Posłowie PO wnieśli do Sejmu projekt ustawy, ustanawiający „szczególne zasady odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za rażące naruszenie prawa”. Rewolucyjny, w odczuciu jego autorów projekt, miał być panaceum na wyrządzone obywatelom i przedsiębiorcom przez funkcjonariuszy publicznych szkody. Miał stanowić lek na całe zło czynione z winy urzędnika.
Istotą proponowanej regulacji jest zmuszenie Skarbu Państwa i jednostek samorządu terytorialnego do dochodzenia od urzędników należnych im kwot – zgodnie z ujednoliconą, zobiektywizowaną i czytelną procedurą. Zasadą odpowiedzialności regulowanej ustawą ma być wina urzędnika przy naruszeniu prawa. W razie jej ustalenia, obowiązek naprawienia błędów popełnionych przez urzędnika spoczywa na nim samym lub na Skarbie Państwa, przy czym odpowiedzialność za naruszenie prawa jest solidarna. Oznacza to, że osoba pokrzywdzona wskutek błędu urzędnika może domagać się zadośćuczynienia i odszkodowania bądź od urzędnika, bądź Skarbu Państwa lub jednostki samorządu terytorialnego. Państwo samodzielnie rozlicza się z urzędnikiem.
„Błądzić jest rzeczą ludzką”, jak mawiał uczony. Nie o błędy naruszających prawo urzędników tu jednak idzie, a o pomyłkę posłów projektodawców. Innowacyjny, w ich zamyśle projekt, nie tylko nie wprowadza niczego nowego w kwestii odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za naruszenie prawa, ale także – zupełnie niezrozumiale - ogranicza krąg osób odpowiedzialnych za owe naruszenie jedynie do urzędników administracyjnych. Rażące naruszenie prawa przez funkcjonariuszy publicznych jest podstawą odpowiedzialności odszkodowawczej na gruncie polskiego kodeksu cywilnego już od 2004 r., o czym posłowie koalicji, jak się zdaje, zapomnieli.
Uchybienia projektu, pod którym podpisali się m.in. posłowie Waldy Dzikowski, Tadeusz Ross czy Witold Kochan, zostały zauważone przez sędziów Sądu Najwyższego. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego przedstawił uwagi Sądu Najwyższego do powyższego projektu, podważając jego zasadność i wykazując jednoznaczną wadliwość. Uchwalenie go komplikowałoby wyłącznie dotychczasową regulację, tworząc problemy po stronie sądów orzekających w sprawach naruszeń popełnionych przez urzędników.
Nie ulega wątpliwości, że posłowie się pomylili. Poseł wszak nie musi być prawnikiem – nikogo nie dziwi fakt, że tworzy on prawo bez znajomości jego podstawowych zasad. Należałoby się jednak zastanowić nad potrzebą konsultacji projektu ze specjalistami, która poprzedziłaby wniesienie go do Sejmu i zapewne oszczędziłaby wstydu chemikowi, aktorowi czy socjologowi, sprawującemu funkcję posła z nieokreślonych bliżej, często przypadkowych względów.
„Błądzić jest rzeczą ludzką”, jak mawiał uczony. Nie o błędy naruszających prawo urzędników tu jednak idzie, a o pomyłkę posłów projektodawców. Innowacyjny, w ich zamyśle projekt, nie tylko nie wprowadza niczego nowego w kwestii odpowiedzialności funkcjonariuszy publicznych za naruszenie prawa, ale także – zupełnie niezrozumiale - ogranicza krąg osób odpowiedzialnych za owe naruszenie jedynie do urzędników administracyjnych. Rażące naruszenie prawa przez funkcjonariuszy publicznych jest podstawą odpowiedzialności odszkodowawczej na gruncie polskiego kodeksu cywilnego już od 2004 r., o czym posłowie koalicji, jak się zdaje, zapomnieli.
Uchybienia projektu, pod którym podpisali się m.in. posłowie Waldy Dzikowski, Tadeusz Ross czy Witold Kochan, zostały zauważone przez sędziów Sądu Najwyższego. Pierwszy Prezes Sądu Najwyższego przedstawił uwagi Sądu Najwyższego do powyższego projektu, podważając jego zasadność i wykazując jednoznaczną wadliwość. Uchwalenie go komplikowałoby wyłącznie dotychczasową regulację, tworząc problemy po stronie sądów orzekających w sprawach naruszeń popełnionych przez urzędników.
Nie ulega wątpliwości, że posłowie się pomylili. Poseł wszak nie musi być prawnikiem – nikogo nie dziwi fakt, że tworzy on prawo bez znajomości jego podstawowych zasad. Należałoby się jednak zastanowić nad potrzebą konsultacji projektu ze specjalistami, która poprzedziłaby wniesienie go do Sejmu i zapewne oszczędziłaby wstydu chemikowi, aktorowi czy socjologowi, sprawującemu funkcję posła z nieokreślonych bliżej, często przypadkowych względów.


Komentarze
Pokaż komentarze (3)