Phillip E. Johnson
Wielka metafizyczna opowieść
nauki (cz. XII)
Umysł i materia
Jeden element w tym wymyślonym wymiarze Krótkiej historii czasu polega na opowiedzeniu o początku Wszechświata w sposób zmierzający do uwolnienia naturalistów od strachu przed czynnikami nadprzyrodzonymi, przy jednoczesnym utrzymywaniu w opinii publicznej perspektywy ostatecznej wszechwiedzy. Drugi element dotyczy osobistej historii Hawkinga, szczególnie widocznej w rozgłosie otaczającym jego książkę, a głównie w znakomitym filmie Telewizji BBC, który był nakręcony na podstawie fenomenalnego bestsellera Hawkinga.
Gdy u jeszcze młodego Stephena Hawkinga wykryto chorobę znaną w Ameryce jako zespół Lou Gehriga, Hawking miał powody, by zrezygnować z życia. Jednak zamiast tego żył nie tylko o wiele dłużej, niż przewidywali to lekarze, ale ożenił się, miał dzieci i osiągnął dominującą pozycję w nauce. Dziś jest profesorem matematyki w Cambridge w katedrze, którą niegdyś zajmował Sir Isaac Newton. To, że wydawca książki Hawkinga stawia go na równi z największymi naukowcami, zostało zasugerowane czytelnikom Krótkiej historii czasu bez subtelności przez umieszczenie krótkich biografii Einsteina, Galileusza i Newtona na końcu tej cienkiej książki.
Gdy widzimy postać Hawkinga w telewizyjnej adaptacji jego książki, dostrzegamy, iż choroba uczyniła go zupełnie bezradnym, niezdolnym do ruszenia się ze swojego wózka, a nawet do normalnego mówienia. Mówi przez syntetyzator głosu, wpisując słowa do komputera, co daje efekt jakby współczesnego wcielenia wyroczni delfickej czy też superkomputera o imieniu Hall z filmu Odyseja kosmiczna 2001. Myśl, że tak zrujnowane ciało może zawierać umysł zdolny do zgłębienia ostatecznych tajemnic Wszechświata, jest rzeczywiście inspirująca. W tym sensie życie Hawkinga stanowi archetyp całej sagi nauki, ponieważ jest opowieścią o potędze umysłu, pozwalającej przedrzeć się przez mgłę uprzedzeń oraz ignorancji i dostrzec niewidzialną rzeczywistość, kryjącą się poza nimi. Historia tego człowieka, Stephena Hawkinga, w jej wymiarze mitologicznym, który ma wiele wspólnego z jego ogromną popularnością, to historia zwycięstwa umysłu nad materią.
Na ironię zakrawa fakt, że wytworem tego heroicznego umysłu jest redukcjonistyczna nauka, która redukuje rolę umysłu do jedynie nie mającej znaczenia ubocznej atrakcji materialistycznego wszechświata. Hawking nie stawia tego problemu bezpośrednio, ale wychodzi on na powierzchnię w jego książce przez uznanie, że fizyczna teoria wszystkiego odnosi się sama do siebie i dlatego jest potencjalnie niespójna. Działalność naukowa zakłada, że istoty ludzkie – w każdym razie naukowcy – są istotami racjonalnymi, które potrafią dokładnie obserwować przyrodę i stosować logiczne rozumowania, by zrozumieć rzeczywistość ukrytą pod powierzchnią zjawisk. Jednak jeśli istnieje teoria wszystkiego, to prawa, które opisuje, determinują nawet myśli i działania naukowców, którzy chcą odkryć tę teorię. Jak w takim razie, zastanawia się Hawking, naukowcy mogą ufać swej własnej zdolności rozumowania? Skąd mogą wiedzieć, że prawa fizyki przewidują czy dopuszczają odkrycie prawdziwej teorii?
