak wielki naprawdę może być wkład nauki w zrozumienie sensu istnienia, szczególnie tak niezrozumiałej dla niespecjalistów nauki, jak fizyka teoretyczna?
 
Naukową część książki Hawkinga rozpoczyna przedstawienie badań innego wielkiego fizyka matematycznego, Rogera Penrose’a, który zasłynął jako odkrywca „czarnych dziur”. Penrose wykazał, że istnienie tych egzotycznych astronomicznych obiektów wynika logicznie z zasad grawitacji ogólnej teorii względności Einsteina. Zgodnie z opisem Hawkinga Penrose
udowodnił, że zapadająca się pod działaniem własnego pola grawitacyjnego gwiazda jest uwięziona w obszarze, którego powierzchnia maleje do zera, a zatem znika również objętość tego obszaru. Cała materia gwiazdy zostaje ściśnięta w obszarze o zerowej objętości, a więc gęstość materii i krzywizna czasoprzestrzeni stają się nieskończone. Innymi słowy, pojawia się osobliwość w obszarze czasoprzestrzeni zwanym czarną dziurą. [5]
Naukowa sława samego Hawkinga zaczęła się w roku 1970 wraz z artykułem napisanym wspólnie z Penrose’em, w którym zastosowali teorię czarnych dziur do całego Wszechświata. Tak jak czarna dziura jest umierającą ogromną gwiazdą, zapadającą się do punktu o parametrach zerowych, tak Wszechświat można teraz rozumieć jako rozszerzający się od podobnie nieskończenie małego punktu. Tak jak czarna dziura kończy się osobliwością, tak Wszechświat musiał się zacząć od osobliwości. Istnienie osobliwości na początku czasu uważano wcześniej za możliwą implikację ogólnej teorii względności. Hawking i Penrose wykazali, że jest to implikacja nie do uniknięcia.
 
Ten wniosek fizyki relatywistycznej ma wielkie znaczenie filozoficzne i religijne. Sama teoria Wielkiego Wybuchu musiała przezwyciężyć znaczny opór naukowców. Sprzeciwiali się oni sugestii, że Wszechświat miał określony początek w czasie, ponieważ taki moment stworzenia był wcześniej kojarzony raczej z religią niż nauką. I faktycznie, stwierdzenie, że Wszechświat zaczął istnieć w niewyobrażalnie wielkiej eksplozji energii, brzmi dla wielu jak ujęcie w nowoczesnym naukowym języku tego, co w Księdze Rodzaju było powiedziane już dawno: „I rzekł Bóg, Niech się stanie światłość!”. [6]
 
Pomimo tych wątpliwości natury metafizycznej teoria Wielkiego Wybuchu zatriumfowała, ponieważ lepiej pasowała do obserwacji niż jakakolwiek jej rywalka. Rozszerzanie się Wszechświata wydaje się wynikać z ogólnej teorii względności. Ekspansja ta wydaje się być potwierdzona przez dokonane przez Hubble’a obserwacje „przesunięcia ku czerwieni”, a pierwotna eksplozja pozostawiła po sobie, jak się wydaje, „echo” w postaci rozchodzącego się po całym Wszechświecie promieniowania tła, które po raz pierwszy zaobserwowano w 1965 roku.
 
Wykazanie wówczas przez Hawkinga i Penrose’a, że Wszechświat musiał się zacząć od osobliwości, prowadziło do dalszego znaczącego wzrostu metafizycznego niepokoju. Osobliwość jest definiowana w żargonie relatywistycznym jako punkt, którego krzywizna czasoprzestrzenna staje się nieskończona. Brzmi to dość niewinnie, lecz posiada niepokojącą implikację, że w takim punkcie załamują się wszelkie prawa przyrody wynikające z teorii względności. Z istnienia osobliwości na samym początku Wszechświata można się więc domyślać, że istniał taki czas, gdy najbardziej fundamentalne prawa naukowe nie istniały. W jaki więc sposób zaistniały? Niezależnie od tego, co naukowcy woleliby uznać, nieuchronne było wywnioskowanie przez zwykłych ludzi, że Bóg – nadprzyrodzony byt nieznany nauce – musiał stworzyć te prawa.
 
