Kto ma niewątpliwe szczęście pamiętać czasy, gdy Mariusz Walter był szeregowym, choć zapewne znaczącym redaktorem TVP, wie też, kto to taki red. Woźniak. W drugiej połowie lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku człek ten robił za dziennikarską gwiazdę w peerelowskiej telewizji. Powierzano mu prowadzenie najważniejszego dla ówczesnej propagandy programu informacyjnego, tzw. „DZIENNIKA”. Przeprowadzał wywiady z najważniejszymi krajowymi towarzyszami, relacjonował partyjno-państwowe zagraniczne wizyty ówczesnych oficjeli. Jednak przez wielu, w tej liczbie przez piszącego te słowa, został zapamiętany z powodu pewnego, wydawałoby się drobnego incydentu. Otóż, red. Woźniak miał szczęście bądź nieszczęście poprowadzić „DZIENNIK” 13 maja 1981r., wyemitowany ok. dwie godziny po zamachu na Jana Pawła II, w całości poświęcony temu dramatycznemu wydarzeniu. Redaktor relacjonował kolejne doniesienia z Rzymu drżącym, przejętym głosem. Na jego posztywniałym obliczu widać było ból i współczucie dla cierpiącego papieża. Pech chciał, że realizatorzy programu po jego emisji opóźnili się z wyłączeniem wizji i przez parę sekund osłupiali telewidzowie mieli niepowtarzalną sposobność zobaczenia red. Woźniaka „na żywo”, by tak rzec, prywatnie. A ten ubawiony od ucha do ucha, wesoło gestykulując, rozmawiał z jakimś innym tow. redaktorem, równie wstrząśniętym tym, co wydarzyło się na placu św. Piotra.
2354
BLOG
BYĆ JAK RED. GRZEGORZ WOŹNIAK
Pamiętam też doskonale, że sytuacja ta niemalże na bieżąco została zauważona i szyderczo skomentowana przez wrocławski kabaret „Studio 202” na antenie ówczesnej „Trójki”. Był rok 1981, a więc taki cud mógł się wtedy zdarzyć.
Dziś, w związku z atmosferą po Smoleńskiej Katastrofie, wielu zdumiewa, czy wręcz brzydzi, pełen, z jednej strony niepowetowanego żalu, z drugiej podziwu i egzaltacji sposób mówienia przedstawicieli niektórych mediów o ś.p. prezydencie Kaczyńskim. Jak dysonans brzmią bowiem w ich pamięci jeszcze przedwczorajsze opinie tych samych dziennikarzy o anachronicznej i obciachowej prezydenturze, o prezydencie, z którego wszyscy się śmieją, który wciąż przynosi Polsce wstyd. Prości ludzie nieradzący sobie z tym dysonansem z oburzeniem pytają, o co tu chodzi, jakim prawem, czy ci wieczni szydercy i krytykanci mają jakiekolwiek prawo do opowiadania o swoim bólu i poczuciu straty po tym wspaniałym i kochanym człowieku.
Oczywiście, że mają prawo. Więcej, nie tylko mają prawo, ale, jestem przekonany, że wręcz tego się od nich wymaga. Dziennikarze to wszak ludzie inteligentni, można by rzec elita, trudno by nie znali oczekiwań swoich pracodawców. Wiedzą doskonale, że ceni się ich za wyczucie trendów i atmosfery, ergo - płyniemy zawsze z nurtem. Może to i elitarne dziennikarstwo, ale co tu dużo mówić, sformatowane pod red. Woźniaka. Choć też i na miarę naszych ciekawych czasów.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)