Kolejna nowelizacja inspirowana unijnymi dyrektywami po latach zwłoki ma ujrzeć światło dzienne. Tym razem chodzi o artykuł 2091 par. 1 pkt 2 Kodeksu Pracy. Organizacje pracodawców już zapowiedziały wystąpienie do resortu o zmianę brzemienia przepisu.
Od 18 stycznia 2009 roku każdy przedsiębiorca, posiadający własną firmę, w której zatrudnia przynajmniej jedną osobę na umowę o pracę, będzie zobowiązany do zatrudnienia dodatkowego pracownika z odpowiednimi kwalifikacjami w zakresie ochrony przeciwpożarowej. Inspektor ochrony przeciwpożarowej musi mieć co najmniej średnie wykształcenie i co najmniej tytuł zawodowego technika pożarnictwa.
Ewentualnie istnieje także możliwość, że pracodawca przeszkoli zatrudnionego już pracownika na inspektora ochrony przeciwpożarowej, za co oczywiście będzie musiał zapłacić z własnej kieszeni. (Koszt takiego szkolenia to bagatela – 1250zł.)
Przysporzenie korzyści z takiej regulacji obejmie firmy konsultingowe, osoby, które tytuł inspektora już posiadają oraz Straż Pożarną, bo tylko ona taki tytuł może przyznawać.
Firmy, które do nowego przepisu się nie zastosują – będą łamały prawo, a to może je kosztować nawet do 30 tysięcy złoty.
Organizacje pracodawców mają jeszcze w styczniu złożyć do resortu pracy wniosek o zmianę feralnego przepisu, tak by mógł on nie dotyczyć małych firm i być bardziej elastyczny.
„Nie musi to być przecież umowa o pracę. Może być np. umowa zlecenia. Powinno też być dopuszczalne powierzenie zadań wyspecjalizowanej firmie, czy rozłożenie przez kilku pracodawców kosztów związanych z przeszkoleniem i zatrudnieniem osoby odpowiedzialnej za ochronę przeciwpożarową” - mówi Grażyna Spytek-Bandurska z PKPP Lewiatan.
Czy znajdzie się „strażak”, który ugasi rozpalonych pracodawców? Nie tajemnicą jest przecież fakt, że „w życiu politycznym roi się od strażaków, którzy odwracają wzrok, gdy tylko ujrzą gdzieś pożar”.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)