„Panowie, żadnych marzeń” – tak brzmiał przekaz Aleksandra II z roku 1856. Jednak Polakom marzeń o niepodległości nikt nie był w stanie wówczas odebrać. Tliły się, choć mało realne, delikatne, lecz dające duszy tyle gorąca, by nie zgodzić się na stan rzeczy pod jarzmem zaborcy. Pod koniec lat 60 XIX stulecia pojawia się zorganizowana konspiracja, którą zwykliśmy dzielić na dwie zasadnicze części: „czerwonych”, którzy dążyli do wzniecenia zbrojnego powstania (do słynniejszych działaczy należeli: Jarosław Dąbrowski-rosyjski oficer, Narcyz Jankowski, Zygmunt Sierakowski, czy literat Apollo Korzeniowski), a także „białych", zmierzających ku samostanowieniu narodu na bazie organicznej siły kraju (tu główną siłę kierowniczą stanowili: Leopold Kronenberg, Edward Jurgens, Karol Majewski oraz hrabia Władysław Zamoyski). Duży wpływ na rozwój ruchu patriotycznego miał przy tym kościół- świątynie stały się miejscem zgromadzeń, stanowiąc zarazem ostoję Polskości. W stan zwiekszonego napięcia wprawiła społeczeństwo, a ściślej rzecz ujmując ludność Warszawy, reakcja okupanta na zorganizowaną 27 lutego 1861 roku manifestację z okazji trzydziestej rocznicy bitwy pod Olszynką Grochowską. Tłum starł się z żołnierzami rosyjskimi na Krakowskim Przedmieściu, zaczęto rzucać kamieniami, na co piechota odpowiedziała salwą karabinową doprowadzajac do śmierci 5 osób i raniąc znacznie więcej. Pomimo brutalnej reakcji władzy udało się uzyskać pozwolenie na drobne zmiany, które jednak nie miały żadnego realnego wpływu na poprawę losu Polaków. Za to co raz więcej do powiedzenia miał Aleksander Wielopolski- chorobliwie ambitny zwolennik lojalizmu, który bardziej cenił sobie przychylność cara niż kompromis z rodakami. Chcąc pokazać zaborcy, że można na niego liczyć rozwiązał w kwietniu powołaną wcześniej Delegację Miejską oraz Towarzystwo Rolnicze. Doprowadził tym samym do jeszcze większego wzrostu niepokojów i brutalności wojska- 8 kwietnia 1861 nie ograniczono się już tylko do jednej salwy oddanej w kierunku tłumu, wspomagając się także kozacką jazdą, która bez skrupułów szarżowała na zgromadzonych. Efekt: przeszło stu zabitych demonstrantów, próby zbudowania barykad na ulicach miasta oraz pochód w patriotycznym uniesieniu pod znakiem krzyża. W tej sytuacji szanse na zaspokojenie żądań poprzez szereg z pozoru korzystnych reform (polskojęzyczne szkolnictwo, wzrost znaczenia samorządu terytorialnego, nadanie praw Żydom) były bardzo nikłe. A już z pewnością nie mógł ich zrealizowac Wielopolski, który był skłócony z niemal wszystkimi środowiskami społeczno-politycznymi na terenie Królestwa. W roku 1862 dostaje on nominację na „naczelnika rządu cywilnego”, co tym bardziej czyni go zobowiązanym wobec Petersburga. Ten awans ma niebagatelny wpływ na przyszłą sytuację, bowiem Wielopolski musiał podjąć konkretne działania aby nie stracić swej pozycji oraz udowodnić zaborcy, iż ma pełną kontrolę nad wydarzeniami w kraju. Obrał w tym celu strategię wyjątkowo zgubną: jeszcze mocniej „dokręcić śrubę”. To właśnie tu miała swe źródło podjęta przezeń decyzja o zorganizowaniu „branki”, czyli dodatkowego, masowego poboru do armii. Znalezienie się na liście rekrutów nie było jednak tylko i wyłącznie nieszczęśliwym trafem- sporządzone listy zawierały w głównej mierze imiona i nazwiska tych młodych ludzi, którzy zagrażali władzy. Podpisując dokumenty zatwierdzające pobór (6.X.1862), Wielopolski wymusza tym samym na konspiratorach podjęcie walki. Aby lepiej zrozumieć tę trudność i tragizm sytuacji trzeba nam wiedzieć, że do służby miało zostać powołanych 12 tysięcy osób, zaś wojsko nie wyglądało tak, że „roczek posiedzisz i do cywila”, lecz polegało na bardzo wielu latach służby spędzonych w rejonach położonych od Polski tak daleko, jak to było tylko możliwe (a znając geografię Rosji możliwości było naprawdę sporo). I mimo że powstanie na skutek działań „czerwonych” zapewne i tak by wybychło, to Aleksander Wielopolski przyspieszył je w ten sposób, że walki rozgorzały w sytuacji niekorzystnej (przynajmniej dla niepodległościowców) i od samego początku skazane były na niepowodzenie...




Komentarze
Pokaż komentarze