Michał Ostrowski
Homologia:
gasnąca nadzieja neodarwinizmu
(cz. II)
Nowa koncepcja Darwina – wyjaśnienie homologii jako rezultatu dziedziczenia z modyfikacjami od wspólnego przodka – została w połowie XX w. ożeniona z nowo odkrytym mechanizmem genetycznego dziedziczenia, o którym Darwin nie wiedział nic. W ten sposób powstała synteza neodarwinowska, teoria mająca ambicję wyjaśniać znacznie więcej niż tylko istnienie homologii. Zasadniczym, klasycznym wyjaśnieniem homologii, jakie przedstawiał Darwin w XIII rozdziale O powstawaniu gatunków, jest dziedziczenie. Jak wiemy, każdy organizm posiada przynajmniej jednego rodzica. Tak więc – przykładowo – ludzie mają dwie duże kości w przedramieniu: łokciową i promieniową, ponieważ dziedziczą je od swoich rodziców, a ci z kolei odziedziczyli je od swoich rodziców itd. Cofając się w ten sposób w przeszłość możemy zakładać, że nasi odlegli człekokształtni przodkowie także posiadali takie dwie kości, choć najpewniej nieco inaczej ukształtowane. Ponieważ jednak taki wzorzec kości musiał pojawić się w jakimś określonym momencie ewolucyjnej historii, więc cofając się w czasie natkniemy się na hipotetycznego pierwszego przedstawiciela (wspólnego przodka), u którego po raz pierwszy wyewoluował taki wzorzec kości, od którego wywodzą się rozmaite grupy ssaków – wszystkie dziedzicząc ten układ.
Biologowie tworzący syntezę neodarwinowską dodali do tej opowieści Darwina nowy, fizyczny i przyczynowy wymiar podstawy dziedziczenia. Mianowicie to, co jest przekazywane z pokolenia na pokolenie, to geny zakodowane w podwójnej helisie DNA. To właśnie geny sterują rozwojem zapłodnionego jaja, z którego poprzez proces embriogenezy powstaje dorosła postać danego organizmu. Ewolucja zaś występuje, ponieważ w genach zdarzają się mutacje, które mogą wywierać wpływ na rozwój i formowanie się organizmu, skutkiem czego w kolejnych generacjach powstają nieco zmienione fenotypy. Te fenotypy są następnie selekcjonowane przez dobór naturalny pod kątem przeżywalności i rozrodczości, czyli zdolności do wydawania potomstwa.
Piękne i proste wyjaśnienie – w dodatku brzmi wiarygodnie. Obciążone jest jednak także poważnymi problemami. Szybki w ostatniej dekadzie [oryginał tego artykułu ukazał się w 2003 roku - miepaj] rozwój badań nad genetycznymi mechanizmami embriogenezy, jak i ponowna analiza starszych, ale wciąż nierozwiązanych problemów, naruszyła fundament neodarwinistycznego wyjaśnienia homologii. Problemy tej koncepcji wyraził kilka lat temu David Cannatella z Departamentu Zoologii Uniwersytetu Teksańskiego pisząc:
"Wake stwierdził, że homologia jest centralną koncepcją biologiczną. Jeśli jest to prawdą, to wielkiej grupie biologów porównawczych brakuje przewodniej koncepcji. Nie trzeba patrzeć daleko, by stwierdzić, że homologia (i zatem homoplazja) nie jest właściwie zrozumiana przez wielu biologów." [1]
Przyjrzyjmy się więc bliżej niektórym większym trudnościom neodarwinowskiego wyjaśnienia homologii, a zwłaszcza zagadkowymi przyczynowymi relacjami pomiędzy genami, embrionalnym rozwojem i formami fenotypowymi. Wbrew podręcznikowym zapewnieniom homologia nigdy nie była wyjaśniona przez neodarwinizm w sposób adekwatny. A skoro tak, należy ponownie poważnie przemyśleć zasadność wykluczenia z kręgu możliwych wyjaśnień inteligentnego projektu jako ewentualnej przyczyny istnienia homologii.
Ślepy Zegarmistrz pilnie potrzebny!
Gdy zapytacie znajomych biologów ewolucyjnych, skąd wiedzą, że inteligentny projekt jest zbędny przy wyjaśnianiu homologii, usłyszycie mniej więcej coś takiego: „Znamy naturalistyczny mechanizm, który doskonale wyjaśnia ten fenomen”. W rzeczywistości jednak mechanizm ten nie został empirycznie potwierdzony, a inteligentny projekt odrzucono arbitralnie na podstawie filozoficznych restrykcji. Problem ten doskonale, choć nieświadomie i wbrew swym intencjom, naświetlił ewolucyjny biolog, Tim Berra. w książce z 1990 r. Evolution and the Myth of Creationism (Ewolucja i mit kreacjonizmu). Zgadzając się z nim:
"Jeśli patrzysz na model samochodu Corvette z 1953 r. i porównujesz go z modelem dużo późniejszym, widoczne jest tylko ogólne konstrukcyjne podobieństwo, ale jeśli porównasz modele Corvette z roku 1953 i 1954 postawione obok siebie, a następnie modele z 1954 i 1955 r. pochodzenie z modyfikacjami będzie absolutnie oczywiste. To jest właśnie to, co paleontologowie robią ze skamieniałościami, dowody więc są tak mocne i obszerne, że nie mogą być odrzucone przez żadnego rozumnego człowieka." [2]
Jak wskazuje już sam tytuł książki, podstawowym celem Berry jest pokazanie, że żywe organizmy są rezultatem naturalistycznej ewolucji, a nie inteligentnego projektu. Jednak w swojej analogii Berra potwierdza to, co chciał skrytykować: Przyczyną strukturalnych podobieństw pomiędzy samochodami, jak i podobieństw pomiędzy starszymi a nowszymi modelami tego samego typu samochodu (o których Berra pisze „dziedziczenie z modyfikacjami”) jest istniejący wcześniej projekt. Analogia Berry znakomicie pokazuje, że nawet uderzające podobieństwa nie stanowią wystarczającego powodu do odrzucenia wyjaśnień bazujących na inteligentnym projekcie. Aby zademonstrować naturalistyczną ewolucję konieczne jest coś więcej. Należy empirycznie wykazać, że za mechanizmem, który odpowiada za powstanie nowych planów budowy ciała i nowych organizmów stoją przyczyny naturalistyczne i bezcelowe, czyli odmienne od tych, które odpowiadają za powstawanie kolejnych generacji samochodów.
(c.d.n.)
[1] David Cannatella, „Review of Homology and Homoplasy”, Systematic Biology 1997, vol. 46, s. 369 [366-369].
[2] Tim M. Berra, Evolution and the Myth of Creationism. A Basic Guide to the Facts in the Evolution Debate, Stanford University Press, Stanford CA 1990, s. 117.


Komentarze
Pokaż komentarze (8)