Michał Ostrowski
Mity darwinizmu (dok.)
4. Mit nieuchronnego naukowego postępu.
W przeciwieństwie do propagandy, rozwój nauki to nie nieuchronny postęp, który posuwa naprzód front wiedzy. Nauka to raczej połączona sieć teoretycznych i faktualnych twierdzeń o świecie, które są bezustannie modyfikowane, poprawiane i gdzie jedna zmiana w jakiejś części takiej sieci może skutkować radykalnymi zmianami w innej. W szczególności dotyczy to twierdzeń, które musiały zostać wycofane, gdy ktoś zaczął dokładnie je sprawdzać. Przykładowo w XIX w. status ortodoksji w geologii uzyskała teoria geosynklinarnego powstawania pasm górskich. Teoria ta zakładała, że wielkie niecki, znane jako geosynkliny wypełniały się osadami, a stopniowo stając się niestabilne, zapadały się, dzięki czemu fałdowały się tworząc pasma gór. Na zadane w latach 60-tych ubiegłego wieku pytanie „jak powstawały góry” padała pewna odpowiedź, że teoria geosynklin świetnie tłumaczy ten problem. Wydanie z 1960 r. podręcznika Clarka i Stearna Geological Evolution of North America zapewniało, że teoria geosynklin ma podobny status, jak teoria powstawania gatunków przez dobór naturalny. Clark i Stearn obwieszczali:
"Teoria geosynklin jest jedną z największych unifikujących podstaw w geologii. Jej rola w wielu przypadkach jest podobna do tej, jaką ma teoria ewolucji, integrująca wiele gałęzi nauk biologicznych. Teoria geosynklin jest fundamentalnie istotna dla sedymentacji, petrologii, geomorfologii, formowania się złóż rud, strukturalnej geologii, geofizyki i w istocie dla wszystkich gałęzi geologii. [...] Tak jak doktryna ewolucji jest powszechnie zaakceptowana wśród biologów, tak również geosynklinarne pochodzenie głównych systemów górskich jest ustaloną zasadą w geologii." [1]
I cóż się stało z teorią geosynklin? W ciągu kilkunastu lat teoria płyt kontynentalnych, która tłumaczyła powstawanie gór jako efekt ruchów płyt kontynentalnych, zdecydowanie wyparła teorię geosynklin. Historia nauki pełna jest takich zwrotów, gdzie stanowcze naukowe zapewnienia zostawały szybko usuwane z naukowej literatury.
W przypadku teorii geosynklin była ona od początku do końca błędna. Kiedy zaproponowano teorię płyt tektonicznych i ruchów konwekcyjnych, teoria geosynklin upadła całkowicie. Czasem jest jednak tak, że teoria naukowa nie jest całkowicie błędna. Oferuje ona pewne prawdziwe tezy. Jednak dalsze badania wymagają rewizji takiej teorii. Często przyjmuje to formę zawężenia wyjaśnień takiej teorii – kolejne badania ujawniają ograniczenia takiej teorii. Tak się stało z mechaniką Newtona. Dawniej fizycy wierzyli, że ma zastosowanie do dynamiki całego wszechświata. Maxwell, Einstein i Heisenberg pokazali jednak, że mechanika ta jest jednak ograniczona i dla obiektów bardzo małych, a także dla poruszających się z wielkimi prędkościami nie sprawdza się– potrzebna jest mechanika relatywistyczna i kwantowa.
W przypadku teorii doboru naturalnego zakres jej wyjaśniania jest znacznie bardziej ograniczony, niż chce to przyznać większość ewolucjonistów. W szczególności wielkoskalowe ewolucyjne zmiany, strukturalne i funkcjonalne transformacje nie mogą być adekwatnie wyjaśnione przez selekcyjny mechanizm darwinowski.
