Michał Ostrowski
Mity darwinizmu (cz. 2)
1. Mit fundamentalistycznego zaślepienia
Zgodnie z tym mitem, darwinizmowi sprzeciwiają się tylko religijni fanatycy. Bowiem któż inny mógłby się wstrzymywać z szybką i ochoczą akceptacją darwinizmu z wyjątkiem bezkompromisowych fundamentalistów? W przekonaniu ewolucjonistów, darwinizm jest samodowodzącą się prawdą. Dla przykładu ewolucyjny biolog, Paul Ewald, stwierdza:
"Masz dziedziczoną zmienność i różnice w przeżywalności i reprodukcji w obrębie tej zmienności. Na tym polega całe piękno. To musi być prawdą, jak arytmetyka. I jeśli na innych planetach istnieje życie, również tam dobór naturalny musi organizować jego podstawowe zasady." [1]
Jeśli darwinizm jest prosty jak arytmetyka, widocznie tylko religijne zaślepienie uniemożliwia szerokiej publiczności zobaczenie tej prawdy.
Może więc odrzucenie darwinowskiej ewolucji wynika z braków w edukacji? Ten argument często pojawia się w publikacjach National Academy of Sciences, National Center for Science Education i National Association of Biology Teachers. Jeśli ta diagnoza jest właściwa, odpowiednia edukacja, przygotowująca ludzi do zrozumienia darwinizmu, powinna zaowocować jego łatwą akceptacją. Problem w tym, że darwiniści od wielu lat mają całkowity monopol w nauczaniu w amerykańskich szkołach, co nie przekłada się jednak na jego powszechną akceptację. Coś jeszcze musi więc hamować przyjęcie prawd darwinizmu. W opinii ewolucjonistów taką blokadą jest religijne zaślepienie panujące nad umysłami ogromnej części Amerykanów, które zabrania im przyjęcie chwały darwinistycznego objawienia za prawdziwe.
Tak więc to, czego pragną darwiniści, to nie więcej utalentowanych popularyzatorów darwinizmu w szkolnych klasach, ale zmuszenie edukacyjnej polityki do zupełnego „przeprogramowania” światopoglądu ludzi. Musi to być strategia wystarczająco agresywna do zdobycia i nawrócenia na darwinizm nawet najbardziej opornych umysłów religijnie „zaprogramowanej” młodzieży. To właśnie dlatego ewolucjoniści w rodzaju Dennetta, aktywnie udzielający się we wszystkich możliwych ruchach na rzecz „wolności i demokracji”, nawołują do poddawania religijnych rodziców kwarantannie. Dla przekonanych ewolucjonistów jest niedorzeczne, że błąd może leżeć w ich teorii, a ludzie po prostu to dostrzegają.
Dla ewolucjonistów mit fundamentalistycznego zaślepienia usprawiedliwia wszelkie formy ataków personalnych, zarzucanie oponentom wręcz przestępstwa i ich demonizowanie. To dlatego odpowiadając na głosy krytyków, darwiniści rutynowo rozpoczynają od wyzwisk i innych argumentów ad personam. Nikt nie może ośmielić się dać wyraz swojemu sceptycyzmowi wobec darwinizmu bez narażenia się na przezwisko kreacjonisty (to jest zwykle pierwszy, rutynowy krok praktykowany przez darwinistów odpowiadających na taki sceptycyzm), co w obecnym intelektualnym klimacie jest równoważne np. z kimś, kto kwestionuje holokaust, wierzy w płaską Ziemię czy w horoskopy. Przy czym kreślony obraz kreacjonizmu dotyczy tylko tego, rozumiejącego dosłownie Księgę Rodzaju, czyli że Stwórca stworzył całą biosferę w ciągu sześciu 24-godzinnych dni kilka- kilkanaście tysięcy lat temu.
