miepaj miepaj
216
BLOG

Wielka metafizyczna opowieść nauki (cz. XIII)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 3

  Phillip E. Johnson

 
Wielka metafizyczna opowieść
 
nauki (cz. XIII)
 
 Materialistyczne teorie umysłu
 
Zgodnie z naturą wyjaśniania, jedną rzecz wyjaśnia się przy pomocy czegoś innego, co przyjmuje się jako słuszne, a wyjaśnianie potem tego czegoś przy pomocy tego pierwszego jest niczym więcej niż tworzeniem błędnego koła. Jednak metafizyka naturalistyczna jest tak ponętna, że najznamienitsi uczeni i filozofowie regularnie wykorzystują swoje własne umysły próbując udowodnić, że umysł nie jest „niczym więcej” jak tylko wytworem fizycznych sił i chemicznych reakcji.
 
Jednym z nich jest Francis Crick, biochemik, który jako współodkrywca struktury DNA, jest niemal tak sławny jak sam Hawking. W ostatnich latach Crick zajął się problemem świadomości, a wyraz swoim myślom dał w wydanej w 1994 roku książce, Zdumiewająca hipoteza. Oto jak Crick przedstawia swój punkt wyjścia:
 
"Zdumiewająca Hipoteza brzmi: Ty, Twoje radości i smutki, Twoje wspomnienia i ambicje, Twoje poczucie tożsamości i wolna wola, nie są w rzeczywistości niczym innym niż sposobem, w jaki zachowuje się ogromny zbiór komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek. (...) Hipoteza ta jest tak odległa od poglądów żyjących dzisiaj ludzi, że naprawdę można ją nazwać zdumiewającą." [1]
 
Oczywiście, idea ta nie jest w ogóle niczym zaskakującym dla zaznajomionych z historią nauki współczesnej, ponieważ w szczególności neurouczeni już od dawna przyjęli za oczywiste, że umysł nie jest niczym więcej niż wytworem chemii mózgu. Zdumiewającą czyni tę hipotezę, jak stwierdza Crick, jej sprzeczność ze zdroworozsądkowym obrazem rzeczywistości, przyjmowanym przez większość ludzi, gdy podejmują decyzje odnośnie interesów, zakochują się, czy nawet gdy piszą książki popierające materialistyczny redukcjonizm.
 
Ta niezgodność ze zdrowym rozsądkiem stałaby się widoczna, gdyby Crick przedstawił swą hipotezę w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Wyobraźcie sobie reakcję jego wydawcy, gdyby Crick zaproponował rozpoczęcie swojej książki od oznajmienia: „Ja, Francis Crick, moje sądy i poglądy naukowe a nawet myśli przedstawione w tej książce nie są niczym innym niż zachowaniem ogromnego zbioru komórek nerwowych i związanych z nimi cząsteczek.” Tylko niewielu zapaleńcom chciałoby się czytać dalej. Wiarygodność materialistycznego determinizmu wymaga tego, by robić milczący wyjątek dla teoretyka snującego to przekonanie.
 
Niezależnie od tego, co zdrowy rozsądek może mieć do powiedzenia w tej kwestii, dekonstrukcja umysłu, za którą opowiada się Crick, jest ukryta w metafizycznym materializmie i naturalizmie panującym w naukowej społeczności. Większość biologów, którzy publicznie wyrażają swoje opinie na ten temat, przyjmuje za oczywiste, że w żywych organizmach nie ma żadnej „siły życiowej” czy innego niematerialnego składnika, że złożone organizmy rozwinęły się z prostszych przodków w drodze doboru darwinowskiego i że dlatego też umysł ludzki jest wytworem materialnych sił, dla których znaczenie miał tylko sukces reprodukcyjny. Zgodnie z takim ujęciem, niezależnie od tego, co mogłoby się wydawać niedouczonym ludziom, czym innym mogłyby być umysł i jego myśli, jak nie wytworem biochemii mózgu?
 
Crick nie twierdzi, że materialistyczne rozumienie umysłu zostało udowodnione (naukowa część jego książki ogranicza się do przedstawienia paru próbnych propozycji dla badań mechanizmów widzenia). Twierdzi natomiast, że materialistyczna teoria umysłu jest jedyną wartą poważnego potraktowania. Jedyna alternatywa, jaką sobie wyobraża, to jakiś religijny przeżytek, który wzgardliwie określa „przesądem naszych przodków.” [2]
 
Choć Crick podkreśla, że naukowcy uznają swoje hipotezy tylko za tymczasowe i nie trzymają się ich przez „ślepą wiarę”, to nie jest jasne, co mogłoby go przekonać, że umysł to nie tylko materia. Dla Cricka materializm jest równoznaczny z nauką, a nauka z racjonalnością.
 