Filozofia naturalistyczna pozwala w pewien sposób uciec od tej zagadki i Hawking go wykorzystuje. Jedynym potwierdzeniem rozumowych zdolności umysłu, które może dostarczyć nauka, jest darwinowska zasada doboru naturalnego, wyjaśniająca wszystkie cechy przystosowawcze organizmów odwołując się do sukcesu reprodukcyjnego. Teoria ta stwierdza, że ewolucja nagradzała te organizmy, które były najlepsze w wyciąganiu poprawnych wniosków na temat świata i zgodnie z nimi odpowiednio działały, uciekając przed drapieżnikami, szukając partnerów itp. Poprawnie myślące organizmy przypuszczalnie przodowały w zdolności przetrwania i reprodukcji, dzięki czemu pozostawiały więcej potomstwa niż konkurenci, popełniający więcej błędów. Ta zdolność do poprawnego wyciągania wniosków mogła w końcu rozszerzyć się na całą populację. Hawking mówi: „Jeśli jednak Wszechświat rozwija się w sposób regularny, to możemy oczekiwać, że zdolności myślenia, jakie nabyliśmy dzięki doborowi naturalnemu, okażą się przydatne w poszukiwaniu pełnej teorii, nie wywiodą nas zatem na manowce fałszywych wniosków.” [1]
Ale nie można uniknąć problemu samoodniesienia przez przywołanie innej teorii. Teoria Darwina jest tylko kolejnym wytworem ludzkiego umysłu, którego sposób rozumowania jest wciąż kierowany przez tę hipotetyczną teorię wszystkiego, tak więc problem pewności zostaje jedynie przesunięty, a nie rozwiązany. W każdym razie darwinowski dobór naturalny nagradza tylko sukces w przekazywaniu potomstwa, a przypuszczenie, że zdolności do abstrakcyjnego myślenia sprawiają, iż ich posiadacze pozostawią bardziej żywotne potomstwo niż stworzenia, które jedynie skromnie są tą zdolnością obdarzone, nie jest oparte ani na wynikach eksperymentów, ani nie jest nawet trochę przekonujące. Zgodnie z kryteriami Darwina mózgi szczurów i karaluchów tak samo służą sukcesowi reprodukcyjnemu jak mózg człowieka, co jest szczególnie widoczne, gdy zauważymy, że „dostosowanie” ludzkiego mózgu musi być oceniane z perspektywy prymitywnych warunków, w których przypuszczalnie wyewoluował. Wystarczy zwrócić uwagę na dziedziczną chorobę Hawkinga, by w pełni zdać sobie sprawę z tego, jak niewiele dar zaawansowanych zdolności matematycznych ma wspólnego ze zdolnością do pozostawienia żywotnego potomstwa.
Są, oczywiście, sposoby na pozbycie się tej obiekcji. Pomysłowy darwinista zawsze może przyjąć, że zdolność rozwiązywania równań zawierających czas urojony rozwinęła się jako korzystny produkt uboczny skromniejszych cech umysłu, które pozwoliły na sukces reprodukcyjny. Problem z tego typu wyjaśnieniami nie polega na tym, że mogą one okazać się nieprawdą, ale na tym, że nie posiadają żadnej wartości, gdyż za ich pomocą można wyjaśnić występowanie każdej cechy. Równie dobrze można spekulować – bez jakiegokolwiek doświadczalnego potwierdzenia – że zdolność do rozwiązywania równań jest wtórnym efektem wytworzonym przez gen odpowiedzialny za wysoką jakość nasienia albo ładnie ukształtowany nos.
Choć powołanie się na darwinowski dobór naturalny nie rozwiązuje problemu samoodniesienia, to zasługą Hawkinga pozostaje zwrócenie uwagi czytelników na ten problem, gdyż w rzeczywistości wskazuje on, że teoria, która jest wytworem umysłu, nigdy nie może w adekwatny sposób wyjaśniać umysłu, który ją wytworzył. Opowieść o wielkim naukowym umyśle, który odkrywa absolutną prawdę, jest satysfakcjonująca tylko dopóty, dopóki uznajemy umysł za dany. Jeśli próbujemy wyjaśnić umysł, jako produkt swych własnych odkryć, to stajemy w pomieszczeniu z lustrami bez możliwości wyjścia. To tak, jakby uczeń Zygmunta Freuda wyjaśniał, że teoria jego mistrza o kompleksie Edypa jest wytworem nieświadomej chęci Freuda, by zabić swego ojca i poślubić matkę. Teoria ta nadal mogłaby być prawdziwa, ponieważ Freud mógł być akurat podobny do innych ludzi pod tym szczególnym względem, ale z pewnością nie polegalibyśmy na autorytecie Freuda przy rozstrzyganiu jej prawdziwości.
Przypisywanie powstania jakiejś idei nieuświadomionym irracjonalnym pożądaniom lub siłom fizycznym daje ten sam skutek, co wskazanie, że sędzia otrzymał sporą ilość gotówki od jednego z procesujących się. Fakt ten absolutnie nie dowodzi tego, że werdykt, który zapadł, był niezgodny z prawem lub dowodami, ponieważ procesujący się mógł przekupić sędziego na rzecz słusznej sprawy, ale danie łapówki bardzo mocno sugeruje coś przeciwnego.
(c.d.n.)


Komentarze
Pokaż komentarze (1)