Po zakupie ostatniego wydanie „Urze” zauważyłem, że pojawił się tam nowy redaktor odpowiedzialny za dział kulturalny w tym zacnym periodyku – niejaki pan Wojciech Lada. To w sumie nietypowe, że w ogóle udało mi się ten fakt dostrzec, gdyż bardzo rzadko zaglądam do działów kulturalnych w mediach. Jeśli ktoś chce to może mnie z tego powodu nazwać chamem i prostakiem – proszę bardzo. Jednak robię to z takich mianowicie powodów, iż męczy mnie w takich działach pewnego rodzaju nadęta, przeintelektualizowana maniera – o hamburgerowym traktowaniu sztuki nie wspomnę. Wszystkie recenzje, opisy oraz analizy pisane są z nieznośnych wg mnie mądralińskich pozycji. Poza tym sam dobrze wiem co chcę przeczytać, czy obejrzeć, nie potrzebuję drogowskazów a jeszcze dochodzi to, że ja nie mam nawyku poszukiwacza. Mam swoje sprawdzone rewiry po których się poruszam. Nie zjadam tonami książek czy filmów, i nie gonię za nowinkami. Wolę przeczytać dwie książki w miesiącu, ale dobre. Można to nazwać ignorancją – nie przeszkadza mi to w ogóle.
Czemu więc zauważyłem owego nowego – a może starego, tylko go z przyczyn powyższych wcześniej nie namierzyłem – specjalistę ds. kultury? Ano bo wszedł był na moje terytorium. Nie mogłem pominąć dużej, rozpostartej na całą stronę recenzji nowej książki, zawierającej pokaźny zbiór listów pisanych do rozmaitych ludzi przez Franza Kafkę. Wszystko co ludziska wypisują na temat Kafki czytam zawsze z dziką rozkoszą. Bowiem chyba żaden inny pisarz nie ukazuje tak mocno jak Kafka, poprzez swoją twórczość, bezradności całej tej machiny literaturoznawczej. Co tekst, czy analiza to kończy się kompletną klęską. Obserwuję to, nie będę ukrywał, zawsze z wypisanym na twarzy obrzydliwym ironicznym uśmieszkiem i w myślę sobie, że Franz reagował by podobnie czytając to wszystko co mu się dotąd poświęciło w różnych mądrych tekstach.
Zerknąłem na zdjęcie red. Lady i już byłem przygotowany na najgorsze. Zobaczyłem tam bowiem typowego „wilka literaturoznawstwa”, przekonanego o tym iż po przeczytaniu tysiąca dwustu osiemdziesięciu książek człowiek od tego staje się innym gatunkiem rasy. No i ten malowniczy pet w ustach..
Nie pomyliłem się. Bo jeśli ktoś, kto utrzymuje się z tego że czyta książki i potem o nich pisze w gazetach, nie ma przez to prawa nic o danej pozycji napisać sensownego. Po prostu fizycznie się nie da. Skoro jednego dnia czyta się Bułhakowa, drugiego Hessego a trzeciego Szekspira, to znaczy że się żadnego z tych twórców tak naprawdę nie czyta. Bo literaturę się powinno CZYTAĆ, a nie przyswajać w imię spełniania inteligenckich powinności. Tak jak wspomniałem. Kafka tego typu ekspertów od książek obnaża szczególnie dojmująco mocno, on po prostu nie zostawia na nich ani kawałka łachmana. Kafka jak żaden inny pisarz nie daje się wtłoczyć w żadne mądre analizy, wymyka się im momentalnie, odbiega kawałek i dalej gra na nosie próbującemu go spętać w sieć mądrali. Nikt też tak jak Kafka, tych wszystkich mądrali swoją twórczością nie prowokuje do tych działań. Bo jest ona tajemnicza, nie trzyma się żadnych kanonów pisarstwa, nie dba o te wszystkie mądre pierdoły których nauczają mądrale. Kafka nie dbał o konstrukcję tego co pisał, rwał na strzępy czas, miejsce i akcję, zaczynał gdzieś iść, potem wracał. A najgorsze dla mądrali jest w tym wszystkim to, że jednocześnie jego pisarstwo nie da się wtłoczyć w post-modernizm, ono jest nadal bardzo organiczne i stąpające po ziemi. Mimo usilnych dążeń Kafka nie dał się postawić na jednej półce z jakimiś dewastatorami literatury w rodzaju naszej Masłowskiej.
No i nasz red. Lada także się bidzi, napina a nic się tu nie trzyma kupy. Zaczął odważnie i jeszcze w pierwszych zdaniach sensownie. Napisał bowiem że Kafka jest zmitologizowany na wielu obszarach. Oczywiście, zgoda Panie Redaktorze. Tyle że tak samo wielu chce go zmitologizować na siłę, jak i wielu chce go na siłę z tych mitów wyrywać, budując tym samym nowe. Bo Kafka – znów powtórzę – był człowiekiem nie dającym się ująć w żadne karby.
Skoro panuje mit o Kafce – depresyjnym neurotyku sypiającym w trumnie, to trzeba (taka to maniera ekspertów) go przerobić na wesołka, który robił wszystko dla zabawy. Ktoś kto ma takie zamiary ma wiele materiału na udowodnienie swoich tez. Całe tomy listów Kafki i do Kafki, wspomnień o nim bliskich mu osób, a przede wszystkim pamiętniki – jest tego o wiele więcej niż samej twórczości Kafki w postaci konkretnych dzieł i stanowi to jego integralną część jako pisarza (to kolejny ewenement i przykład na całkowitą wyjątkowość Kafki). Jako że Kafka był osobowością niezwykle chwiejną (sam pisał w jednym z listów, że kiedy wchodzi po schodach to nie jest pewny czy to czego chce na dole, na górze nie będzie mu już kompletnie zbędne) można wyjąć z kontekstu jego efekt któregoś z nastrojów i już – jak się chce to można na podstawie tych materiałów ukazać Kafkę jako samobójcę potencjalnego albo bawidamka i Piotrusia Pana.
I tak czyni red. Lada. Dostajemy kilka, wyrwanych z kontekstu fragmentów listów na udowodnienie oczekiwanej przez autora tezy. Czyli że np. Kafka tak naprawdę bardzo lubił swoją pracę biurową. Wręcz ją ubóstwiał. Że tak naprawdę był właśnie takim Piotrusiem Panem. Oczywiście całość tego tekstu momentalnie grzęźnie w samozaprzeczeniach, nic nie wyjaśnia a tylko buduje mit przeciwstawny do tego „czarnego” i tak samo nieprawdziwy. Kiedy ktoś uczciwie i rzetelnie pozna całą twórczość Kafki szybko to zrozumie. Nie tylko jeśli ją pozna. Bo Kafka był pisarzem, a przede wszystkim człowiekiem z którym trzeba się po prostu spróbować „zaprzyjaźnić”. Z batem analizy w ręku tego na pewno się nie dokona, a tym bardziej traktując Franza jak jeszcze jedną, stojącą pośród wielu innych, ikonę literatury.




Komentarze
Pokaż komentarze (10)