Michał Ostrowski
Projekt w przyrodzie.
Żywe światła (dok.)
Światła w głębinach
Zjawisko bioluminescencji nie ogranicza się tylko do owadów. Rozświetla ono również „krainę wiecznej nocy” – głębiny oceanów, gdzie nie dociera żadne światło. Jeden z harwardzkich biologów ocenił, że aż 75% gatunków żyjących w oceanicznych głębiach posiada zdolność świecenia. [1] Wiele tych organizmów używa wytwarzane światło do oświetlania pola widzenia, rozpoznawania osobników tego samego gatunku, odstraszania przeciwników lub zwabienia zdobyczy. Przykładowo u drapieżnych ryb Ceratiodei żyjących na głębokościach od 500 do 4000 m, narząd świecący znajduje się na końcu wydłużonego promienia płetwy grzbietowej. Ryby te mogą go przesuwać nad głowę lub do wnętrza jamy gębowej i w ten sposób wykorzystują jako wędkę do zwabiania mniejszych drapieżników. Natomiast niektóre krewetki posiadają kolorowe filtry, reflektory i dodatkowe soczewki!
Słyszeliście zapewne również o rybie-latarni (Photoblepharon palpebratus steinitzi). Ta ryba nie wytwarza światła, lecz otrzymuje je od świecących bakterii, co stanowi przykład zdumiewającej symbiozy w przyrodzie. Oczywiście, światło pojedynczej bakterii jest tak nikłe, że człowiek nie jest w stanie je zauważyć. Dopiero kolonia, składająca się z wielu milionów bakterii, dostrzegana jest jako pochodnia. Po wylęgnięciu się nowego osobnika z ikry, bakterie dostają się do jego organów świetlnych. Nie wiadomo dokładnie, jak się to dzieje. W każdym razie u dorosłego osobnika bakterie świetlne umiejscawiają się w postaci owalnie uformowanego organu pod oczami ryby. Poprzez gęsto rozwiniętą sieć bardzo drobnych naczyń krwionośnych (włoskowatych) bakterie te zaopatrywane są w tlen i składniki odżywcze. Bakterie emitują światło ciągłe, ale ryby mają zainstalowaną pewnego rodzaju „roletę”, czarną powiekę, którą mogą opuszczać i w ten sposób „wyłączać” światło. Jeśli ryba chce, może w taki sposób emitować sygnały świetlne.
Zdolność świecenia posiadają również niektóre olbrzymie głębinowe kałamarnice. Można wyobrazić sobie czerń oceanicznych głębi rozświetloną różnobarwnym światłem mknącej jak torpeda kałamarnicy.
Światła na chwałę Stwórcy
Ewolucjonistyczni bajarze wyjaśniający bioluminescencję spekulują, że pojawienie się tego zjawiska jest związane ze zmianą składu chemicznego pierwotnej atmosfery Ziemi, w której zaczął występować tlen będący śmiertelną trucizną dla żyjących wtedy organizmów. Bioluminescencja stała się sposobem, w jaki mogły się go pozbyć. Co jednak najbardziej zdumiewa, to fakt, że zdolność świecenia miała się pojawić w wyniku konwergencji, czyli niezależnego rozwoju podobnych struktur i funkcji u niespokrewnionych organizmów. I choć czasem pada szczere wyznanie, że powstanie bioluminescencji stanowi dla współczesnej nauki tajemnicę, [2] spekuluje się, że ten tak wyrafinowany mechanizm wyewoluował niezależnie około trzydzieści razy u różnych gatunków!
Znacznie bardziej racjonalnym wnioskiem jest jednak taki, że ten kompleksowy system wytwarzania światła musiał mieć mądrego twórcę. On, który sam zamieszkuje „światłość niedostępną”, [3] stworzył światło i pozwolił mu powstawać w różnorodny sposób.
Michał Ostrowski
[Na Początku... 2004, vol. 12, nr 9-10 (185-186), s. 344-349.]
[1] Jeanne Trombly, Cast a Cold Light, Funk and Wagnalls Science Yearbook 1995, s. 54.
[2] Por. Steven H.D. Haddock, Trevor J. Rivers, and Bruce H. Robison, „Can Coelenterates make coelenterazine? Dietary requirement for luciferin in cnidarian bioluminescence”, Proceedings of the National Academy of Sciences USA, 25 September 2001, vol. 98, No. 20, s. 11148 [11148-11151].
[3] „Jedyny, mający nieśmiertelność, który zamieszkuje światłość niedostępną, którego żaden z ludzi nie widział ani nie może zobaczyć: Jemu cześć i moc wiekuista! Amen” (1 Tym 6, 16).


Komentarze
Pokaż komentarze