miepaj miepaj
224
BLOG

Czym jest selekcja naturalna? (cz. 4)

miepaj miepaj Nauka Obserwuj temat Obserwuj notkę 0

Neil Broom

Czym jest selekcja naturalna?
O konieczności wyjaśnienia
(cz. 4)
 
 
Wielu bez wątpliwości przybiegnie na pomoc Dawkinsowi dowodząc, że on po prostu używa tego personalistycznego języka w czysto analogicznym sensie, by ukazać, jak działa bezosobowy proces selekcji naturalnej. Innymi słowy, używanie przez Dawkinsa takich wyrażeń jak „ulepszanie osiągnięć optycznych”, „wycelowanie na czubek” lub odnajdywanie przez selekcję naturalną „wydajnego kompromisu” jest jedynie wygodnym, obrazowym sposobem ukazywania, że to, co wydaje się celowe, jest w rzeczywistości osiągnięciem czysto materialnego procesu, który nazywamy selekcją naturalną. Oni będą dowodzić, że Dawkins z pewnością nigdy nie miał zamiaru przedstawiać selekcji naturalnej inaczej jak tylko jako całkowicie ślepy, nieświadomy, bezcelowy proces. Jednak jeśli Dawkins po prostu używa obarczonego intencjonalnością języka w czysto poetyckim, metaforycznym sensie, to chyba byłoby też możliwe wyłożenie neodarwinizmu w prostym języku, skrupulatnie unikającym pozorów stwarzających nieporozumienia. Dawkins albo nie ma na to ochoty, albo nie jest w stanie tego wykonać. [1]
 
Nawet jeśli ten język obciążony celowością jest używany tylko jako literackie narzędzie przekazywania czytelnikowi prawdy, że selekcja naturalna działa w absolutnie bezosobowym, materialnym sensie tego słowa (choć ja w to nie wierzę), to i tak pozostają głębsze powody krytyki i dotyczą one tego, co obok całkiem bezosobowych opisów materialnej bazy ewolucji pisane jest drobnym drukiem. Przeczytajcie jakiekolwiek podsumowanie proponowanego mechanizmu działania selekcji naturalnej i zobaczycie, że słowami samego Darwina przypomina się wam niezwykła prostota tego procesu. Na przykład Eldredge odpowiadając na pytanie, dlaczego fizycy mają tak wielką trudność z prostym pojęciem selekcji naturalnej, swobodnie cytuje fragmenty O powstawaniu gatunków... Darwina:
 
"Skoro rodzi się więcej osobników, niż może przeżyć; i skoro, w konsekwencji, stale powraca walka o przetrwanie, to z tego wynika, że jeśli jakikolwiek byt zmieniłby się, choćby nieznacznie, w korzystny dla siebie sposób, miałby on w złożonych i często zmieniających się warunkach życia większą szansę przetrwania, a zatem byłby z natury wyselekcjonowany." [2]
 
 Eldredge, by jeszcze dobitniej podkreślić, że właśnie fizycy powinni mieć najmniej trudności z owym centralnym dogmatem, posuwa się do twierdzenia, że pojęcie selekcji naturalnej nie jest bardziej skomplikowane niż znane równanie dynamiki
„siła = masa x przyspieszenie”!
Tego typu stwierdzenia, choć niosą w sobie pewien ładunek emocjonalny, niewiele mogą pomóc w rozwiązaniu fundamentalnego pytania: „Czym jest selekcja naturalna?”
 
Jeśli nawet unikniemy sugestii, że selekcja naturalna wybiera w sensie celowym lub ukierunkowanym i zdefiniujemy ją po prostu jako sumę zespołu procesów całkowicie bezosobowych (bezmyślnych), to i tak pozostanie owa główna sprzeczność pojęć ukryta w samym jądrze tej teorii. Po pierwsze bowiem, proces selekcji naturalnej zakłada czynniki, które wymykają się czysto materialnej formie opisu. Każdy ortodoksyjny darwinista mówi o kumulowaniu się cech korzystnych. Jeśli zapytać: „dlaczego są one korzystne?”, niezmiennie pada odpowiedź: „bo dają one organizmowi wyjątkową przewagę w «kwestiach związanych z życiem i przeżyciem, zdobywaniem czynników odżywczych i pokarmu (to jest zasobów energii), w unikaniu drapieżników (obejmując tym terminem inwazję patogenów) »” [3] i w ten sposób prowadzą do sukcesu reprodukcyjnego pomimo konkurencji.
 
