Życie pędzi. Żyjemy w pędzie. Ciągle się śpieszymy. Dzień w biegu. Te wszystkie banały które doskonale opisują nasz codzienny żywot czasami tracą swoje znaczenie w zderzeniu z cichymi oazami, gdzie czas i jego tempo gubią swoje znaczenie. Wcale też nie trzeba w ich poszukiwaniu uciekać gdzieś w wiejskie bezdroża i leśne ustepy. One - te oazy - są wśród nas , ot tu pod nosem. Schowane w miejskim zgiełku...
Pędzę z pracy. Komunikacja miejska , jedna , druga , trzecia. Jestem juz prawie w domu - jeszcze tylko szybkie zakupy i biegiem do domu. Nigdzie daleko te zakupy. Tuż obok domostwa jest mały sklepik spożywczy, w parterze jednej z kamienic. Sklepik ten wredny jest w swojej bezczelnej, bliskiej lokalizacji. Śmiałkowie tylko najwięksi w późnych godzinach popołudniowo- wieczornych decydują się na odciągnięcie w czasie powrotu do domu i nadkładając solidnie drogi udają się do jednego z tych dużych, wszystko-posiadających sklepo - marketów, rezygnując z łatwej zakupowej okazji jaką daje Sklepik.
Otwieram drzwi , które skrzypiąc niemiłosiernie i dzwoniąc jakimiś przerażającymi blaszko - dzwonkami domagają się remontu , który nigdy dla nich nie nadejdzie. Ta kamienica zginie, ten sklep przestanie istnieć prędzej niż te drzwi zostana naprawione.. Krok w czeluść sklepową i w jednej sekundzie zdaje mi się, iż wszedłem do jakiegoś czarodziejskiego sklepiku rodem z Harry Pottera. Inna przestrzeń, inne tempo, inny świat. Wąskie uliczki pomiędzy półeczkami sklepowymi, lekki półmrok i zapach.. Zapach powstały z wymieszania woni chleba, produktów spożywczych, wędlin, chemikaliów i sosów własnych z klientów.
To tylko jednak scenografia dla prawdziwych aktorów tego przedstawienia. Nie aktorów - aktorek. Aktorkami owymi sa Panie Sprzedawczynie. W tym sklepiku są trzy. Trudno wręcz pojąć jak na tak małej powierzchni potrafią one żyć w doskonałej symbiozie, wzajemnie się uzupełniając i summa summarum spowodować że bez ich triangulacyjnej egzystencji sklep z pewnością przestałby działać. Gdy wchodzę, układ jest taki mianowicie . Dwie deliberują sobie przy jednej z półek, a trzecia gmera przy stoisku ze słodyczami coś tam przestawiając z miejsca na miejsce. Poza nimi i mną w sklepie pusto.
Moje wejście nie zmienia nic. Nie zostałem ugoszczony choćby najmniejszą zmianną grymasu twarzy. O czymś takim jak zwrócenie choć na sekunde wzroku nie śmiałbym nawet marzyć. Ostentacyjnie biorę koszyk i wchodzę na mikroidalną powierzchnię sklepową. Jako , iż potrzebuję tylko chlebka szybko podchodzę do półki z tymże, biore pieczywo - trzy kroki i jestem przy kasie. Kasie przy której jest tylko puste , opuszczone powietrze po siedzącej onegdaj w tym miejscu Pani. Wyjmuję portfel, całym swoim jestestwem krzycząc - halo, jestem tutaj, chciałbym zapłacić za zakupiony towar!!!. Nic. Wciąż ten sam układ co w momencie wejścia. Poczynam kręcić się demonstracyjnie, obracam głowę tu i tam, po czym używam broni nie-konwencjonalnej i ostatecznej. Mianowicie wlepiam w dwie Panie wzrok , z błagalnym wyrazem twarzy..
Nic to nie zmieniło. Poczułem jak w tej sklepowej ciszy, delikatnie tylko mąconej przez aksamitne plotkowanie Pań spod półki zaczyna zwalniac mi tętno..Nie wiem, nie przykładałem ręki do nadgarstka, ale prawdopodobnie było minimalne. Spojrzałem na wiszący na ścianie zegar i uwierzcie, zobaczyłem jak przeskoczyła wskazówka w tempie kroczącego słonia z 18:58 na 18:59..
Może jestem niewidoczny - przyszło mi nagle do głowy. Może jakimś sposobem przeszedłem w ten wyczekiwany i wymarzony przez fizyków , naukowców i erotomanów-podglądaczy stan. Z hukiem odłożyłem koszyk na stosik z innymi. Żadnej reakcji. Poruszyłem ręką , zrobiłem przysiad - nie wzbudzało to wciąż żadnej reakcji u Pań. Poczułem się jak bohater jakiejś książczyny s-f ..
Elciaaa.. - przestrzeń przeszył nagle głos jednej z pań.. Jest!! Pomyślałem że jednak zostałem dostrzezony. Już za chwilę ( za jakieś 10 minut ) zostane obsłużony i bedę mógł wyjść na zewnątrz do świata w którym obowiązuje zwykłe ludzkie tętno. Pani która stała przy słodyczach ( pewnie Elcia ) odwróciła wzrok ku koleżankom, po czym odłozyła kołonotatnik i z wyraźnym ociąganiem ruszyła w stronę kasy. Idzieee - zawyłem z radości, oczywiście w duszy. Nie śmiałbym swoim wrzaskiem naruszać sklepowego sakrum. Jest juz 6 metrów ode mnie, 5 , 4 , 3 ,2, 1 .. Weszła za kontuar kasy ( wciąż na mnie nie patrząc co spowodowało nawrót podejrzęń moich o potencjalnej niewidzialności ) , nachyliła się nad blatem, sięgnęła pod niego i...
Dobyła jakiś przedmiot , niewidoczny w pierwszym momencie mojemu wzrokowi po czym...opuściła kasę..Majestatycznym krokiem, ku mojej rozpaczy oddaliła się w kierunku dwóch wspomnianych pań i podała im owy przedmiot który tym razem dostrzegłem. Jedna z Pań spod półki wzięła go od Elci , spojrząła na niego i z grymasem znudzenia powiedziała.. Elcia przynieś mi ten zielony bo ten słabo pisze, wiesz przecież...
Tu skończę ta przydługa opowieść. jestem już w domu ale prawdopodobnie tylko swoją duszą. Ciało zostało z pewnośćią przy sklepowej kasie i wciąż czeka na Panią przy kasie..



Komentarze
Pokaż komentarze (17)