2. Mit prometeizmu
Z poprzednim mitem ściśle wiąże się kolejny, mianowicie mit prometeizmu. Jeśli darwinizmowi sprzeciwia się głównie religijnie zaślepione pospólstwo, to wynika z tego, że inteligentni i prawdziwie mężni są jedynie ci, którzy w pełni akceptują darwinizm i jego wszystkie konsekwencje. W oryginalnym micie tytan Prometeusz zaniósł ludzkości ogień i w ten sposób dał jej jakąś kontrolę nad naturą (czyli to, co wcześniej było zarezerwowane tylko dla bogów). Naraził się przez to na ich gniew i okrutną karę. Z wyroku bogów Prometeusz został przykuty do górskiej skały, gdzie po wsze czasy codziennie miał doń przylatywać orzeł i wyszarpywać mu odrastającą ciągle wątrobę. Postać Prometeusza symbolizuje więc heroizm i wyzwalanie się z niewiedzy i przesądów. W miejsce wygodnego mitu, który zapewniał nas, że mamy swoje wyjątkowe miejsce w porządku rzeczy, Prometeusz uczy nas z pogardą odrzucać bogów i spojrzeć prawdzie w oczy bez strachu.
Ewolucjoniści z lubością stylizują się na następców Prometeusza w oświecaniu nieokrzesanej reszty ludzkości. Widzą siebie jako jej dobroczyńców przynoszących światło nauki, które objawia nam trudną prawdę o naszym biologicznym pochodzeniu i dzięki temu wyzwala nas z pogrążonych w mrokach barbarzyństwa religijnych przesądów przeszłości.
Darwinizm oferuje spojrzenie na organiczny świat jako na wielką rywalizację o życie, gdzie jednak każde żywe stworzenie jest ostatecznie skazane na zagładę. To prawda, jest to nieco gorzka pigułka, ale to najlepsze lekarstwo, jakie mamy. Religia dla kontrastu jest tylko formą „opium dla ludu”, które skutkuje tym, że przez życie idziemy ślepo akceptując baśnie o naszym pochodzeniu, równie ślepo jak baśnie o życiu, które sięga poza śmierć (zrównywanie języka baśni i bajek z językiem religii jest ulubionym zajęciem co bardziej ekstremalnych darwinistów w rodzaju noblisty Stevena Weinberga).
Mit prometeizmu był dla darwinistów w publicznej debacie prawdziwą żyłą złota, dzięki której ich propaganda święciła tryumfy. Weźmy dla przykładu film „Inherit the Wind” (znany w polskiej wersji jako „Kto sieje wiatr”), czyli fikcyjne przedstawienie „małpiego procesu Scopesa”, gdzie siła naukowego postępu w szatach darwinizmu starła się z prowincjonalną religijną bigoterią i przesądami. Film ten przedstawia darwinizm jako obrońcę naukowej prawdy i uczciwości, a także wielkiego wyzwoliciela z religijnych przesądów. Opierając się tylko na filmie, który uczciwy człowiek nie opowie się za darwinizmem? Oczywiście, faktyczny przebieg wypadków był zupełnie inny. Clarence Darrow, który zwyciężył w procesie Scopesa, starannie ukrył fakt, że darwinizm nigdy nie stał się obiektem rzetelnej naukowej analizy.