Powinniśmy teraz zapytać: Dlaczego organizm miałby odczuwać potrzebę zdobywania pokarmu, unikania drapieżników, rozmnażania się? Czemu po prostu nie „spływać potokiem” materialnego, nieczułego wszechświata i dlaczego nie pozostać zwykłym kawałkiem bezcelowej materii, ogołoconej ze wszystkich ambicji i pragnień sukcesu? Fakt istnienia biologicznego – na przekór materialistom – opowiada nam zupełnie inną historię. Organizm żywy nie jest zwykłą ekstrapolacją bezmyślnej materii. Przejawia on głębokie zrozumienie swego przeznaczenia, stara się zaistnieć, zrealizować pełnię swego potencjału, jest zorientowany na wykonywanie zadań, demonstruje multum cech wymykających się czysto materialistycznym wyjaśnieniom. Na nic się nie przyda materialistyczna próba odrzucenia tego wszystkiego jako pozoru celowości. W tym nie ma niczego pozornego – jest to rzeczywisty, obserwowalny behawior.
 
W niedawno opublikowanym artykule Robert Mann [4] wzywa biologię ewolucjonistyczną, by poważnie potraktowała konieczność realistycznych wyjaśnień, które uwzględniłyby pierwszorzędną rolę przyczyny celowej, zamiast trzymania się prymitywnego scjentyzmu, który głosi wyłączność przyczyn materialnych, oszukańczo przebranych w terminologię pełną celowości. Stwierdzając, że życie ewoluuje dzięki selekcji naturalnej, tj. poprzez mechanizmy czysto materialne, neodarwinizm miesza pewne podstawowe pojęcia. Jest on bowiem biologicznym odpowiednikiem twierdzenia, że na przykład istnienie silnika spalinowego może być wyjaśnione, że może on się pojawić, może być wygenerowany przez prawa materii rządzące powstawaniem kryształów żelaza, a więc materiału, z którego powstał. Powrócę później do tej analogii.
 
Jak dotąd odnosiłem się jedynie do tego, co z grubsza opatrzyłem etykietką ortodoksyjnego i rewizjonistycznego darwinizmu. Jednak istnieje jeszcze inny nurt myśli ewolucjonistycznej, który pozostając głęboko zakorzeniony w nowoczesnej teorii darwinizmu uznaje również niedostatki jego wyjaśnień. W książce The Living Stream (Żywy potok) Alister Hardy pozwala czytelnikom wejrzeć zarówno w swoją ortodoksję darwinowską, jak i w swoje rozumienie pewnych istotnych wymiarów transcendencji. Hardy zwraca uwagę na parę ważnych punktów, które uderzają w samo serce rzekomej samowystarczalności materializmu darwinowskiego.
 
Po pierwsze, wyraża on swe wątpliwości co do selekcji naturalnej i zespołu genów traktowanych jako wyłączne czynniki ewolucji. [5] Po drugie, stara się wskrzesić ewolucyjną rolę selekcji organicznej. [6] Selekcja naturalna podkreśla rolę środowiska w wyborze konkretnego organizmu, podczas gdy selekcja organiczna uznaje bardziej kreatywne interakcje pomiędzy zwierzęciem a jego środowiskiem. Hardy sugeruje, że selekcja organiczna ma równe, a być może i większe znaczenie, niż selekcja naturalna.
 