Czasem stare teorie są całkowicie zarzucane i zastępowane nowymi – taki los spotkał teorię geosynklin. Czasem są one ograniczane – jak newtonowska fizyka. Wniosek z tego, że twierdzenia naukowe są zmienne, hipotetyczne, dlatego tak ważne jest krytyczne myślenie i brak dogmatyzmu w uprawianiu nauki. W nauce – w przeciwieństwie do religii – nie ma proroków nieomylnie głoszących prawdę. Dlaczego jednak tak ważne jest obnażanie słabości darwinizmu wraz z otaczającymi go mitami? Dlatego, że nie jest to naukowa teoria, ale ideologia, substytut mitu o stworzeniu. Oryginalna propozycja Darwina była całkiem skromna: organizmy adaptują się do środowiska w rezultacie zmienności i doboru naturalnego. Na tym poziomie teoria Darwina jest niekontrowersyjna i dobrze uzasadnia niewielkie ewolucyjne zmiany. Ale tej samej teorii używa się do wyjaśnienia powstania złożoności i zróżnicowania całego ożywionego świata. I wyjaśniając wszystko w biologii, staje się również wyjaśnieniem wszystkiego poza nią. Jak zauważa matematyk i filozof, David Berlinski, w marcowym wydaniu Commentary z 2003 r.:
Termin „darwinizm” przynosi sugestię świeckiej ideologii, całościowego systemu wierzeń. Tak bez wątpienia jest. Teorii Darwina darwinowscy biologowie używają do wyjaśniania rozmaitych rzeczy: rozwoju dwunożnego chodu, tendencji do śmiechu, gdy nas coś rozbawi, otyłości, anorexia nervosa, negocjacji w biznesie, preferencji do tropikalnych krajobrazów, ewolucyjnego korzenia politycznej retoryki, macierzyńskiej miłości, dzieciobójstwa, formowania się klanów, małżeństwa, rozwodów, pewnych komicznych odgłosów, pogrzebowych zwyczajów, formowania się regularnych form czasowników, altruizmu, homoseksualizmu, feminizmu, chciwości, romantycznej miłości, zazdrości, wojen, monogamii, poligamii, cudzołóstwa, faktu, że mężczyźni są świniami, rekurencji, ekshibicjonizmu, sztuk abstrakcyjnych i wierzeń religijnych wszystkich odmian. [2]
Takie ambicje darwinizmu nie musiałyby być zresztą czymś złym, gdyby nie przedstawiano go tak dogmatycznie. Ale, niestety, zrobiono z niego dogmat, przeciw któremu niedopuszczalna jest jakakolwiek herezja. Darwinizm osiągnął status nienaruszalnej świętości, stał się dziwaczną hybrydą religijnego dogmatyzmu z naukową terminologią. To bardzo nieszczęśliwa kombinacja. W rezultacie każda krytyczna sugestia w stosunku do ewolucjonizmu napotyka w odpowiedzi nieludzki dogmatyzm. Nie chodzi o to, że darwiniści są nieobiektywni w ocenie swojej teorii. Żaden naukowiec zaangażowany w rozwijanie jakiejś teorii nie wyrzeknie się jej przecież łatwo. Oczywistością jest, że naukowcy są zaangażowani w obronę takiej teorii i są przekonani, że zasadniczo jest ona właściwa. Ale naukowcy z dogmatycznym podejściem zaczynają od założenia, że nie może ona być błędna. Tacy dogmatyczni naukowcy traktują swoją teorię jako nienaruszalną, a jej krytyków przedstawiają jako moralnie i intelektualnie niedorozwiniętych.
To jest przyczyna, dlaczego większość odpowiedzi na krytykę ewolucjoniści rutynowo zaczynają się od ataków personalnych, mających na celu podważenie wiarygodności takich krytyków. Jedyną drogą do ustrzeżenia się przed takim dogmatyzmem jest branie na poważnie sprawdzonej myśli, że człowiek jest omylny. I branie tego na serio. Ludzka słabość jest faktem i czasami pojawia się w nieoczekiwanych miejscach.
Chociaż ewolucjonistyczny dogmatyzm i cenzurowanie krytycznych poglądów w akademickiej kulturze jest zjawiskiem powszechnym, dużo trudniej przekonać do darwinizmu szeroką publiczność. Pomimo zupełnego monopolu ewolucjonistów w publicznym nauczaniu, kolejne badania Instytutu Gallupa dowodzą, że tylko około 10% Amerykanów akceptuje darwinizm. Cała reszta przychyla się do różnych odmian kreacjonizmu – od koncepcji bezpośredniego stworzenia po ideę sterowanej przez Stwórcę ewolucji.