Jakkolwiek mit prometeizmu ma tak wzniosłe ideały, dla wielu ewolucjonistów dostarcza on usprawiedliwienia własnego poczucia wyjątkowości i snobizmu. Dzielą oni świat na ciemnogród, który odrzuca ewolucjonizm i jego konsekwencje, i światłych przedstawicieli ludzkości (mają na myśli siebie samych), którzy go akceptują. Weźmy przykładowo usiłowania Dawkinsa i Dennetta, którzy chcą uczynić ateizm bardziej powabnym dla szerszej kultury. Bardzo zazdroszczą oni homoseksualistom, którym udało się zawłaszczyć przymiotnik „gay” (wesoły, barwny), tak że zaczął on również pełnić funkcję rzeczownikową – do określania homoseksualistów. Dawkins proponuje w związku z tym, aby słowo „bright” (światły, błyskotliwy) zaczęło pełnić taką samą rolę w odniesieniu do ateistów, w jakim słowo „gay” pełni w odniesieniu do homoseksualistów. Wyjaśnia on:
"Paul Geisert i Mynga Futrell z Sacramento w Kalifornii wytyczyli kierunek do stworzenia nowego słowa, nowego „geja”. Tak jak „gay”, przymiotnikowe znaczenie tego nowego słowa powinno się przekształcić w rzeczownikowe, choć bez znaczącej zmiany swojego oryginalnego znaczenia. Tak jak „gay” słowo to powinno być pociągające. [...] Tak jak słowo „gay”, powinno być pozytywne, ciepłe, serdeczne, światłe. Światłe? Tak, światłe. „Światły” [bright] jest tym słowem, nowym rzeczownikiem. Jestem światły. Ty jesteś światły. Ona jest światła. My jesteśmy światli. Czy to nie jest właściwy czas, abyś wystąpił jako człowiek światły? Czy ona jest światła? Nie mogę wyobrazić sobie pokochania kobiety, która nie jest światła. Internetowe strony http://www.celebatheists.com przedstawiają licznych światłych intelektualistów i innych sławnych ludzi. Światli stanowią 60% amerykańskich naukowców, światłymi jest aż 93% z tych naukowców, którzy są wystarczająco dobrzy, aby zostali wybrani do elitarnej National Academy of Sciences (odpowiadają oni członkom Royal Society). [...] Ludzie niechętni wobec słowa „ateista” mogliby być szczęśliwi, gdyby zadebiutowali jako światli. Światłą jest osoba, której światopogląd wolny jest od nadprzyrodzonych i mistycznych elementów. Etyka i działania światłych oparta jest o naturalistyczny światopogląd. [...] Możesz podpisać się jako kolejny światły na www.the-brights.net." [2]
Analogiczną myśl wyraża Dennett, którego Stephen J. Gould nazwał „amerykańską tubą Dawkinsa”:
"Nadszedł dla nas, światłych, czas, aby wyjść z cienia. Któż jest światłym? Światłą jest osoba z naturalistycznym światopoglądem – w przeciwieństwie do nadnaturalistycznego. My, światli, nie wierzymy w duchy, elfy, wielkanocnego królika czy w Boga. Różnimy się w wielu sprawach i mamy różne opinie na temat moralności, polityki i sensu życia, ale nie wierzymy w czarną magię i życie po śmierci. [...] W istocie jesteśmy moralnym kręgosłupem narodu [...]." [3]
Oczywiście, od czasu, gdy ateistyczny światopogląd karmi się darwinizmem (nie kto inny jak sam Dawkins stwierdził, że to Darwin sprawił, iż dziś „ateizm jest w pełni satysfakcjonujący intelektualnie”), [4] implikuje to, że „światli” powinni być również darwinistami. Być może w przyszłości zamiast o „wielkiej” czy „niebezpiecznej” przeczytamy artykuły i książki o „światłej idei Darwina”.
3. Mit odniesionego zwycięstwa
Dzięki trzeciemu mitowi darwinizm może kuglarsko chronić się przed uzasadnioną krytyką. Kiedy taka krytyka pojawia się, zwykle jest ona odrzucana bez adekwatnej odpowiedzi, czasem zbywana garścią nieistotnych dla problemu technicznych szczegółów (próba odwrócenia uwagi i zamazania meritum problemu), czasem koncentruje się na rzeczach drugorzędnych, a czasem – kiedy można – taka krytyka jest po prostu ignorowana. Dzięki temu mitowi ludzie generalnie zapomnieli, że darwinizm nigdy nie spotkał się z rzetelną krytyką i nigdy nie był porządnie uzasadniony. W powszechnym mniemaniu ponieważ taka krytyka nie zdołała pokonać darwinizmu, musiała być bezwartościowa i obalona. Dlatego uważa się ją za „skompromitowaną i już dawno odrzuconą”. Krytyka może co najwyżej dotyczyć jakichś przestarzałych koncepcji biologii ewolucyjnej. W ten sposób każda krytyka ewolucjonizmu, chociażby najzupełniej zasadna, szybko odchodzi w zapomnienie. (Przynajmniej tak się rzeczy miały w przeszłości. Obecnie się to zmienia dzięki intelektualnej wspólnocie, która głośno krytykuje darwinizm i coraz skuteczniej przebija się przez mur darwinistycznej mitologii, nie dając się zastraszyć ewolucjonistycznym cenzorom.)
