Funkcjonujące od marca 2007 r. sądy 24-godzinne, jedna z koronnych inicjatyw poprzedniego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, miały być śmiertelnym strzałem, wymierzonym przede wszystkim w chuliganów i wandali. Jak się okazało, ich działalność skoncentrowała się nieco obok pierwotnie planowanego celu – 85 proc. wszystkich spraw zakończonych w 2007 roku dotyczyło bowiem osób, które przyłapano na jeździe po pijanemu. Sądy 24-godzinne zostały tym samym wśród przedstawicieli środowisk prawniczych uznane za nieskuteczne, a obecny minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski określił je mianem "totalnej klapy".
Minister daje szansę na poprawę
Pomysłodawcy sądów 24-godzinnych, wykorzystując medialne podsumowanie pierwszego roku działania sądów jako rodzaj bezpłatnej reklamy, zdawali się niejako zapominać o misji, do realizacji której zostały one powołane. Nie tracąc jednak czasu na rozważania, dlaczego sądy 24-godzinne zajmują się tym, a nie tamtym, błyskawicznie przypisali sobie sukces silnego wpływania nowej regulacji na świadomość społeczeństwa – wkazywali, jakoby osoba pod wpływem alkoholu, w obawie przed osądzeniem w trybie przyspieszonym, miała zrezygnować z prowadzenia pojazdu. Przeciwnicy bili na alarm; podnosili, że wzrost przestępczości wykrytej i osądzonej w zakresie jazdy po pijanemu nie jest zasługą sądów 24-godzinnych, a zmiany prawa z 2000 r., która zakwalifikowała prowadzenie pojazdu w stanie nietrzeźwości już nie jako wykroczenie, ale jako przestępstwo. Zbigniew Ćwiąkalski, po objęciu teki ministra sprawiedliwości, oświadczył, wbrew uprzednim zapowiedziom i przypuszczeniom opinii publicznej, że nie zamierza tej instytucji likwidować. Dał jej szansę na poprawę, uświadamiając przy tym Ziobrze, że procedury związane z postępowaniem przyspieszonym wymagają usprawnienia.
Byt dziecka zagrożony – czas przystąpić do walki
Ziobro, usłyszawszy wezwanie do walki o przetrwanie jego dziecka z ust samego ministra sprawiedliwości , jakby w odpowiedzi na postawiony przez Ćwiąkalskiego warunek, przystąpił do dzieła ulepszania swojego już i tak znakomitego, jak wiadomo, pomysłu. Nie czekając na dalsze zachęty, złożył na ręce Marszałka Sejmu wraz z innymi posłami PiS projekt ustawy zmieniającej przepisy kodeksu postępowania karnego w zakresie dotyczącym sądów 24-godzinnych. Wśród zapisów, które mogą w istocie doprowadzić do pożądanego przez Ćwiąkalskiego usprawnienia działania tych sądów znalazły się jednak i takie, które w pewnych nie pozostawiają organom ścigania wyboru co do rodzaju postępowania. Osoby ujęte na gorącym uczynku popełnienia przestępstwa należącego do spraw rozpoznawanych w trybie przyspieszonym lub bezpośrednio potem, będą objęte postępowaniem przyspieszonym zawsze, o ile nie zajdą szczególne okoliczności uniemożliwiające sporządzenie wniosku o rozpoznanie sprawy w tym trybie. Innymi słowy – jeśli popularność trybu 24-godzinnego spada z powodu coraz rzadszego stosowania go przez Policję i prokuraturę, to troskliwy ojciec pomysłu sprawi, że organy ścigania będą z niego korzystały niezależnie od tego, czy im się to podoba.
Każdy walczy, jak umie
Projektując zmianę uregulowań dotyczących sądów 24-godzinnych, jej autorom przez myśl nie przeszło, że brak efektywności postępowania przyspieszonego w odniesieniu do chuliganów i wandali może być wynikiem jakiegokolwiek niedopatrzenia czy błędu popełnionego już na etapie tworzenia instytucji sądów 24-godzinnych. Jeśli organy ścigania wykazują słabą mobilizację w stosowaniu przepisów dotyczących w/w sądów, to z pewnością nie z powodu uchybień w procedurze, gdyż takowych światły Ziobro się dopuścić nie mógł. Broniąc swojego pomysłu, w uzasadnieniu projektu o uczynieniu postępowania przyspieszonego względnie obowiązkowym Ziobro podnosi, iż „ustawowe przesłanki trybu przyspieszonego zostały zakreślone prawidłowo”, przypisując mu jednocześnie wpływ na „znaczny spadek przestępstw popełnianych przez pijanych kierowców”. Przyczyna nienależytego wykorzystywania postępowania przyspieszonego tkwi, jego zdaniem, przede wszystkim w „niedostatecznym zaangażowaniu organów prowadzących to postępowanie, a w szczególności policji”, natomiast „okoliczność, że tylko 7.142 osoby skazano w trybie przyspieszonym za inne [niż jazda po pijanemu – przyp. Redakcja] przestępstwa jest wynikiem oportunizmu organów ścigania”. Załamanie się funkcjonowania tego trybu Ziobro wiąże także, nie wiedzieć czemu, ze zmianą rządu. Problem ten ma rozwiązać wprowadzenie obligatoryjnego postępowania przyspieszonego w stosunku do osób ujętych na gorącymuczynku popełnienia przestępstwa lub bezpośrednio potem. Polityk wad wszelkich pozbawiony Projekt wniesiony przez posłów PiS zakłada także zniesienie obrony obligatoryjnej, obecnej w postępowaniu przyspieszonym od chwili jego ustanowienia. Doświadczenie w stosowaniu trybu przyspieszonego pokazało, że instytucja ta, ingerując w swobodę dokonywaniawyboru przez osobę stanowiącą podmiot postępowania. przysparza często niepotrzebnych kosztów osobom, które przyznają się do winy. Mogłoby się wydawać, że dokonując tej zmiany, Ziobro otwarcie uznaje o braku swojej nieomylności. W związku jednak z tym, że człowiek bez skazy nie popełnia błędów, były minister sprawiedliwości uzasadnia niegdysiejsze wprowadzenie obrony obligatoryjnej „silnie skoncentrowanym atakiem liberalnej doktryny prawnej na projektowaną wówczas ustawę”.
Działając zgodnie z maksymą, wedle której „nasze wady są siłą naszych przeciwników”, Ziobro konsekwentnie trwa w przeświadczeniu o własnej cudowności. Nie jest typem osoby, która skłonna byłaby przyznać się do niedoskonałości. W obronie własnych przedsięwzięć walczy do upadłego, a kiedy ich realizacja napotyka trudności, obarcza odpowiedzialnością wszystkich wokół siebie. Dzięki nieprzemijającemu uporowi udało się ustanowić sądy 24-godzinne, udało się je utrzymać pomimo przymiotu „totalnej klapy” i zmiany rządu. Czy uda się wywalczyć ich silniejszą pozycję w starciu z parlamentarną koalicją? Czas pokaże.


Komentarze
Pokaż komentarze (14)