W filmie "Dzień świra" główny bohater, Adaś Miauczyński prezentuje nam jedna ze swoich wielu fobii - przeraża go grubość gazety codziennej , wraz z niezliczona ilościa reklam, dodatków, poradników i ogłoszeń. W tle reżyser pokazuje nam wizję Miauczyńskiego, jakiej ten doświadcza przy lekturze prasy codziennej, w której to wizji padaja kolejne ścinane drzewa aby mogła powstać kolejna gruba gazeta.
Nie będę ukrywał , iż w momencie w którym ta scenę zobaczyłem pomyślałem: mam podobnie. Przeraża mnie nadmiar wszystkiego, jaki mnie otacza. Kiedy wchodzę do kolejnych sklepów i widzę zalegający na półkach ogrom wszelkich towarów popadam w refleksję - przeciez nie ma szans aby ludzkość wykupiła to i spożyła nawet w kilku procentach. Masy najróżniejszych kefirków, masełek, soczków, wędlinek o najróżniejszych proweniencjach poukładane aż po same sufity sklepików. Kupuję jakiś drobiazg i wracam do domu, włączam telewizor a tam widzę Haitańczyków którzy nie mają nic.
Cywilizacja produkuje wciąż i wciąż kolejne zaspokajacze dla wybrednych podniebień i dusz obywateli, i to w każdej dziedzinie. Otacza nas przesyt. Wszedzie wszystkiego pełno. Wielkie księgarnie z tysiącami książek, płyt, gier i innych puzderek. Między tym wszystkim przechadzają się znudzeni i wybredni ludzie. Trzeba ich przekonać aby z tej całej sterty barachła wybrali jedno konkretne - do tego służy reklama, Czy ludzie przeczytaja wszystkie książki, które się wydaje? Czy zapamiętają choć procent z tego i przekażą dalej ku potomnym?
Nadmiar wyrabia poczucie winy. Wina ta polega na tym że powinnismy czuć się nie fair , że nie zarabiamy tyle aby kąpać się w tym morzu nadmiaru. Więc pracujemy więcej i więcej, aby konsumować i przetrawiać tą górę dobrobytu. Nawet na Salonie jest nadmiar. Nadmiar notek i wpisów. Strona główna została tak zmieniona aby zmieściło sie tam jeszcze więcej tytułów. Jak mamy sklepy wielko powierzchniowe tak będziemy mieć i portale wielko powierzchniowe.
Przejeżdżam wzrokiem po stronie głównej i wiem, że nie będe miał czasu aby zajrzeć do jednego procenta tych wpisów. Musiałbym siedzieć na Salonie 24 , nomen omen 24 godziny. Czy świat sie zawali jeśli ja lub ktoś inny nie dorzuci do tego wszystkiego kolejnej notki? Wiem , wiem - zaraz mi ktoś przypomni magiczne słowo "roznorodność wyboru". Możemy wybierać wszedzie coś dla siebie. Notkę na S24, muzykę, mieszkanie, partnerkę a nawet religię. Wszystkiego w bród i to czekający na nasz wybór.
Czasami myślę o tym , że dobrze zrobiłoby nam wszystkim odpocząć od tego babilonu. Odrzucić jakąś część tej konsumpcji w której się zatracamy bo w końcu przywali nas ta sterta nadmiaru i się z niej nie wygrzebiemy.



Komentarze
Pokaż komentarze (3)