Waga tornistra nie powinna przekraczać 10 procent masy ciała dziecka, do którego tornister należy. Oznacza to, że młodsze dzieci nie powinny dźwigać ciężaru przekraczającego 4 kilogramy. Tymczasem waga ich tornistrów bardzo często oscyluje nawet w okolicach 10 kilogramów. Stąd Ministerstwo Edukacji wymyśliło, czerpiąc wzorce z „dalekiego, dzikiego Zachodu”, że można by wykorzystać sposób wypracowany już - dawno w temu w Ameryce - czyli zamontowanie w szkołach specjalnych szafek. Każde dziecko miałoby własną, w której mogłoby zostawiać książki, buty i parę innych niepotrzebnie noszonych rzeczy. Może kanapki? Wydaje się, że nowinka sprytna i trafna, ale może jednak trochę nie przystaje do polskich realiów. Dzieci zabierają przecież książki do domu bo: po primo muszą się z czegoś uczyć, powtórzyć materiał, przyswoić wiedzę; po segundo wciąż istnieje zjawisko nazywane pracą domową, którą wszak odrobić trzeba, bo inaczej dwója.
Coś zmienić jeszcze by należało, żeby nowe szafki w szkołach nie zaczęły od razu świecić pustkami. Może mentalność nauczycieli w kwestii wymagań i zadań domowych?
„Nauczyciele na każde zajęcia każą nam nosić komplet książek, zeszytów i ćwiczeń, a one strasznie dużo ważą.” – żalił się Dziennikowi mały uczeń.
Szafki miałyby się pojawić najpierw w szkołach podstawowych – już od przyszłego roku szkolnego, kiedy to do szkół wysłane zostałyby sześciolatki. Także pieniądze na zakup nowego wyposażenia miałyby pochodzić z zarezerwowanych przez resort 70 mln na przystosowanie szkół dla młodszych dzieci. Czy tyle wystarczy na wszystkie cele postawione sobie przez panią minister? A zagrożenie ze strony rządu wciąż nie minęło. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu minister finansów zapowiadał cięcia w budżecie, które odbić się mają na pomysłach resortu edukacji.
Oby wszystkie szczytne zamierzenia udało się doprowadzić do końca, bo jak mówi przysłowie afrykańskie: „nie wiesz, jak wielki jest ciężar, którego nie niesiesz”.
Coś zmienić jeszcze by należało, żeby nowe szafki w szkołach nie zaczęły od razu świecić pustkami. Może mentalność nauczycieli w kwestii wymagań i zadań domowych?
„Nauczyciele na każde zajęcia każą nam nosić komplet książek, zeszytów i ćwiczeń, a one strasznie dużo ważą.” – żalił się Dziennikowi mały uczeń.
Szafki miałyby się pojawić najpierw w szkołach podstawowych – już od przyszłego roku szkolnego, kiedy to do szkół wysłane zostałyby sześciolatki. Także pieniądze na zakup nowego wyposażenia miałyby pochodzić z zarezerwowanych przez resort 70 mln na przystosowanie szkół dla młodszych dzieci. Czy tyle wystarczy na wszystkie cele postawione sobie przez panią minister? A zagrożenie ze strony rządu wciąż nie minęło. Nie dalej jak w zeszłym tygodniu minister finansów zapowiadał cięcia w budżecie, które odbić się mają na pomysłach resortu edukacji.
Oby wszystkie szczytne zamierzenia udało się doprowadzić do końca, bo jak mówi przysłowie afrykańskie: „nie wiesz, jak wielki jest ciężar, którego nie niesiesz”.


Komentarze
Pokaż komentarze (5)