Przypadek Michaela Behe’ego jest ostatnim przykładem działania mitu odniesionego zwycięstwa. Wiele biochemicznych systemów to bardzo złożone i wyrafinowane molekularne maszyny, w których każdy podzespół jest konieczny do zachowania funkcji takiego systemu. Systemy tego typu Behe w swojej książce Darwin’s Black Box [5] określił jako nieredukowalnie złożone. Co więcej, jak udokumentował to Behe, takie systemy nie mogą powstać na drodze darwinowskiej ewolucji. W rzeczy samej wspólnota biologów nie potrafi wiarygodnie wyjaśnić powstania takich systemów, oferując jedynie zatrzęsienie życzeniowych spekulacji.
Pomimo tego ewolucyjni biologowie rutynowo deklarują, że tezy Behe’ego zostały zdecydowanie odrzucone i nawet przedstawiają długą listę opracowań i artykułów, w których tezy Behe’ego mają być sfalsyfikowane. Ale co się stanie, gdy ktoś sprawdzi tę biologiczną literaturę, która ma obalać tezy Behe’ego? Filozof, David Ray Griffin, który nie jest sympatykiem tez Behe’ego ani zwolennikiem teorii projektu, zauważa:
"Odpowiedź na powtarzaną tezę Behe’ego [że biologiczna literatura nie zawiera empirycznych i testowalnych wyjaśnień ewolucji systemów nieredukowalnie złożonych] była taka, że, oczywiście, nie przeczytałem właściwych książek. Zostałem zapewniony, że istnieją ewolucjoniści, którzy opisali, jak takie transformacje mogły zachodzić. Jednak kiedy spytałem, w jakich książkach mogę znaleźć takie opisy, nie otrzymywałem odpowiedzi, a kilka takich książek, po ich sprawdzeniu, nie zawierało obiecanych wyjaśnień. To, że takie wyjaśnienia istnieją, wydaje się powszechnie akceptowane, ale nie spotkałem jeszcze nikogo, kto wiedziałby, gdzie one istnieją." [6]
Dobrze jest przyjrzeć się, jak to wygląda w praktyce. Zwykle polega to na stanowczym zapewnieniu, że koncepcja nieredukowalnej złożoności została błyskawicznie sfalsyfikowana na empirycznym i teoretycznym gruncie. Tutaj odsyła się pytającego do niektórych fachowych artykułów. Czym się jednak okazują obiecane „empiryczne i świetnie potwierdzone wyjaśnienia ewolucji systemów nieredukowalnie złożonych” po sprawdzeniu tych artykułów?
Najlepszą chyba ocenę neodarwinowskich hipotez powstania systemów złożonych dał biolog molekularny, Franklin Harold. Jest on ewolucjonistą, dlatego trudno podejrzewać go o specjalną sympatię dla twierdzeń kreacjonizmu. W książce The Way of the Cell, wydanej przez renomowane wydawnictwo Uniwersytetu w Oxfordzie, skrytykował koncepcję rozumnego projektu w biologii. Stwierdził on:
"Jako fundamentalną zasadę powinniśmy odrzucać substytut inteligentnego projektu w dialogu przypadku i konieczności."