Redukcjonizm Cricka nie jest żadną osobliwością. Ten sam przesąd panuje w całej współczesnej nauce, niezależnie od zastrzeżeń, które poszczególni uczeni (którzy także muszą żyć w zdroworozsądkowym świecie) mogą wygłaszać prywatnie. Nie chodzi o to, że podczas pracy naukowcy koniecznie muszą być takimi samymi entuzjastami materializmu, jak Crick. Problem polega na tym, że oni nie wiedzą jak w zasadzie podważyć materializm nie wychodząc na głupków lub sentymentalistów. Materialiści budzą strach, ponieważ wydają się mieć po swojej stronie logikę nauki. Ci sami materialiści są jednak sfrustrowani, ponieważ tak wielu ludzi nie chce przyjąć wniosków, które z redukcjonistycznej nauki w sposób konieczny wypływają. Jak na spotkaniu Amerykańskiej Akademii na rzecz Rozwoju Nauki w 1987 roku żalił się słynny biochemik ze Stanfordu, Arthur Kornberg – zadziwiające jest, „że skądinąd całkiem inteligentni i dobrze poinformowani ludzie, włączając w to lekarzy, tak niechętnie przyjmują przekonanie, że umysł, jako część życia, jest materią i tylko materią.” [3] Jednak z samych przesłanek Kornberga wynika, że jego zdziwienie było nieuzasadnione. Przypuszczalnie jeden rodzaj reakcji chemicznej w mózgu Kornberga powoduje akceptację materialistycznego redukcjonizmu, podczas gdy inny rodzaj reakcji powoduje zwątpienie u wspomnianych lekarzy.
 
Chodzi o wielką stawkę w sporze o to, czy umysł można rzeczywiście wyjaśnić, jako wyłącznie materialny fenomen. Autorytet kapłanów nauki opiera się na powszechnej zgodzie na wielką metafizyczną opowieść nauki, ale zwykli ludzie w widoczny sposób skłonni są w nią wątpić. W tej delikatnej sytuacji rządzący nauką nie mogą pozwolić na rozpowszechnianie rywalizujących opowieści. Nie muszą dziś, ani nawet jutro, być w stanie podać redukcjonistyczne wyjaśnienie umysłu, ale muszą utrzymywać, że tylko ich metody, a nie żadne inne, oparte są na właściwym rozumieniu tego, czym naprawdę jest umysł. Gdyby przyznali, nawet milcząco, że aktywność umysłowa jest ostatecznie zakorzeniona w czymś znajdującym się poza obrębem fizyki i chemii, to rezultat takiego otwarcia na to coś nadprzyrodzonego byłby o wiele rozleglejszy i bardziej niebezpieczny niż ten, związany z osobliwością z początku Wszechświata.
 
Jeśli nauka nie potrafi wyjaśnić fenomenu świadomości, to otwiera się droga dla pewnych konkurencyjnych dyscyplin – szczególnie religii – by wypełnić tę próżnię jakąś inną metafizyczną opowieścią o ogromnym uroku emocjonalnym i wyobrażeniowym. To wyjaśnienie lepiej odpowiadałoby określeniu „teoria wszystkiego”, niż jakiekolwiek, które mogłaby przedstawić fizyka cząstek elementarnych czy biologia ewolucyjna, ponieważ sama nauka jest wytworem umysłu. Ktokolwiek poda wyjaśnienie umysłu, ten wyjaśni naukę i zyska władzę orzekania, jak wielką rolę powinna odgrywać nauka w sprawach umysłu. Nie jest to władza, którą naukowcy dobrowolnie oddadzą filozofom i teologom.

(c.d.n.)


[1] Swój materialistyczny punkt wyjścia Francis Crick przedstawia w książce Zdumiewająca hipoteza: czyli nauka w poszukiwaniu duszy, tłum. Barbara Chacińska-Abrahamowicz i Michał Abrahamowicz, Na Ścieżkach Nauki, Prószyński i S-ka, Warszawa 1997, s. 18. Crick obnosi się ze swym materializmem i jest pokrzepiająco szczery w wyrażaniu pogardy dla alternatyw.
 
[2] Niewyrafinowany poziom rozumienia religii przez Cricka obrazuje następujący komentarz: „Wierzenia poszczególnych, najbardziej rozpowszechnionych religii, są nie tylko ze sobą sprzeczne, ale zarazem, według kryteriów naukowych, powołują się na tak wątłe dowody, że tylko akt ślepej wiary umożliwia ich akceptację. Jeśli wyznawcy jakiejś religii rzeczywiście wierzą w życie pozagrobowe, to dlaczego nie starają się tego ustalić przez rzetelne eksperymenty naukowe?” (Crick, Zdumiewająca hipoteza..., s. 341). Ludzie wierzący mogą pocieszyć się faktem, że Crick z równą pogardą traktuje filozofów: „W ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat [filozofowie] osiągnęli tak marne wyniki, że byłoby lepiej, gdyby dziś zdobyli się na skromność, zamiast obnosić się ze zwykłą sobie dumną wyniosłością.” (Crick, Zdumiewająca hipoteza..., s. 340).
 
[3] Arthur Kornberg, „The Two Cultures: Chemistry and Biology”, Biochemistry 1987, vol. 26 s. 6888-6891. Tekst wygłoszony na dorocznym spotkaniu Amerykańskiej Akademii na rzecz Rozwoju Nauki w Chicago w 1987 roku.
miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (3)

Inne tematy w dziale Technologie