Trzeba tu zaznaczyć, że naukowe prawdy nie zależą od głosowania, ani od popularności, jakimi cieszą się w społeczeństwie. Jednak zdecydowane odrzucenie darwinizmu przez przytłaczającą większość społeczeństwa daje sporo do myślenia. Dlaczego wspólnocie biologów, w której zdecydowanie dominują ewolucjoniści, nie udało się przekonać większości, że to właśnie dobór naturalny, operujący na przypadkowej zmienności, odpowiada za różnicowanie się życia? Pytanie jest tym istotniejsze, że przy innych teoriach społeczeństwo raczej na wiarę przyjmuje ugruntowane w naukowej wspólnocie przekonania (pomijając już to, że w naszej kulturze nauka w ogóle cieszy się szczególnym prestiżem). Dlaczego więc takie kłopoty ma darwinizm? Zwykle odpowiada się na to, że to religijni fanatycy tak zaślepili umysły swoje i innych, że nie są w stanie przyjąć darwinowskiej prawdy. Jednak, po pierwsze, w naszej kulturze nauka ma również bardzo wysoką pozycję porównywalną z pozycją religii, a po wtóre, wiele religijnych tradycji bez problemów ułożyło się z ewolucjonistycznymi koncepcjami (jak choćby akceptacja papieża Jana Pawła II dla pewnych form ewolucjonizmu).
Przyczyna odrzucenia ewolucjonizmu jest inna. Po prostu ludzie widzą, że darwinowski mechanizm jest dalece niewystarczający do wyjaśnienia powstania złożoności życia. Twarde świadectwo powoływane na potwierdzenie darwinizmu jest bardzo ograniczone – dotyczy np. zmian kształtów i rozmiarów dziobów zięb, zmian w ubarwieniu kwiatów, czy nabywania przez bakterie oporności na antybiotyki. Jednak wedle darwinistów ten sam mechanizm, który jest odpowiedzialny za zmiany kształtu dzioba zięb, odpowiada również za powstanie samych zięb. Dla darwinistów taka ekstrapolacja jest zupełnie wiarygodna. Większość społeczeństwa pozostaje jednak słusznie nieprzekonana.
Podsumowując, nie ma powodu, by dalej wierzyć Dawkinsowi, że ci, co odrzucają ewolucjonizm, to osoby głupie, złośliwe czy niedouczone. Darwinizm spotykał się ze stałą fachową krytyką, nawet zanim Darwin opublikował swoje wiekopomne dzieło O powstawaniu gatunków (przykładowo: prace Louisa Agassiza, St. George’a Mivarta, Richarda Goldschmidta, Pierre'a Grasségo, Geralda Kerkuta czy Michaela Polanyiego). Niestety, ponieważ darwinizm obwarowano opisywanymi mitami, taka krytyka nie była w stanie go podważyć.
Król jest nagi
Dembski kończy swój tekst przedstawieniem celów książki, którą zredagował. Rzecz jasna, jest ona polemiką z omawianymi przez niego mitami darwinizmu. Choć Dembski zdaje sobie doskonale sprawę, że jedna książka wiele w tej materii nie zmieni, jednak może być ona kolejnym krokiem w odbrązawianiu darwinizmu. Jej tytuł, Uncommon Dissent (niezwykłe odstępstwo), jest grą słów z pojęciem common descent (wspólne pochodzenie), a na treść jej składają się artykuły i eseje intelektualistów spod różnych znaków, którzy odrzucili darwinizm. Są wśród nich zarówno osoby wierzące (np. katolik Michael Behe, czy protestant Phillip E. Johnson), co i agnostycy, jak Michael Denton. Łączy ich właśnie sceptycyzm wobec darwinizmu. Dembski wyraża nadzieję, że rzetelna, krytyczna refleksja na temat darwinizmu będzie w środowiskach akademickich coraz głośniejsza.
Zdaje on sobie sprawę, że aby darwinizm został zarzucony, musi zostać przekroczona pewna „masa krytyczna”, kiedy krytycyzm wobec darwinizmu stanie się wśród intelektualnej elity znacznie powszechniejszy niż jest teraz. Kiedy to nastąpi – tj. kiedy większość intelektualistów będzie miała odwagę powiedzieć głośno, że król jest nagi – dopiero wtedy darwinizm przejdzie do historii.
Michał Ostrowski
[Na Początku... 2004, nr 3-4 (179-180, s. 83-105.]


Komentarze
Pokaż komentarze (61)