Hardy odrzuca dziedziczenie cech nabytych, jako całkowicie zdyskredytowane pojęcie tzw. „lamarkizmu”, pozbawionego oparcia w faktach biologicznych. Jednak stara się on wykazać, że historia, generalnie rzecz biorąc, niezbyt uczciwie postąpiła z tym, co stanowiło ważny wkład Lamarcka do myśli ewolucjonistycznej. Zmiany w środowisku mianowicie mogą spowodować zmiany w zachowaniu się zwierząt, a zmiany w ich obyczajach mogą być bardzo ważne w kształtowaniu modyfikacji ewolucyjnych, choć nie zachodzi to w ten sposób, w jaki Lamarck sobie wyobrażał. [7]
 
Hardy zatem odświeża to, co w jego przekonaniu jest istotnym aspektem teorii ewolucyjnej zasugerowanym przez Lamarcka, ale rozwiniętym prawie sto lat później przez J.M. Baldwina i C.L. Morgana. Modyfikacje behawioralne wynikające z naturalnej plastyczności organizmu i powtarzane przez pewną liczbę pokoleń mogą niejako przytrzymać tę szczególną modyfikację, zanim mutacje zmierzające w tym samym kierunku zostaną wyselekcjonowane i wcielone w genetyczny profil tego organizmu. Obecnie zacytuję Hardy’ego streszczającego ten proces następująco:
 
Jeśli populacja zwierząt zmieniłaby swoje obyczaje (co bez wątpienia zachodzi wskutek takich zmian w środowisku jak rodzaj pokarmu, warunki rozmnażania [breeding sites], ale czasem również jako wynik badawczej ciekawości, odkrywającej nowe sposoby przeżycia, nowe źródła pokarmu lub nowe metody ich eksploatacji) wtedy – wcześniej lub później – zmiany w zespole genów prowadziłyby do niewielkich modyfikacji w strukturach zwierzęcia, a te mogłyby uczynić je bardziej skutecznymi w relacji do ich nowego schematu behawioralnego. Te bardziej skuteczne osobniki przeżywałyby lepiej niż inne, mniej skuteczne, i w ten sposób skład populacji stopniowo ulegałby zmianie. Ta zmiana ewolucyjna byłaby w swych początkach spowodowana przez zmianę w zachowaniu zwierzęcia. [8]
 
W dalszych wywodach Hardy podkreśla istotny związek pomiędzy pojawianiem się nowego obyczaju, a tym, co nazywa „niespokojnym, badawczym i obserwacyjnym zwierzęciem, które odkrywa nowe sposoby życia, nowe źródła pokarmu (...)”. Przytacza on pisma W.H. Thorpe’ego, W.E. Agara i A.N. Whiteheada, by dowieść, że żywe zwierzę powinno być traktowane jako organizm zasadniczo percepcyjny (postrzegający, poznający). To pojęcie percepcji niesie ze sobą „jakiś aktywnie organizujący, prawdopodobnie celowy element”, formę „uogólnionego badawczo-dążeniowego zachowania (exploratory apetitive behavior)”. [9]
 
Hardy opisuje behawior pewnych najprostszych zwierząt – pierwotniaków. Cytoplazma ameby przechodzi tam i z powrotem ze stanu „żel” do stanu „zol” by uzyskać charakterystyczną, płynną formę lokomocji, wysuwa płynne wypustki, by schwytać i strawić zdobycz. [10]
(c.d.n.)
Tłum. Piotr Lenartowicz, S.I.


[1] (Przyp. tłumacza) Tu dochodzimy do pewnego bardzo ważnego pytania z pogranicza teorii poznania i teorii bytu materialnego. To pytanie brzmi: czy poznanie selektywności jest procesem należącym do sfery obserwacji, czy procesem należącym do sfery interpretacji? Czy selekcja należy do zjawisk, które obserwujemy (które po prostu widać), czy do zjawisk, które wymagają dowodzenia (logiczno-formalnego), opartego na jakichś nieobserwowanych, ale niewątpliwych danych (wstępnych założeniach)? Mówiąc innymi słowami: Czy można uznać fakt selektywności tam, gdzie nie przejawił się on w sferze dostępnej obserwacji, bądź odrzucić oczywiste wrażenie zachodzenia selektywności na podstawie jakichś założonych z góry tzw. „kryteriów naukowości”. Przypuśćmy, że od początku gry tą samą kostką mój przeciwnik wyrzuca same szóstki, natomiast u mnie wypadają różne wartości – od jedynki po szóstkę. Po ilu setkach rzutów mógłbym uznać, że mój przeciwnik oszukańczo manipuluje rzutami?) Jeszcze innymi słowy, czy interpretacja w kategoriach selektywności jest zależna, czy raczej niezależna od danych obserwacji? A jeśli jest zależna, to na czym ta zależność polega, na czym się opiera? Te pytania nie dotyczą bezpośrednio poznania genezy faktu selektywności, choć w dalszych konsekwencjach mogą, lub nawet muszą wpływać na nasze domysły dotyczące tej genezy.
 
[2] Cyt. za Eldredge, The Pattern of Evolution..., s. 89.
(Dalsza część przypisu od Redakcji Na Początku...) Prawdopodobnie chodzi o następujące fragmenty z dzieła Darwina:
 „ponieważ rodzi się zawsze więcej osobników, niż ich może wyżyć, musi w każdym przypadku następować walka o byt” (Darwin, O powstawaniu..., s. 71);
 „wszelkie zmiany, choćby najsłabsze, w jakikolwiek sposób powstałe, jeżeli tylko w pewnym stopniu są korzystne dla osobników danego gatunku w ich nieskończenie powikłanych stosunkach z innymi istotami organicznymi i z fizycznymi warunkami życiowymi, będą sprzyjać zachowaniu tych osobników przy życiu” (tamże, s. 69).
Por. też tę wypowiedź Darwina:
 „(...) w wielu następujących po sobie pokoleniach powstaną jakieś zmiany w pewien sposób korzystne dla każdej istoty organicznej w wielkiej i skomplikowanej walce o życie (...) Jeżeli zaś tak się dzieje, to czyż możemy wątpić (biorąc pod uwagę, że rodzi się daleko więcej osobników, niż się ich może utrzymać przy życiu), że osobniki mające jakąkolwiek, chociażby drobną przewagę nad innymi będą miały największe widoki przetrwania i pozostawienia potomstwa? (...) to utrzymywanie się korzystnych dla osobnika różnic i odmian oraz zagładę szkodliwych nazwałem 'doborem naturalnym' lub 'przeżyciem najstosowniejszego'„ (tamże, s. 85).
 
[3] Eldredge, The Pattern of Evolution..., s. 163.
 
[4] L.R.B. Mann, Causes in Biology, w: L.R.B. Mann (ed.), Science and Christianity, University of Auckland Centre for Continuing Education, 2001.
 
[5] Alister Hardy, The Living Stream: Evolution and Man, Collins, London 1965, s. 154.
 
[6] Por. tamże, s. 161.
 
[7] Por. tamże, s. 155.
 
[8] Tamże, s. 170.
 
[9] Tamże, s. 172-173.
 
[10] Hardy wskazuje na „konstrukcyjne umiejętności” otwornic budujących z ziarenek piasku swoje niezwykłe domki-osłonki. To jest tak, jakby budowały według jakiegoś planu, posiadały jakąś pamięć, jakieś życie psychiczne, ściśle powiązane z mechanicznym funkcjonowaniem ich ciała (por. tamże, s. 227-231).
(Dalsza część przypisu od tłumacza) A. Hardy, jak widać, próbuje tłumaczyć lokomocję pierwotniaka poprzez dawno zdyskredytowaną koloidalną hipotezę dynamiki białek w organizmach żywych, zaproponowaną przez szkockiego chemika Tomasza Grahama (1805-1869). Mimo że niektóre odkrycia Grahama – w zakresie chemii – zachowały swoją wartość do dzisiejszego dnia, jego biochemiczna teoria przechodzenia białka z fazy „zol” w fazę „żel”, jeśli w ogóle ma jakieś biologiczne znaczenie, to w zupełnie marginalnym sensie. 
 
miepaj
O mnie miepaj

Nieformalny przewodniczący Grupy Inicjatywnej Polskiego Towarzystwa Kreacjonistycznego (1993-1995), pierwszy przewodniczący Towarzystwa (w latach 1995-1998), redaktor naczelny organu Towarzystwa "Na Początku..." od 1993 roku do 2006 oraz (po zmianie tytułu) "Problemów Genezy" od 2013-.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Technologie