Na taką odpowiedź z gwałtowną niechęcią reaguje wielu uczonych, w tym Hawking, ponieważ pozostawienie miejsca dla rzeczy nadprzyrodzonych wydaje się wskazywać na niekompletność nauki. W badaniach próbowano różnymi drogami pozbyć się osobliwości. Badania te pociągnęły za sobą próbę wprowadzenia teorii wielkiej unifikacji fizyki (GUT) [grand unified theory], projektu, który jest nagłaśniany w tak wielu książkach i telewizyjnych programach edukacyjnych, że z pewnością większość czytelników o niej słyszała.
 
Fizycy rozróżniają cztery podstawowe siły. Trzy z nich – elektromagnetyzm, słabe oddziaływania jądrowe i silne oddziaływania jądrowe – działają na poziomach subatomowych i są rozpatrywane w ramach matematycznej teorii kwantów. Czwarta siła, grawitacja, jest ważna dla dużych ciał i jest rozpatrywana przy pomocy pojęć ogólnej teorii względności Einsteina. W naszym świecie siły te różnią się od siebie, ale wielu fizyków uważa, że stanowiły one jedną siłę w najwcześniejszym momencie Wielkiego Wybuchu, gdy Wszechświat był niewyobrażalnie gorący i gęsty.
 
Istnieje już satysfakcjonująca teoria „oddziaływań elektrosłabych” jednocząca elektromagnetyzm oraz słabe oddziaływania jądrowe, która ma za sobą potwierdzenie eksperymentalne. Choć silne oddziaływania jądrowe mają swoją własną teorię, zwaną chromodynamiką kwantową, to fizycy uważają, że uczynili pewne postępy w unifikacji chromodynamiki kwantowej i teorii oddziaływań elektrosłabych. Ogromne trudności pojawiają się przy rozszerzaniu programu unifikacji o czwartą siłę – grawitację, ponieważ zasady teorii względności i mechaniki kwantowej stoją ze sobą w sprzeczności.

(c.d.n.)