Kilka zdań dalej szczerze wyznał:
"Jednak musimy przyznać, że nie ma obecnie szczegółowych darwinowskich wyjaśnień ewolucji jakiegokolwiek biochemicznego lub komórkowego systemu, są tylko liczne życzeniowe spekulacje." [7]
Ile warte są takie neodarwinowskie historyjki, wie również Lynn Margulis, znana biolog, twórczyni – obecnie powszechnie przyjętej – teorii symbiotycznego pochodzenia komórki eukariotycznej:
"Jak słodka przekąska, która na krótko zaspakaja nasz głód, ale nie dostarcza wartościowego pożywienia, tak neodarwinizm zaspakaja intelektualną ciekawość abstrakcjami pozbawionymi faktualnych detali, dotyczących czy to metabolizmu, czy biochemii, czy ekologii, czy historii naturalnej." [8]
Suchej nitki na ewolucjonistycznych spekulacjach nie zostawił również James Shapiro, biochemik i mikrobiolog z Uniwersytetu Chicagowskiego. W 1996 r. w swojej recenzji książki Michaela Behe’ego Darwin’s Black Box stwierdził on:
"Nie istnieją szczegółowe darwinowskie wyjaśnienia ewolucji jakiegokolwiek fundamentalnego biochemicznego lub komórkowego systemu, nie licząc zatrzęsienia życzeniowych spekulacji. To niepojęte, że darwinizm jest akceptowany jako satysfakcjonujące wyjaśnienie dla tak rozległego tematu – ewolucji – na podstawie tak słabego zbadania, jak dobrze jego tezy sprawdzają się w specyficznych przypadkach biologicznej adaptacji lub różnorodności." [9]
Takie życzeniowe spekulacje biorą zwykle za punkt wyjścia jakieś podobieństwo układu nieredukowalnie złożonego z innym, po czym przechodzi się do spekulowania, jak taki wyjściowy układ mógł ewoluować, a wraz z nim równolegle funkcje tego systemu (koewolucja). Dla przekonanych ewolucjonistów takie życzeniowe spekulacje są wszystkim, czego potrzebują, by odrzucić argument z nieredukowalnej złożoności. Jednak wątpiący nie chcą słuchać zapewnień o niewyobrażalnej kreatywnej mocy doboru naturalnego, ale chcą się dowiedzieć, jak konkretnie dobór naturalny może wytwarzać takie systemy i skąd o tym wiemy.
Zapewnienia ewolucjonistów dowodzą nie tego, że tezy Behe’ego zostały empirycznie sfalsyfikowane, ale tego tylko, że większa część społeczności biologów odrzuca te tezy. A to ważna różnica.
(dok. nastąpi)
[1] Cyt. za: Judith Hooper, „A New Germ Theory”, The Atlantic Monthly February 1999, vol. 283, No. 2, s. 41-53; http://tiny.pl/h2jjh.
[2] Richard Dawkins, „The Future Looks Bright”, Guardian 21 June 2003; http://tiny.pl/h2jkw.
[3] Daniel C. Dennett, „The Bright Stuff”, New York Times 12 July 2003, section A, s. 11.
[4] Richard Dawkins, Ślepy zegarmistrz czyli, jak ewolucja dowodzi, że świat nie został zaplanowany, Biblioteka Myśli Współczesnej, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1994, s. 28.
[5] Michael J. Behe, Darwin’s Black Box. The Biochemical Challenge to Evolution, Free Press, New York 1996.
[6] David Ray Griffin, Religion and Scientific Naturalism, State University of New York Press, Albany 2000 (cyt. za: Dembski, „The Myths...”, s. 14).
[7] Franklin M. Harold, The Way of the Cell: Molecules, Organisms and the Order of Life, Oxford University Press, Oxford 2001, s. 205.
[8] Lynn Margulis, Acquiring Genomes: A Theory of the Origins of Species, Basic Books, New York 2002, s. 103.
[9] James A. Shapiro, „In the details... What?”, National Review 16 September 1996, vol. 48, Issue 17, s. 62-65 (cyt. za: William A. Dembski, „The Primacy of the First Person: Reply to Ray Kurzweil”; http://tiny.pl/h2js5).


Komentarze
Pokaż komentarze (11)