Nie będę ukrywał - wielkimi krokami zbliża się jedno z najbardziej irytujących wydarzeń w roku. Nie mam bynajmniej na myśli żadnych wyborów, terminu rozliczenia podatku dochodowego, czy okresowego przeglądu stanu uzębienia. Niewiele jest rzeczy, na które reaguję tak alergicznie, jak na hałas wytwarzany przez Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy i na euforyczno-histeryczny ton, w jakim relacjonuje się tę imprezę w mediach. Fałszywe zadęcie w obu, rywalizujących o obsługę akcji, telewizjach nie tyle ociera się o groteskę, ile jest groteską w czystej postaci. Wszechogarniająca atmosfera niby to powszechnej obowiązkowej dobroci, entuzjazmu i poświęcenia odbiera ochotę na wychodzenie z domu, a każdy dzwonek do drzwi wzbudza obawę, że z drugiej strony stoi trójka trzymająca przed sobą puszkę z czerwonym serduszkiem, sugerująca wyrazem swoich twarzy, bym lepiej wypełnił swój ludzko-obywatelski obowiązek - w przeciwnym razie nie będę cool. Ja wiem, że to niesłuszne, a może nawet godne potepienia, ale nic nie zmieni mojej zatwardziałej niechęci do oszołomionego pana O., wrzeszczącego o kolejnych rekordowych milionach, które udało się już zebrac. Miliony w kasie, tysiące dzieciaków na ulicach, karnawał radości i miłości, starzy razem z młodymi, politycy mówiący ludzkim głosem, bezinteresowni artyści, przejęci losem chorych lekarze - inny wymiar rzeczywistości, wlaściwie koniec świata. Byle do wiosny, niech znów będzie normalnie.
53
BLOG


Komentarze
Pokaż komentarze (1)