No i Franiu klapa..Nie jest takie to masełko z szyneczką co? Mam nadzieje, że chociaż żonce się podoba w Tajlandii..
Ok, dość żartów. Tak się przyzwyczailiśmy do porażek naszej kadry, że w zasadzie kolejna nie robi juz na nikim większego wrażenia. Oczywiście, mamy do czynienia z szeregiem czynników niezależnych - kiepska pora roku( to juz się staje jakimś naszym przekleństwem, że żadna pora nam nie w smak ) , roztrenowani piłkarze, obca kultura, eksperymentalny skład etc. No ale nie zmienia to faktu , iż mecz z Duńczykami pokazał nam to co juz wiemy od dawna - że nasza liga plasuje się gdzieś w dalekich rejonach wszelkich rankingów. Podobnie jak my, zaspani i pogrążeni w letargu zimowym zawodnicy duńskiej ligi ( bo reprezentacja to to nie była), po prostu strzelili trzy bramki a przez większą część meczu kontrolowali sytuację. Czyli upewniliśmy się, że jesteśmy tam gdzie bylismy jeśli chodzi o ligowy poziom.
Polacy mieli jakieś 25 minut niezlej gry. Tempo w tym czasie regulowali Lewandowski, Peszko, Bandrowski,Iwański i Rybus. Ci zawodnicy próbowali gry kombinacyjnej co przynosiło efekty i raz za razem dochodziło do zamieszania pod duńską bramką. Działo sie to już przy stanie 0-1, bo juz na samym początku meczu Pawełek udowodnił czemu Wisła przetrzepuje całą Europę w poszukiwaniach zmiennika dla niego. Bramkarz Wisły był jak zwykle "elektryczny". W bramkowej akcji jaką przeprowadziła Dania postanowił rozprostować kości i wykonał małą przebieżkę w kierunku piłki w swoim stylu - bez pewności siebie i ze strachem w oczach. Pogłaskał piłeczkę czule na pożegnanie a całości obrazu dopelnił nasz obrońca wykładając Duńczykom stu-procentową "patelnię".
Cała ta akcja była symptomatyczna - nasza gra obronna przypomina flippery. Zero koordynacji, brak koncentracji i nie trafne w większości decyzje. I nie oskarżam tu tylko obrońców. Jak wiadomo w nowoczesnej piłce broni cała drużyna od napastników poczynając. U nas to totalnie kuleje, tak jakby nasi zawodnicy myśleli tylko o akcjach do przodu - gdy przychodzi do bronienia to patrzą się jeden na drugiego, a chętnych do podjęcia reakcji brak. Smuda musi się wziąść za te aspekty gry , choć tak lubi ofensywę. Nie jesteśmy Realem czy Barcą więc nie będziemy odpowiadać czteroma bramkami na trzy strzelone przez przeciwnika.
Reasumując - mógł sie podobac Lewandowski, Iwański i Peszko - ale tylko przez wspomniane 25 minut. Rybus to taki Peszko sprzed lat. Robi mnóstwo wichru i zamieszania ale na razie to jeździec bez głowy. Kolejnym zadaniem dla Smudy to powstrzymanie chaosu w grze tego zawodnika. Na poprzednim zgrupowaniu dowiedział się co to pressing więc moze tym razem przekaże Urbanowi że nie może grać jak diabeł tasmański. Całkiem nieźle mimo klapy w drugiej połowy pokazał się Damian Nowak - ma ten chłopak "korbę". O ile coś sobie nie zrobi to może byc naszą mini-nadzieją.
Na koniec niech ktoś mi powie na jakiej zasadzie na tym zgrupowaniu pojawił się np Mierzejewski? No i Brzyski, kolejny reklamowany i wychwalany ponad miarę obrońca Ruchu Chorzów. Pod koniec drugiej połowy Duńczycy ulubili sobie jego stronę boiska i zachowywali się tak jakby wokół Brzyskiego ktoś zbudował obwodnicę. Nie sprotał presji i nie sądze aby to był jakiś nasz zbawca.
Dostaliśmy po tyłku znów. Niedobrze. Teraz przed nami dwa mecze z egzotycznymi rywalami, więc nic nowego się nie dowiemy. Trzeba poczekac do marca.



Komentarze
Pokaż komentarze (10)