Według prognozy ministra finansów Jacka Rostowskiego w przyszłym roku PKB nie wzrośnie o 4,8 procent, a jedynie o 3,7 procenta. Dochody państwa mają być niższe, a w związku z tym, że rząd nie zamierza zwiększać deficytu budżetowego, który i tak dość spory – 18,2 mld zł – trzeba ciąć!
Dzisiaj w Sejmie ma się odbyć drugie czytanie projektu ustawy budżetowej, rząd przygotował do niej autopoprawkę. Kto będzie musiał zacisnąć pasa, a może i zęby?
Najbardziej niezadowolona może być, a de facto nawet jest minister oświaty Katarzyna Hall. Zabrane ma zostać ok. 2/3 z tego, co planowano przeznaczyć na posłanie do szkół sześciolatków. Poza tym rząd chce zaoszczędzić na dotacji do FUS-u, KRUS-u i składce do Unii Europejskiej, jako że wpływy z VAT-u będą mniejsze, a od tego owa składka zależy.
No i wreszcie – rząd planuje pozabierać po ok. 40-50 mln zł poszczególnym resortom z wydatków bieżących, w tym – uwaga! z wynagrodzeń dla administracji.
Szkolnictwo wyższe, infrastruktura i rozwój regionalny mogą czuć się niezagrożone – są pod ochroną, bowiem realizują plany strategiczne rządu.
Nie ucierpią też podwyżki dla nauczycieli czy świadczenia rodzinne.
Pewnego rodzaju rozwiązaniem jest też monitorowanie tzw. rezerw celowych. Minister Rostowski przygląda się około 20 z 60 istniejących. Są to dość duże pieniądze przeznaczane na określone zadania, które czasami nie zostają wykonywane. Dlatego pieniądze z tych rezerw mogą być „przesuwane”. Na przykład w związku z możliwością zaistnienia klęski żywiołowej – odłożone na ten cel zostaje ok. 800 mln zł. Lecz minister może te pieniądze bez potrzeby nowelizacji budżetu, za zgodą sejmowej komisji finansów przekazać na zupełnie coś innego, acz także ujętego w rezerwach. Historia nam jednak pokazuje, że może lepiej rezerwy przeznaczonej na klęski żywiołowe nie ruszać, jeśli potem ludzie nią dotknięci dostają np. mieszkania – w kontenerach.
„Wciąż dajemy budżetowe pieniądze tym, którzy są zamożni. Kryzys jest tu dobrą okazją; skoro mamy mniej pieniędzy, to one powinny trafić do tych, którzy ich naprawdę potrzebują” - powiedział „Gazecie” były Minister Finansów Mirosław Gronicki.
Cóż dodać? Chyba tylko powtórzyć za Mauricem Stanem – „Opracowanie budżetu państwa
to sztuka równomiernego rozłożenia rozczarowań.” Jak te rozczarowania rozłoży nasz rząd? Czas pokaże.


Komentarze
Pokaż komentarze (6)