ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN
59
BLOG

MOJE PRZYGODY Z "GAZETĄ WYBORCZĄ"

ARNOLD PARSZAWIN ARNOLD PARSZAWIN Polityka Obserwuj notkę 10

Moje przygody z „Gazetą Wyborczą” były krótkie i niespecjalnie ważne – ani dla mnie, ani dla „Gazety Wyborczej”. Ot, zdarzyło się kilka razy na początku lat dziewięćdziesiątych, że miałem ochotę poczytać jakąś gazetę. A że do wyboru miałem „Trybunę” albo „Wyborczą”, wybierałem tę drugą. Dostawałem do ręki ze ćwierć kilo papieru. Myślałem sobie: dobrze – będzie, co czytać. Potem okazywało się, ze z całej fury zadrukowanych stronic zainteresował mnie raptem jeden artykuł, że dało się przebrnąć raptem przez dwie kolumny. Zresztą, lektura tych dwóch szpalt też była wysiłkiem nie lada, bo od samego początku miałem wrażenie, że autor-redaktor traktuje mnie jak idiotę, któremu koniecznie trzeba wskazać palcem, kto jest dobry i nasz, a kto zły i nie wypada go znać. Moje krótkie przygody z „Gazetą Wyborczą” kończyły się zawsze tak samo. Zły na siebie, że niepotrzebnie wydałem parę złotych, wyrzucałem kupę śmiecia do najbliższego kosza.

Ten organ prasowy uważam za ekologicznie szkodliwy, ekonomicznie niewiarygodny, estetycznie niestrawny, politycznie zakłamany i światopoglądowo niebezpieczny. „Wyborczej” nie czytam właściwie z wszystkich możliwych powodów, poza rasowymi - nie jestem antysemitą. Tak wiem, każdego, kto gardzi „GW” z definicji podejrzewacie o antysemityzm. Przepraszam, ale, jak dla mnie to jednak zbyt prostackie kryterium.

znany z tego, że jest nieznany

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (10)

Inne tematy w dziale Polityka