Patrząc z perspektywy czasu na okres rządów sprawowanych przez PiS, oraz na niezwykle korzystne okoliczności obiektywne w których ten rząd działał, trudno w zasadzie zrozumieć czemu przetrwał on tylko 2 lata. Przez te okoliczności rozumiem fakt, iż w tamtym czasie w Europie panował spokój, czy wręcz idylla. Wskaźniki rozwoju hulały, nie było żadnych katastrof ani klęsk żywiołowych. Nie wystrzeliła też żadna afera (w rodzaju tej choćby hazardowej za PO), która mogłaby ten rząd przewrócić – te które wystrzeliły zostały samosprowadzone na siebie przez PiS. Były też sukcesy. Powołanie CBA i uśmierzenie korupcji, obniżenie podatków, wynegocjonowanie dobrych funduszy europejskich, ożywienie polityki historycznej oraz wprowadzenie do przestrzeni publicznej innego toku myślenia niż ten kreowany dotąd przez medialny kombinat. Tymczasem ten demonizowany dziś do przesady i odsądzany od czci i wiary gabinet J.Kaczyńskiego upada z hukiem. Dlaczego? - aż chce się zapytać z całych sił. Odpowiedzi na to pytanie częściowo dostarcza wywiad Mazurka z Jackiem Kurskim w weekendowej „Rzeczpospolitej”.
Wywiad ten, udziela nam na powyższe dylematy odpowiedzi zarazem bezpośredniej i pośredniej. Bezpośrednia to sam Jacek Kurski. Jego cechy charakteru doskonale przez pytania Mazurka uwidocznione dużo nam mówią, czemu rządy prawicy w latach 2005-2007 trwały tak krótko. No a ile miały one trwać, skoro jednym z członków ośrodka decyzyjnego tych prawicowych rządów byli ludzie w typie Jacka Kurskiego właśnie.
Jacek Kurski. Człowiek który na dzień dobry uwikłał się w sprawę „dziadka z Wehrmachtu”. Pal licho kto ten temat wymyślił i pierwszy go użył. Faktem jest to, że Kurski ochoczo się w to wszystko wmieszał i próbował wykorzystać ten wiatr ku celom kampanii wyborczej. Efekty pamiętamy. Nakierował Kurski tym całą partię na permanentny konflikt polityczny i swoimi konfrontacyjnymi wypowiedziami stworzył nową modłę prawicowej polityki medialnej i wyznaczył styl prawicowego marketingu politycznego – styl ten zresztą doskonale się przyjął i funkcjonuje z powodzeniem do dziś. Odtąd już każdy chciał być na prawicy „jak Kurski”. Innym negatywnym efektem takich praktyk, był wzrost znaczenia PO, które urosło nie dzięki jakimś czarom, ale głównie dzięki polityce straszenia ludzi politykami z prawicy w typie Kurskiego. Pozytywów to żadnych nie przyniosło, oprócz dania pretekstów mediom do nagonki oraz całkowitego rozkołysania płynącej przecież po stosunkowo spokojnym morzu, prawicowej łodzi. Ta rozkołysana łódź, uwikłana w tworzone przez samą siebie bitwy polityczne wkrótce zabulgotała w wodzie.
J.Kurski działa z energią tylko wtedy kiedy ma wyraźnie nakreślonego wroga. Wrogiem tym może być dla Kurskiego „Dziadek z Wehrmachtu”, może być nim sam diabeł Tusk, ale może być też – jeśli przyjdzie taka konieczność – J.Kaczyński. Demontaż, destrukcja, walka polityczna, zwieranie szeregów i nagonka na wroga – w tym najlepiej czują się politycy na prawicy którzy uwierzyli w "Metodę Kurskiego".
Sam Kurski najpierw cały swój zapał skierował na zniszczenie PO. Kiedy się to nie udało, a tylko napędziło to partię Tuska do wzrostu, zabrał się za ... PiS. Zwarcie z przyszłymi politykami PJN, to była tylko przygrywka do rzucenia rękawicy Kaczyńskiemu – taka musiał być logika wojny którą żyje Kurski. Zadarł i szybko został zrzucony w polityczną otchłań 1,5 %-ego poparcia jakie ma "SP”. Jednakże i z tych odmętów nadal żywo szarpie ząbkami nogawkę swego niedawnego męża opatrznościowego, któremu – to też przywołuje Mazurek – składał czas jakiś temu wiernopoddańcze hołdy.
Robi to zresztą w sposób kompletnie żałosny. Nie dość że obłudnie (sam przecież wykuł taką retorykę na prawicy) wypomina Kaczyńskiemu wypowiedzi o Merkel i „opcji niemieckiej”, to w celach aktualnych potrzeb politycznych nie waha się aby użyć najżałośniejszych tvn-owskich szmoncesów. Zapytany o przewagę nad Kaczyńskim mówi o tym iż oni („SP”) mają żony, prawa jazdy oraz konta. Żal to wszystko dalej cytować. Wspomnieć trzeba tylko że Mazurek uprasza się u Kurskiego o jakiekolwiek zdanie w którym nie ma mowy o „złym Kaczyńskim”, na co odpowiedzią jest zagrożenie zerwania wywiadu.
To co mówi Kurski – niestety – mówi też dużo o kondycji dzisiejszej polskiej prawicy. Symptomatyczne niezwykle jest to, że Kurski zapytany o najważniejsze powinności polskiego prawicowego polityka, na pierwszym miejscu wymienia konieczność sprzeciwu wobec małżeństw homoseksualnych. Prawica która widzi fałszywą rzeczywistość i która od lat nie umie sformować wyrazistych postulatów - w których na pierwszym planie byłby sensowny, rozpisany na nuty program gospodarczy czy konieczność walki z najbardziej dojmującymi dla społeczeństwa szykanami takimi jak np. przerost sfery budżetowej i administracji – nie ma racji bytu. Dlatego też wciąż przegrywa. Póki „Metoda Kurskiego” będzie na tej prawicy dominowała, długo jeszcze nie wygra.


Komentarze
Pokaż komentarze (32)