Podróżuję dużo komunikacją miejską, co pozwala na wiele ciekawych obserwacji socjologiczno-psychologicznych. Książkę by można o tym pewnie napisać i to wielo-tomową. Galerie postaci i zachowań są dla mnie wartościowe same w sobie. Twierdzę, iż nie zna prawdziwego życia ten co nie podróżował dużo pociągami podmiejskimi, tramwajami, autobusami , metrem.
Jedną z moich ulubionych form spędzania czasu na pokładach środków podróży zbiorowej jest zerkanie na czytane masowo polskie tabloidy. Gazety typu "Fakt" tudzież "Superexpress" widzę w rękach ludzi najróżniejszych proweniencji i statusów społecznych. WIdzę go w rękach starszych pań i panów, garniturowych elegantów, robotników, studentów i kobiet z tak zwaną "klasą". Takowoż w błoto można rzucić popularną tezę iż tabloid to gazeta ludzi niewykształconych, z mniejszych ośrodków zamieszkania. "Fakt" jest wszędzie - taka jest prawda.
Cieszę się jak dziecko, gdy moim przypadkowym współpasażerem/ką jest czytelnik tabloidu. Nie muszę być specjalnie czujny ani rozglądać się nieprzyzwoicie. Tytuły z "Faktu" biją po oczach niczym Mike Tyson w najlepszej formie - nie da się ich nie zauważyć. "Zgroza - terrorysta strzelał jak do kaczek", "Bohaterski wieprz przegonił złodzieja", "Trucizna wyżarła mi przełyk", "Marcinkiewicz mistrzem dziobania". To autentyczne tytuły z tabloidów. Tylko z nich można dowiedzieć się co tak naprawdę w trawie w piszczy i co naszą ludność ekscytuje i czego są ciekawi. Mądre głowy niech toczą filozoficzne dysputy a i tak to grosza niewarte - czymże to jest w porównaniu z "obrączką ślubną Liszowskiej"?
Redaktor tabloidu ma klawe życie. Potrzebuje mrożącego w żyłach tematu - wychodzi z redakcji, bierze fotografa i idzie np na rondo Marsa w Warszawie gdzie od kilku miesięcy toczy się przebudowa węzła komunikacyjnego. Fotograf czeka chwilkę, wodzi wzrokiem po budowie i zaczyna uwieczniać rzeczywistość. Fotografuje opartego o ogrodzenie robotnika, oraz innego przeciągającego się w koparce i rozlegle ziewającego. Podbudowa fotograficzna już jest - wracają do redakcji i redaktor dopisuje treść do owej podbudowy. Teza? Budowa przy rondzie Marsa ślimaczy się okrutnie, a na jej terenie trwa festiwal lenistwa i nieróbstwa - vide ziewający operator koparki i oparty robotnik. Dodajemy tytuł, np. "Horror - robotnicy zbijają bąki a Warszawiacy tkwią w korkach".
Tak się składa, że przejeżdżam tamtędy dwa razy dziennie i naprawdę nie widzę tam nieróbstwa - mało tego , uważam że ta przebudowa idzie dość prężnie. Ale to pewnie ja mam spaczone widzenie świata i widzę to czego nie ma. Brak mi przenikliwości redaktora Faktu.Być redaktorem Faktu to robota godna demiurga - można kształtować rzeczywistość w dowolny sposób. Otwierać ludzkie rozumy i pozwalać im lepiej otaczający świat. Tylko jak nim zostać? Wymaga to przecież ogromnej kreatywności, bystrości i zimnej krwi. To ciężki kawałek chleba godny prawdziwych mistrzów. Redaktorzy tabloidów - oddaję Wam hołd.




Komentarze
Pokaż komentarze (2)