Czy rzeczywiście jesteśmy narodem idiotów? Wiem, to bardzo bolesne pytanie. Wiem, bo sam odczuwam ten ból. Trudno jednak opędzić się od podobnych wątpliwości, jeżeli po kilku latach skandalicznego nicnierobienia i kompromitujących afer największa grupa polskich wyborców znów gotowa jest oddać władzę ekipie cynicznych matołów (tak, tak, okazuje się, że taka hybryda jest możliwa). A cóż sądzić o biedamieszkańcach Wałbrzycha, dla których specjaliści od kręcenia lodów za publiczne, czyli ich, pieniądze to najbardziej oczywisty – ba jedynie możliwy – polityczny wybór.
Jakiś czas temu media epatowały nas sensacyjnymi wynikami badań wskazujących na świetnie samopoczucie Polaków. Wedle tych mądrości jesteśmy najbardziej zadowolonym ze swojego życia europejskim narodem. Jak to się ma do upublicznionego właśnie raportu Obserwatorium Europejskich Stosunków Przemysłowych, z którego wynika, że Polacy pracują najdłużej z wszystkich obywateli Unii Europejskiej a przy tym są jednymi z najgorzej opłacanych i zabezpieczonych socjalnie? Skąd więc ten deklarowany optymizm i poczucie szczęścia. Jasne, jesteśmy optymistami z urodzenia, no ale przecież też i wiecznymi malkontentami.
O co chodzi, jak to wszystko pogodzić? To przykre, ale chyba jedyną sensowną odpowiedzią jest ta, że Polacy zadowalają się po prostu byle czym: byle kaszanką, byle wyrobem autostradopodobnym, byle Tuskiem, byle Komorowskim. No, możliwa jest jeszcze inna odpowiedź: ktoś zafundował nam tu jakiś totalny matrix, czyli inaczej mówiąc, że coś z tymi badaniami, sondażami i wyborami nie tak. Tyle że to już byłaby „teoria spiskowa”. Nieprawdaż?


Komentarze
Pokaż komentarze (2)