[1] Pełny tytuł bestsellera Stephena Hawkinga: Krótka historia czasu: od wielkiego wybuchu do czarnych dziur, tłum. Piotr Amsterdamski, Wyd. „Alfa,” Warszawa 1993.
[2] Hawking zadedykował swoją książkę „Jane”, heroicznej żonie, która pielęgnowała go w tej okaleczającej chorobie i wychowywała jego dzieci. Jane Hawking nie pojawia się w znakomitym filmie telewizyjnym nakręconym na podstawie książki, ponieważ w tym czasie ich małżeństwo już się rozpadło. Reporter Londyńskiego Sunday Times, Bryan Appleyard, przeprowadził wywiad z Hawkingami w 1988 roku i każdy, kto czytał szczere komentarze Jane dotyczące filozofii Hawkinga, mógł zauważyć nadchodzące kłopoty.
„Jest pewien aspekt poglądów [Stephena], które irytują mnie coraz bardziej i utrudniają życie z nim”, mówiła Jane Appleyardowi. „Chodzi o to przekonanie, że skoro wszystko jest zredukowane do racjonalnych formuł matematycznych, to na pewno jest prawdziwe. Wydaje się, że w umysłach ludzi zajmujących się tymi sprawami nie ma miejsca na inne rodzaje natchnienia.”
Gdy Jane próbowała spytać Stephena, czy jego teoria kosmosu bez początku i bez Boga jest wysunięta jedynie jako model matematyczny, czy też jest prawdziwa, jedyną odpowiedzią, jaką otrzymywała, był słynny uśmiech Hawkinga. Appleyard komentował: „Pani Hawking, oddana anglikanka, musiała czuć się wtedy, jakby zatrzaśnięto przed nią agnostyczne drzwi.” W innym miejscu tego wywiadu, komentując rosnącą sławę Stephena, Jane stwierdziła, że jej rola przestała polegać na opiekowaniu się chorym człowiekiem i polega „po prostu na przypominaniu mu, że nie jest Bogiem.” (Bryan Appleyard, „A Master of the Universe: Will Stephen Hawking Live to Find the Secret?”, Sunday Times [London], July 3, 1988).
Przytaczam wypowiedzi Jane Hawking nie dlatego, że dotyczą trudności małżeńskich, które mogą przydarzyć się każdemu, ale dlatego, że jej krytyka jest bardzo wnikliwa. Hawking, tak samo jak inni naukowi metafizycy omawiani w tej książce, posiada widoczną potrzebę wtłoczenia rzeczywistości w opakowanie, które może być w pełni zrozumiane za pomocą tego typu logiki, jaką potrafi zastosować jego nauka. Wszystko to, czego nie można zrozumieć w ten sposób, zostaje usunięte poza obręb rzeczywistości – niezależnie od tego, jak dana rzecz jest życiowo ważna. Kto posiada lepsze kwalifikacje do krytyki uproszczonego racjonalizmu i nadmiernego zadufania mężczyzny, jak nie jego żona?
[3] Hawking, Krótka historia..., s. 157.
[4] Hawking, Krótka historia..., s. 161.
[5] Hawking, Krótka historia..., s. 56.
[6] John Polkinghorne, fizyk, pastor anglikański oraz przewodniczący Queens’ College w Cambridge University, przedstawia cenne rozważania na temat nauki i teologii w wykładach Gifforda z 1993 r., opublikowanych pod tytułem The Faith of a Physicist (Princeton University Press, 1994). Polkinghorne charakteryzuje hipotezę Hawkinga „bez początkowego punktu” jako „naukowo interesującą, ale teologicznie bez znaczenia”, ponieważ „idea stworzenia nie zależy od możliwości wskazania daty stworzenia wszechświata... Bóg nie jest Bogiem momentów krańcowych żywo zainteresowanym granicami. Stworzenie nie zostało dokonane piętnaście miliardów lat temu, ono trwa cały czas” (s. 73).
To ujęcie nie pozwala wyjaśnić roli, jaką odgrywa matematyczne wyeliminowanie punktu początkowego w umocnieniu pewności siebie u naukowych naturalistów, pewności, która była zmącona perspektywą przyznania, że naukowo stwierdzono moment stworzenia. Ta koncepcja „bez początkowego punktu” nie jest interesująca naukowo: jest to matematyczny model, który nie ma żadnej empirycznej podstawy, nie pozwala na jakiekolwiek przewidywania i nie generuje żadnego programu badawczego. Jego jedynym celem jest wsparcie metafizycznej zasady, że przyroda zawiera się sama w sobie i w rezultacie jest wieczna.
Prawdą jest, że teologowie mogą przystosować się do nawet najpełniejszego systemu naturalistycznego, stwierdzając, jak zrobił to Polkinghorne, że „Bóg podtrzymuje w istnieniu zamknięte w sobie czasoprzestrzenne jajo i ustanowił kwantowe prawa”, lecz naturaliści postrzegają takie rozumowanie jako obronne i wskazujące jedynie, że teizm jest niefalsyfikowalny. Naukowi naturaliści nie uważają za konieczne czy też możliwe udowodnienie nieistnienia niewykrywalnego prawodawcy podtrzymującego istnienie świata. Chodzi im tylko o wypełnienie naturalistycznego programu na tyle, na ile pozwala obserwowalna rzeczywistość, a całą resztę można pozostawić subiektywnej wyobraźni. Pierwsze słowa Biblii „na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” przedstawiają pogląd bardzo odmienny od prezentowanego przez modernistycznych teologów o niewykrywalnym Bogu, podtrzymującym istnienie zamkniętego w sobie czasoprzestrzennego jaja, które nie ma początku. Gdy naturaliści nakłonili teologów do zrezygnowania z tego pierwszego na rzecz tego drugiego, osiągnęli swój cel.
miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie