Hugh Ross
Przeszkody we wspinaniu się
na górę nieprawdopodobieństwa
Popularność Richarda Dawkinsa jako obrońcy ateistycznego ewolucjonizmu osiągnęła wyżyny z chwilą opublikowania książki Ślepy zegarmistrz w 1987 roku. Najnowsza książka Dawkinsa, Climbing Mount Improbable (Wspinanie się na górę nieprawdopodobieństwa) zwiększyły ją jeszcze bardziej. Książka ta zwróciła na siebie uwagę BBC, PBS oraz czasopism na całym świecie. Wywołała ona także podniecenie w internecie, gdzie entuzjaści mówią, że Dawkins lepiej niż ktokolwiek inny „udowodnił”, że ewolucja nie wymaga żadnego ponadnaturalnego czynnika. Dawkins odpowiada krytykom swojego wcześniejszego dzieła uznając, że życie i cząsteczki życia rzeczywiście zawierają nadzwyczajną ilość informacji, ale argumentuje, iż informacja ta może się nagromadzić małymi kroczkami w trakcie naturalnych procesów przyrodniczych.
W obu książkach używa on analogii małpy, która na oślep uderza w klawiaturę maszyny do pisania. Wiemy, że prawdopodobieństwo, by ta małpa napisała jakieś sensowne zdanie waląc na oślep w klawisze, jest bardzo niewielkie. Jednak prawdopodobieństwo to zmienia się, jeśli mówimy tylko o jednej literze na raz. Małpa ma w takiej sytuacji dobrą szansę – nie tak dobrą jak 1/26, gdyż istnieją jeszcze klawisze numeryczne i klawisze symboli oraz może powtarzać błędne uderzenia w niewłaściwe klawisze, ale przypuszczalnie ok. 1/100, by uzyskać poprawną pierwszą literę (zwłaszcza jeśli porzucimy zasady pisania dużych liter) we względnie krótkim okresie czasu. Pracowita małpa może wygenerować tę literę zaledwie w kilka minut.
Otóż gdyby można było zachować tę pierwszą literę, to małpa mogłaby wówczas zacząć pracę nad drugą literą. Zaledwie w ciągu kilku dalszych minut małpa ta powinna w przypadkowy sposób wygenerować poprawną drugą literę. Gdyby tę literę można było także zachować, małpa mogłaby wtedy zacząć pracować nad trzecią literą. W ten sposób małpa potrzebuje jedynie uderzać w klawisze maszyny do pisania zaledwie przez kilka godzin lub dni, zanim wyprodukuje jakieś sensowne zdanie. Według Dawkinsa mutacje pełnią rolę tej pracowitej małpy, a czynnikiem zachowującym jest dobór naturalny.
Czy widzicie błąd w tej analogii? To, czy dana litera ma „prawidłowe” znaczenie w zdaniu, staje się jasne tylko obserwatorowi, który z góry wie, co zdanie to ma powiedzieć, albo temu, kto wie, z czego się składa zdanie. W każdym z tych przypadków obserwator musi znać alfabet maszyny do pisania oraz język, który ta małpa przypadkowo wybiera. Jeśli obserwator nie przewiduje, jakie słowa jakieś zdanie lub pożądane zdanie zawiera, nie ma żadnych podstaw, by określić, które przypadkowe wybory małpy należy zachować, a które można zlekceważyć. Ktoś o większej inteligencji niż małpa i o wiedzy na temat, czym jest sensowne zdanie, naprawdę dokonuje wyboru – albo musi dać małpie wzorzec do naśladowania i wyćwiczyć ją w jego realizowaniu. Inaczej można oczekiwać jedynie nonsensownych zbitek liter.
Następnym problemem tej analogii jest to, że małpa posiada pewien stopień zdolności intelektualnych. Ma ona mózg, centralny układ nerwowy oraz strukturę muskularno-szkieletową, przy pomocy których może rozumować i reagować. „Dobór naturalny” oznacza proces, a nie żywą istotę. Proces przyrodniczy nie ma żadnej aparatury, przy pomocy której może myśleć, dokonywać wyboru lub działać. Nie widzę więc żadnej podstawy, by przyznawać doborowi naturalnemu te olbrzymie osiągnięcia, jakie są konieczne by skonstruować choćby najprostszą cegiełkę (małe słowo) najprostszego żywego organizmu (długiego i skomplikowanego zdania). Jedynie rozumny przewodnik, mający w umyśle końcowy rezultat, mógłby określić, które składniki należy zatrzymać, a które wymienić dla dobra jakiegoś złożonego układu.
Hugh Ross
(Hugh Ross, „Impediments to the Ascent of Mount Improbable”, Facts & Faith 1997, vol. 11, No. 1, s. 12-13. Copyright © 1997 Reasons To Believe. Used by permission of Reasons To Believe, P.O. Box 5978, Pasadena, CA. 91117 USA; z jęz. ang. tłum. Kazimierz Jodkowski)
Kazimierz Jodkowski
Komentarz do przedstawionej przez Hugh Rossa
krytyki poglądów Richarda Dawkinsa
Podobnie jak Ross argumentują polscy ewolucjoniści: „ta analogia Dawkinsa nie jest najlepsza, ponieważ dobór naturalny niczego nie zakłada i do niczego nie dąży, a tu założyliśmy pewne sensowne zdanie, do którego losowy zestaw liter i pustych miejsc ma dojść”. [1]
Krytyka ta nie wydaje mi się przekonująca. Hugh Ross zakłada, że zdaniem Dawkinsa dopiero dłuższe „zdanie” (zbiór mutacji) ma sens, a wówczas musi istnieć jakiś inteligentny obserwator, który mając w umyśle to „zdanie” może odpowiednio zachowywać lub odrzucać przypadkowo otrzymane „litery” (pojedyncze mutacje). Gdyby to założenie było prawdziwe, krytyka Hugh Rossa byłaby od początku do końca słuszna. Niestety, założenie to prawdziwe nie jest. W opinii Dawkinsa „zdaniem” jest każdorazowy, początkowo krótszy, potem dłuższy, zestaw „liter”. „Małpa” (czyli źródło mutacji) nie musi wystukać wielu poprawnych „liter” (mutacji), by mógł działać dobór naturalny. On działa po dodaniu każdej „litery”.
W sposób prezentowany przez Hugh Rossa rozumowania Dawkinsa podważyć nie można. Można natomiast stawiać pytanie, jak często zachodzą mutacje, jaki procent spośród nich ma korzystny charakter i czy przejście od jednego gatunku do drugiego (lepiej: od jednego stworzonego typu, baraminu, do drugiego) może zajść drogą tysięcy niewielkich kroczków. Niektóre rozważania (w tym samych ewolucjonistów) wskazują, że do tego celu potrzebne są wielostronne, wieloaspektowe wzajemnie powiązane zespoły jednoczesnych mutacji (makromutacje czyli właśnie „zdania”, o których pisał Hugh Ross w swojej krytyce). Na taką potrzebę wskazują również pewne cechy kodu genetycznego, np. plejotropia (wpływ jednego genu na wiele cech, ale i zależność jednej cechy od wielu genów). Jeśli krytyka Rossa ma być przekonująca, trzeba zakwestionować jedno z podstawowych założeń Dawkinsa – gradualizm.
Warto też pamiętać, ze Dawkins akceptuje w swojej argumentacji mit wprowadzony, a może tylko utrwalony przez Darwina – że mianowicie każda korzystna cecha jest przez dobór naturalny wyławiana i zachowana:
„[...] dobór naturalny co dzień, co godzinę na całym świecie zwraca uwagę na wszelką, chociażby najdrobniejszą zmianę, odrzuca to, co złe, zachowuje i gromadzi wszystko, co dobre. Spokojnie i niepostrzeżenie pracuje on wszędzie i zawsze, skoro tylko nadarzy się sposobność, nad udoskonaleniem każdej istoty organicznej w odniesieniu do jej organicznych i nieorganicznych warunków życia.” [2]
Ten mit funkcjonuje także w świadomości potocznej w postaci powiedzenia, że w przyrodzie przeżywają jednostki silne, a słabe giną. Jest to opinia jaskrawo fałszywa. Każdy bowiem zna przypadki, gdy jednostki wartościowe zginęły wskutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności, a miernoty żyją i cieszą się dobrym zdrowiem. W przyrodzie zwierzę obdarzone jakąś korzystną mutacją może mimo to przypadkowo złamać nogę, być ugryzione przez żmiję lub być upolowane przez lwa. Przyroda z całą pewnością nie „zachowuje i gromadzi wszystko, co dobre”, jak pisał Darwin. To jest tylko tendencja, większa szansa, przy czym wielkość tej szansy uczeni starają się oszacować. Jest ona tym większa, im bardziej korzystna jest mutacja. Ale mutacje, jeśli w ogóle są korzystne, to z reguły w niewielkim stopniu. Ocenia się, że średnio korzystna mutacja podnosi szansę przeżycia o 0,1%. Wielkość szansy przeżycia uczeni nazywają wartością przeżycia (survival value). Ale nie znaczy to, że taka korzystna mutacja zostanie zachowana i rozpowszechni się w populacji. W dużych populacjach prawdopodobieństwo zachowania i rozpowszechnienia się mutacji wynosi P=2e, gdzie e jest właśnie wartością przeżycia. Średnio więc prawdopodobieństwo wyłapania przez dobór jakiejś korzystnej mutacji wynosi 0,2%. Albo inaczej: jedna na 500 korzystnych mutacji zostanie w populacji, pozostałe 499 znikną, chociaż były korzystne.
Znaczy to, że małpa w przykładzie Dawkinsa nie zacznie szukać drugiej litery, gdy tylko znajdzie pierwszą. Ona może to zrobić dopiero wtedy, gdy średnio 500 razy znajdzie tę pierwszą literę. I tak będzie z każdą następną literą. Wydłuża to znacznie oszacowanie procesu ewolucyjnego i daje okazję matematykom, by wyliczyli, jak długo taki proces musi trwać. Argument „mamy miliony lat, więc wszystko mogło się przypadkowo zdarzyć” już nie jest w tym świetle taki oczywisty.
Kazimierz Jodkowski
[Problemy Genezy 2011, t. 19, s. 86-89.]
[1] Halina Krzanowska, Adam Łomnicki, Jan Rafiński, Henryk Szarski, Jacek M. Szymura, Zarys mechanizmów ewolucji, Wyd. Naukowe PWN, Warszawa 1995, s. 149.
[2] Karol Darwin, O powstawaniu gatunków drogą doboru naturalnego czyli o utrzymaniu się doskonalszych ras w walce o byt, PWRiL, Warszawa 1959, s. 88.


Komentarze
Pokaż komentarze (1)