Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak
1645
BLOG

Dobry Gauck = Dobre Niemcy?

Marcin Kacprzak Marcin Kacprzak Polityka Obserwuj notkę 98

 

Od kilku co najmniej dni, Salon 24 ma nowego bohatera. Jest nim świeżo mianowany Prezydent Niemiec, pan Gauck. Z rumieńcami na twarzy opisuje się jego ciekawy życiorys, chłonąc niczym krople najczystszej źródlanej wody, informacje o jego lustracyjnej i pastorskiej przeszłości. Nie ma się co temu dziwić. Nagle bowiem okazało się, że nie każdy Niemiec to potencjalny nazista lub wyzyskiwacz, nie dziwota więc że przyjęto u nas te zaślubiny z głośnym westchnięciem ulgi, a nawet gdzieniegdzie powitano je hucznymi brawami. Któż z nas bowiem nie lubi sytuacji, kiedy nasze przewidywania okazują się nie być jednak tak złymi jak nam się wydawało.

Radość - jak pisałem, wielce zrozumiała - z tego, iż na jednym z wysokich stanowisk naszego "złowrogiego" sąsiada zasiadł człowiek godzien najwyższego szacunku, niestety odbiera nam wszystkim realny i chłodny ogląd spraw. Cóż bowiem ten wybór oznacza dla stosunków polsko-niemieckich?

Otóż nie oznacza kompletnie nic. Stosunki te są jak były w marnym stanie tak są i będą nadal. Rozwieszone na wątłym wieszaku poprawnej politycznie „wzajemnej przyjaźni i zrozumienia”, i to na dodatek wieszaku stojącym tylko i wyłącznie w gabinecie polityków. Wystarczy zrobić krok poza ten gabinet, wyjść na tzw. „ulicę”, czy też „strasse” i już nie jest tak sympatycznie. Stereotypy, wzajemna nieufność oraz genetycznie już najprawdopodobniej zakodowana niechęć do współpracy, to tylko eufemistyczne slogany tak naprawdę. Prawda jest chyba jeszcze bardziej gorzka.

Co jednak najważniejsze. Gauck jest „aż” Prezydentem, ale też nie można nie zauważyć w kontekście niemieckiej struktury państwa, że jest on też „tylko” prezydentem. Urząd ten w Niemczech - nie boję się użyć tego słowa - nie znaczy w praktyce nic. Nie ma on nawet jakiegokolwiek mandatu społecznego - wybierany jest przez tzw. Zgromadzenie Federalne, czyli konklawe parlamentarzystów. Sami Niemcy raczej pewnie sami sobie nie zdają sprawy kto jest ich Prezydentem. W Niemczech liczy się Kanclerz i Bundestag.

Bowiem czy ktoś z państwa wie kim był Karl Donitz? Nie męczcie się i nie wstukujcie tego nazwiska w google. Był to ostatni, a zarazem jedyny Prezydent...III Rzeszy. Donitz pełnił tę funkcję przez chwilę, już po śmierci Hitlera, zanim alianci opanowali sytuację w tym kraju. W tą tradycję "nic-nie znaczenia" funkcji Prezydenta w Niemczech, doskonale wpisuje się też sam Hindenburg - to za jego czasów, i przy jego politycznej bierności oraz starczej głupocie, Hitler i naziści przejęli politycznie władze nad bezwładnym krajem.

Potem nie było aż tak tragicznie, ale nadal urząd Prezydenta w Niemczech to czysty „żyrandol”. Angela Merkel traktuje go tylko jako stanowisko dla ewentualnego „dobrego policjanta”, mającego stanowić ciepłą twarz jej zdecydowanych i stanowczych ruchów w polityce zagranicznej. Tę rolę dobrze spełniał np. Horst Koehler, któremu nakazano w Berlinie ryzykować podróż w czasie pamiętnego ataku wulkanicznego pyłu na pogrzeb Lecha Kaczyńskiego. Kanclerz Merkel mogła spokojnie w ten sposób mieć cały „problem” z głowy i konieczność składania w świetle kamer osobistych kondolencji J.Kaczyńskiemu, a potem tłumaczenia się z tego światłym europejczykom rozeszła się po kościach.

Tak więc spokojnie z tym Gauckiem. Problemy między naszymi państwami jak były tak są, i nawet pięciu Gaucków razem wziętych tego nie zmieni. Tym bardziej Gaucków tak słabych politycznie we własnym kraju.

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (98)

Inne tematy w dziale Polityka